Czwartkowe zajady

Karmisz niedobory, oblizujesz wargi nagich nadziei,

a przecież natura zastawiła stół. Obficie, bezinteresownie.

Nielicznymi napiwkami, dobrostan zasilając w przebudowie.

Nie szukaj liści laurowych na głowę, raczej świetlika

na chabrowo-rumiankowe morze.

Zamkniętym w betonowych skorupach, wapnieje miłość.

Dzisiaj ktoś krzyknął przy stole -

Muszelka! Tyle szumu o nic.

 

Przyjdzie czas, gdy Robinsonowie,

będą całować każdy listek figowy,

napotkany na drodze.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania