Czwartkowe zajady
Karmisz niedobory, oblizujesz wargi nagich nadziei,
a przecież natura zastawiła stół. Obficie, bezinteresownie.
Nielicznymi napiwkami, dobrostan zasilając w przebudowie.
Nie szukaj liści laurowych na głowę, raczej świetlika
na chabrowo-rumiankowe morze.
Zamkniętym w betonowych skorupach, wapnieje miłość.
Dzisiaj ktoś krzyknął przy stole -
Muszelka! Tyle szumu o nic.
Przyjdzie czas, gdy Robinsonowie,
będą całować każdy listek figowy,
napotkany na drodze.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania