Czy kawę można urodzić w ziarenkach?
— Wiesz, Lumi, ty zawsze ładnie wyglądasz.
— Ty, Boss, też zawsze ładnie wyglądasz.
— Lumi, zanim umówię się z kimś, to muszę długo kogoś znać.
— Ocho, to się zaczyna…
W zasadzie mam tak samo. Mnie ciężko zbajerować. Mój mózg nie potrafi udawać, przeinaczać i mentalnie przeskakiwać etapów.
— No i wiesz, Lumi, byłam na tej randce. Ciągle jego ręce pod stolikiem błądziły, a to miała być tylko kawa, zwykła szmatka-gadka. A słyszałaś? Anka wyjechała na weekend z tym ostatnim kolesiem i po szybkim numerku on do niej, że idzie się wykąpać, bo inaczej nie może.
Mój mózg zaczął odliczać wstecz te wszystkie lata. Bo gdy po 12 latach małżeństwa wylatujesz z tak zwanego obiegu, relacje damsko-męskie zmieniały się w tym czasie jak drzewa za oknem pędzącego pociągu.
— A jak twoja kawa z tym rozwodnikiem?
— Mówiłam: z każdym, Lumi, a nie ze znajomym z jednego kościoła.
Miała być kawa nad jeziorem, wiecie, taki spacer. Już na dzień dobry nie smakowała mu latte z Maka. Opowiadał o złej żonie, jeszcze gorszym teściu, a później pisał sms-y o tym, czym jest związek. I że bardzo mu na mnie zależy.
Ja na to, że mnie nie zna, to nie może zależeć wcale .A to, że jesteśmy z jednego kościoła, nic nie znaczy. iiii zapytałam, czy teraz mam tę kawę urodzić w ziarenkach?
Po co tam byłam?
Bo ciągle mi kogoś szkoda!
I musiałam sprawdzić, jak magnetyzm Bossa działa w realu. Bo wiecie, zanim człowiek zdecyduje się na kawę, dobrze zrobić wcześniejsze rozeznanie .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania