Czy miłość to choroba?
Czy miłość to choroba?
Silniejsza od śmierci,
jak alergia na ciepło.
Ciepło uczuć.
Kiedy nas omija -
umieramy.
Kiedy jej doświadczamy,
a potem wyrzucamy -
ranimy się przeciągle.
Czasami najgorsza z chorób.
Bo daję niespełnioną nadzieję.
Towarzyszy nam w głębi
przez cały żywot.
Od kołyski aż po ziemię,
a może dalej...
Komentarze (10)
Głębokie jest z pewnością.
Sens także rozumiem.
Ale coś mi nie pasuje na początku. Miłość to choroba - alergia na ciepło uczyć. A kiedy nas omija umieramy?
Może to ja jestem głupi (nigdy nie byłem dobry w interpretacji), ale wydaje mi się, że coś jest nie tak.
W niektórych przypadkach kiedy po prostu skończy się miłość ona przeradza się w alergię na uczucia czyli te osoby po prostu nigdy już nikogo nie pokochają (mają taką traumę). Miłość jest jak choroba także w niektórych przypadkach bo kiedy ktoś nas zrani, miłość przeistacza się w chorobę. Kiedy nas omija (nikogo nie pokochamy aż do śmierci, nikt nie będzie się o nas troszczył) umieramy wewnętrznie, psychicznie i uczuciowo. Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłam mój tok myślenia :) W każdym razie dziękuję za opinię.
Logiczny jest Twoje wytłumaczenie i zgadzam się z nim, ale mówiąc szczerze po pierwszym przeczytaniu nie dotarło to do mnie 4 :)
No i teraz pytanie, czy to my z Karolą nie ogarniamy, czy jest niejasno przedstawione :D
A może to i to...
W każdym razie, teraz mogę dać 5 :D
Widzisz Galthar, człowiek rodzi się głupi i głupi umiera, nie załapaliśmy :( jak dzieciom trzeba nam było tłumaczyć :)
Chyba faktycznie trzeba się przyznać do błędu.
I chyba nie dla mnie białe wiersze :l
Trochę racji w tym było ;) Nie do końca też wyjaśniłam.
Tak. Miłość jest chorobą śmiertelną. Bardzo wielu ludzi, którzy jej doświadczyli umarło przedwcześnie. Zabili się, czy pochorowali z tej miłości. A ja mówię : po co wam to wszystko? Nie lepiej znaleźć sobie mądrego męża, kóry da nam stabilizację czy też miłą żonę, która będzie nam pomagała, kiedy trzeba? Nie będzie się samotnym, a nigdy nie zachoruje się na tego strasznego wirusa.
Ktokolwiek, a nie lepiej zaryzykować i szukać żony/męża, którego się naprawdę będzie kochać?
Miłość jak podstępny nowotwór, atakuje z nienacka, często bez objawów. Gdy się orientujesz, już jest za późno. Albo cię wyniszczy albo stworzy na nowo. Jedno jest pewne. Na pewno pochłonie, zniewoli, wszczepi się w każdą strunę duszy..
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania