Czy na pewno chcę ratować ludzkość? [2]

Ralph to typowy chłopak lubiący popisywać się przed kolegami. Był jedynym synem Kapitana Straży z Zerton. Nic dziwnego, że większość wybryków uchodziła mu na sucho. Pozycja, jaką posiadał jego ojciec sprawiała, że często czuł się nietykalny. Mało kto miał odwagę odegrać się na jego zaczepkach.

Lillian pewnie nigdy nie trafiłaby na listę osób, którym 'dokuczał'. Przez długi czas była nawet obiektem jego miłosnych zapędów, ale zawsze był przez nią ignorowany. Nie imponowały jej wybryki, czy popisy, chociaż częściej powodem ignorancji było jej oderwanie od rzeczywistości.

Nie byłoby to wystarczającym powodem do gnębienia. Do czasu. Jego ojciec został odrzucony przez matkę Lillian. W chęci odegrania się na niej, zaczął niszczyć wizerunek Anisy plotkami. Lubiła ona flirtować dla zabawy, a on odebrał to inaczej niż powinien. Zaczęto ją później obgadywać, jakoby miała uwodzić majętnych facetów. Cała jej obecna opinia była zemstą odrzuconego samotnego ojca i jego syna, który wykorzystał tę okazję do gnębienia jej córki.

W tym momencie Lillian puściły nerwy. Nazwanie jej matki dziwką było przekroczeniem wszelkim granic. Złapała mocno miecz i zamachnęła się z całej sił w kierunku stojącego za nią Ralpha.

Pech chciał, że był on również utalentowany w walce na miecze, a prywatne sesje dawały mu dużą przewagę nad rówieśnikami. Ralph nie potrafił używać magii, ale nauczono go wykorzystywać energię nagromadzoną w ciele, by wspierać się nią podczas walk. Doświadczeni wojownicy, którzy opanowali tę energię do perfekcji, byli w stanie mierzyć się z magami jak równy z równym.

W momencie gdy zobaczył zbliżający się w jego kierunku miecz, wykorzystał tę energię, by poprawić reakcję i przyspieszyć swoje ciało. Uniknął on trafienia, tylko dzięki tym umiejętnościom.

Lillian zdała sobie z tego sprawę za późno. Gdy miecz przeleciał Ralphowi przed twarzą, nic nie zatrzymało jego pędu i siła wymachu wyniosła ją nieco na bok. Ralph, nie tracąc ani sekundy, kopnął w podstawę miecza, który wypadł jej z rąk. Zaraz po tym, została uderzona pięścią w twarz i upadła na ziemię.

– Podnosisz na mnie rękę, ty szmato?! – krzyknął Ralph.

Zamieszkanie od razu zwróciło uwagę uczniów w pobliżu. Joan podbiegł do Lillian, osłaniając ją przed Ralphem. Nie czuł się wystarczająco silny, by postawić się synowi Kapitana Straży, ale nie mógł pozwolić, by wykorzystał on okazję do ponownego uderzenia dziewczyny. Chciał chronić swoją przyjaciółkę.

Lillian, podnosząc się powoli z podłogi, złapała się za policzek. Pulsował tak bardzo, że nie mogła się skupić na tym, co dzieje się wokół niej. Jedyne, co mogła zobaczyć, to stojącego przed nią Joana.

– Ty też chcesz wpierdol? – Ralph wykrzykiwał groźby w ich stronę.

Joan stał nieruchomo z wyciągniętym mieczem. Liczył tylko na to, że nie dojdzie do walki z całą grupą. Instruktorzy często ignorowali takie starcia. Twierdzili, że pomaga to kształtować charakter. Na szczęście jeden z nich uznał, że tym razem zaszło to za daleko.

– Wystarczy tego. – Zawołał z daleka. Powoli, przechodząc przez tłum, zbliżał się do centrum zamieszania. – Schować broń i rozejść się.

– Zaatakowała mnie! – powiedział Ralph, starając się zrzucić całą winę na Lillan.

– Trzeba było jej nie prowokować. Odejdź. Koniec dyskusji. – Stanowcza postawa instruktora sugerowała, że spór kończy się w tym miejscu.

– Szczęściara. – Ralph nie dyskutował dłużej. Zebrał swoją paczkę kolegów i wyszedł z sali.

Był już koniec zajęć na dzisiaj i wszyscy zaczęli się rozchodzić chwilę później. Joan pomógł Lillian wstać. W tym czasie, Falna zdołała się przecisnąć przez wychodzących z sali uczniów i podbiegła do przyjaciół. Widząc, że Lillian coś się stało, zaczęła sprawdzać, czy wszystko jest w porządku. Nie zauważyła nic poza czerwonym śladem na policzku.

– Co się stało? – zapytała zdenerwowana.

– Ralph przegiął i rzuciła się na niego z mieczem – odpowiedział jej Joan, podtrzymując dalej dziewczynę.

– Cholerny śmieć. Myśli, że wszystko mu wolno. – Falna sięgnęła ręką, by pomóc Lillian, ale odmówiła ona pomocy.

– Nic mi nie jest – powiedziała.

– Musiałaś go atakować? Dobrze chociaż, że to się skończyło w taki sposób. – Skarciła ją Falna.

– Nie będzie wyzywał mojej mamy od dziwek. Ma szczęście, że nie potrafię używać magii. Spaliłabym go na popiół.

– No teraz widzę, że nic Ci nie jest – powiedziała Falna głośno wzdychając.

W trakcie, gdy rozmawiali hala opustoszała. Zostali sami na samym środku.

– Może pójdziemy na ten rynek? – zapytał Joan.

– Pewnie. Chodźmy – odpowiedziała Falna.

 

***

 

Na skraju centralnego placu, gdzie znajdował się rynek, grupa ludzi stała przed wejściem między stoiska. Między nimi był Jebesu, obok niego stał nieco młodszy, tak samo ubrany mężczyzna. Nazywał się Sair Crol i należał do oddziału Jebesu. Razem z nimi stało jeszcze dwóch, byli ubrani bardziej przypadkowo. Robili wrażenie poszukiwaczy przygód, czy wolnych najemników, którzy włóczą się po prowincjach szukając łatwej roboty.

W Królestwie nie było wielu gildii, czy organizacji zajmujących się rozwiązywaniem problemów za pieniądze. Królestwo skupiało się na wyłapywaniu przydatnych ludzi, więc ugrupowania takie były im nie na rękę. Międzynarodowo działała grupa nazywana Stowarzyszeniem Najemników. Mieli oni oddział w każdym kraju na kontynencie, chociaż w Królestwie nie byli zbyt popularni.

Tak samo nikt z tutaj obecnych nie należał do Stowarzyszenia. Była to grupa agentów planujących rzeź w centrum miasta. Za niecałe kilkanaście minut miało się tu rozegrać piekło.

– Plan pozostaje bez zmian – powiedział Jebesu. – Wasi ludzie robią zamieszanie, a my wkroczymy, kiedy przyjdzie straż. Kapitan Pelagius już zmierza w tą stronę. Jego patrol przebiega według planu.

Po chwili wszyscy wmieszali się w tłum.

Uczniowie wyszli z hali i skierowali się w kierunku centrum. Lillian uwielbiała kręcić się po stoiskach. Często wypatrywała różnych książek i oczywiście słodkości. Kochała nadziewane bułeczki pokryte lukrem. Była to jej ulubiona przekąska. Nie ważne co by się stało, wystarczyła jedna bułeczka, by poprawić jej nastrój.

Kiedy Lillian skakała z jednego stoiska do drugiego, Falna zauważyła coś ciekawego. Była to gruba, oprawiona w skórę księga. Na okładce widniały różne tajemnicze znaki. Wzięła księgę i otworzyła ją, by zobaczyć zawartość. Podejrzewała, że tekst może mówić o magii. Może to coś co pomoże Lillian spełnić jej marzenie. Nie zastanawiając się długo, zawołała ją.

Lillian podeszła zaciekawiona.

– O co chodzi? – zapytała.

– Zobacz, księga o magii. Wygląda na poradnik – powiedziała Falna.

Lillian wzięła księgę do rąk i zaczęła się jej przyglądać. W końcu otworzyła ją i zaczęła czytać. Po kilku słowach odstawiła ją na stoisko.

– Badziew – powiedziała krótko.

– Co? Dlaczego? – zapytała zdziwiona Falna.

– Przeczytałam to rok temu – odpowiedziała jej Lillian odchodząc.

– Naprawdę? Nie ma dla ciebie ratunku…

Rynek był ogromny, a stoiska stały wszędzie. Można tam znaleźć wszystko, jeśli się dobrze szuka. Od zwykłych produktów rolnych po broń i wyposażenie bojowe. Nic dziwnego, że rynek codziennie przyciągał tłumy ludzi. Był to jeden z głównych centrów handlowych w południowej części Królestwa. Żaden szanujący się kupiec nie ominąłby Zertonu.

Oczywiście największą uwagę zawsze przykuwała broń. Często z tego powodu gromadziło się tam więcej awanturniczych ludzi niż w innych częściach rynku. Dzisiaj nie było inaczej. Wielu najemników i poszukiwaczy przygód kręciło się przy stoiskach. Często towarzyszyły temu dyskusje, targowanie czy drobne kłótnie.

Przy jednym ze stoisk działo się coś jeszcze. Grupa najemników, która osłaniała karawany z Imperium przyszła zakupić sprzęt i natknęła się na oszusta. Zaczęli oni oskarżać handlarza o sprzedaż broni niezgodnej z opisem. Zarzucali mu, że broń którą sprzedaje jako zaklęta o dobrej jakości jest zwykłym żelastwem bez najmniejszej mocy magicznej.

– To naciągacze! Ostatnim razem kupiłem rzadki zaklęty miecz, który okazał się zwykłym żelastwem!

– Ja tak samo!

Sytuacja wydawała się codziennością, ale z czasem robiła się coraz bardziej napięta. Na rynku zaczęło się gromadzić coraz więcej ludzi. Coraz trudniej było się przemieszczać.

– OSZUŚCI! OSZUŚCI!

– Hej może powinniśmy rozwalić to stoisko? – powiedział jeden z najemników.

– Spalić! Spalić! – krzyczeli pozostali.

Zaczęli oni rozrzucać wystawiony na sprzedaż sprzęt, a inni podeszli do handlarzy próbując ich nastraszyć.

– Ej, nie dotykaj mnie! – krzyknął oskarżany kupiec.

– Pierdol się, oszuście!

– STRAŻ! STRAŻ! – Zaczął krzyczeć jeden z handlarzy stojących dalej.

Doszło do szarpaniny, najemnicy zaczynają się przepychać z kupcami. Ktoś dobył miecza i dźgnął jednego z handlarzy. Ranny mężczyzna upadł na ziemię.

Inni wojownicy, którzy nie należeli do dwóch grup awanturników, postanowili stanąć w obronie bezbronnych i zaatakowali najemników. Zaczęło się starcie między dwiema grupami agresorów, a przypadkowymi obrońcami. Szala zwycięstwa została szybko przechylona na stronę najemników, kiedy kilku z obrońców padło martwych na ziemię.

W tym czasie, straż miejska zdążyła dotrzeć na rynek. Mały oddział, ale był dowodzony przez samego Kapitana Pelagiusa, który dzisiaj osobiście patrolował miasto, gdyż większość strażników została wysłana poza mury w obawie przed atakiem potworów. Kierujący się w stronę zamieszania strażnicy dobyli broni.

– Hej! Zatrzymać się! W imieniu Króla Quantiusa II nakazuję wam stać! – krzyknął Kapitan Pelagius w stronę najemników.

Strażnicy w mgnieniu oka starli się z najemnikami. Kłótnia sprzed kilku minut, przerodziła się w bójkę, teraz, przechodząc w krwawe starcie. Wszyscy obecni zaczęli panikować. Ludzie, którzy zbierali się wokół, podsłuchując kłótni, teraz w popłochu uciekają we wszystkie strony.

– Królestwo zaatakowało obywateli Imperium! Nie pozwolimy na barbarzyńskie atakowanie naszych obywateli! – krzyknął ktoś w tłumie.

Dwóch magów służących w Imperialnej Unii Handlowej włączyło się w konflikt, który przerodził się w rzeź, gdy za pomocą zaklętego ognia zaczęli ciskać płomieniami i kulami ognia w każdą stronę. Wszystko zaczęło płonąć. Najemnicy okrążyli oddział straży, wystawiając ich na ostrzał magom, którzy bez większych problemów zabili wszystkich.

Najemnicy, wykorzystując zamieszanie, wycofali się z centrum. Była to zorganizowana akcja. Wszystko szło zgodnie z planem.

Magowie zostali na rynku, niszcząc wszystko wokół i zabijając każdego. Ich głównym celem było wyeliminowanie wszystkich potencjalnych świadków. Nawet dodatkowe jednostki wsparcia straży miejskiej nie mogły zapanować nad terrorem, jaki siali imperialni magowie.

Sytuacja jest dramatyczna. Główny rynek miejski, na którym niedawno znajdowały się setki ludzi i dziesiątki stoisk, płonął, usiany zwłokami przypadkowych ofiar.

W całym tym chaosie została uwięziona trójka uczniów. Lillian i jej przyjaciele siedzieli schowani za stoiskiem. Gęsty dym i mgła powstała z płonących materiałów, ograniczyła im widoczność. Nie wiedzieli, w którą stronę uciekać, a magowie zabijali wszystkich w zasięgu wzroku.

Falna nie mogła się nawet ruszyć przez strach, który zawładnął jej ciałem. Widok martwych ludzi dodatkowo potęgował efekt. Wszyscy liczyli na to, że schowani za drewnianymi skrzyniami, będą mogli przeczekać najgorsze. Joan co jakiś czas wychylał się, by ocenić sytuację.

Jeden z magów zaczął zbliżać się w ich kierunku. Czy on wie, że się tam chowają? Takie podejrzenia przechodziły Joanowi przez myśl. Co ma teraz zrobić? Uciekać, ciągnąc Falnę za sobą? Zginą jak reszta. Nikt nie był w stanie uciec przed płomieniami magów.

“Muszę coś zrobić”, pomyślał Joan.

Falna siedziała zszokowana na ziemi, Lillian starała się ją uspokoić. Pewnie daliby radę się stąd wydostać, gdy Falna nie była tak przerażona. Mag zbliżał się coraz bardziej. Zdecydowanie był świadomy, że ktoś ukrywa się za skrzyniami.

– Uciekajcie stąd – szepnął Joan do dziewczyn.

Wybiegł zza stoiska, łapiąc leżący na nim miecz i ruszył w kierunku magów.

– Ty cholerny morderco! – Wykrzyczał biegnąc.

Planował zająć ich uwagę na tyle długo, by dziewczyny mogły się stąd wydostać. Może wiedzieli, że ktoś się ukrywa. Ale czy wiedzą ilu? Może uznają, że był sam i adrenalina popchnęła go do aktów heroizmu. Jeśli nie mogą wyjść z tego żywi razem, to on poświęci swoje życie, by ratować resztę. Nie przewidział tylko jednego.

– Joan, wracaj! – krzyknęła Falna zaraz po tym, jak wybiegł.

“Głupia. Teraz o was też wiedzą. Muszę kupić im czas”, pomyślał Joan.

Lillian nie wiedziała, co robić. Dlaczego Joan wybiegł? Zwariował? Zginie, a one chwilę później. Falna wyrywała się, jakby chciała pobiec za chłopakiem, ale Lillian zdołała ją powstrzymać.

– Falna, musimy uciekać. Słuchaj mnie, Joan chciał pomóc nam uciec. Musisz wstać i biec za mną – powiedziała Lillian do przerażonej dziewczyny, która skinęła nerwowo głową na potwierdzenie.

Jedyną możliwością, jaką miały było wybiegniecie przed magami i wbiegając w kolejne stoiska, przedostanie się na zewnętrzną stronę, gdzie nie dotarły jeszcze płomienie.

Lillian złapała Falnę za rękę i zaczęły biec. Dziewczyny, wybiegając spojrzały w stronę Joana walczącego z magami. Albo raczej tego się spodziewały. Joan leżał nieruchomo na brukowanej ulicy. Płomienie trawiły już jego skórę i ubrania.

– Cholerny dzieciak – powiedział do siebie Jebesu.

Wtedy jego wzrok spotkał się ze wzrokiem dziewczyn. Widząc martwego Joana, strach i przerażenie ponownie sparaliżowały Falnę, która wpatrywała się w martwego chłopaka. Lillian szarpała ją za rękę. Bezskutecznie.

Wielka kula ognia już pędziła w ich stronę. Trafiając sparaliżowaną dziewczynę, wybuch śmiertelnie ranił także Lillian, która została wyrzucona kilka metrów do tyłu od siły eksplozji.

Uderzyła o stoisko zatrzymując się. Po upadku na ziemię, otworzyła oczy jeszcze ostatni raz. Nie widziała dobrze. Miała zamglony wzrok i była na skraju przytomności. Zobaczyła tylko szczątki czyjegoś ciała i wypływającą krew z jej rozszarpanego brzucha. Zemdlała w następnej sekundzie.

Magowie, upewniając się, że zostali sami, zaczęli przeszukiwać ciała strażników. Wszyscy, którzy mogli ich zobaczyć byli już martwi. Zostały tylko zwłoki.

– Na pewno ten jest kapitanem? Wygląda dość przeciętnie – zapytał Sair.

– Na pewno ten, nie widzisz oznaczeń na ramieniu? – powiedział Jebesu.

– Nie znam się na ich rozpoznawaniu.

– Już niedługo nie będziesz miał potrzeby ich znać.

Sair schował w zwłokach ważne dokumenty wojskowe oskarżające Kapitana Straży o współpracę z bandytami, którzy napadali na transporty z Imperium. Był to pretekst do interwencji wojskowej w celu ochrony obywateli.

– Dobra, to wystarczy. Kończymy operację – powiedział Jebesu.

Odwracając się, magowie zobaczyli coś, czego nigdy by się nie spodziewali. Zakrwawiona dziewczyna podniosła się z ziemi, mimo poważnych, śmiertelnych obrażeń.

Gdy podniosła głowę, zobaczyli świecące silnym niebieskim światłem oczy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • zsrrknight dwa lata temu
    "wykorzystał tą okazję do gnębienia jej córki." - tę
    "Nazwanie jej matki dziwką, było przekroczeniem wszelkim granic." - zbędny przecinek
    "którzy opanowali tą energię do perfekcji" - tę. Potem podobne błędy się powtarzają, więc nie będę wypisywać wszystkich
    "Tsch." - dobra, wiem co to za dźwięk, ale to angielski zapis fonetyczny, a jakby to było po polsku? Nie mam pojęcia. Może lepiej zrobić opis niż używać onomatopei...
    "Cholerny patol. Myśli, że wszystko mu wolno." - to trochę moja subiektywna preferencja, ale aż tak potoczne wyrażenie niezbyt mi pasuje do fantasy
    *ogólnie jest też trochę błędów interpunkcyjnych + to wszystko, o czym pisałem przy pierwszej części...

    Jest jatka, jest brutalnie, przyjaciele głównej bohaterki giną bardzo szybko, w zasadzie trochę zbyt szybko, by czytelnik mógł się mocniej tym przejąć. A główna bohaterka, jak przystało na główną bohaterkę, posiada ukrytą zdolność, która uaktywnia się akurat w momencie, w którym powinna zginąć. Co będzie dalej? Nie wiem, ale się domyślam.
    Ogólnie scena ataku niezła, ale trochę zbyt chaotyczna i przydałoby się bardziej podbudować ją emocjami. Może nawet pokazać ją z punktu widzenia bohaterów?
  • Akenoi dwa lata temu
    Dziękuję za opinię. Zastosuję się do twoich sugestii i przerobię tekst na polskie standardy. Czasami samemu ciężko mi wyłapać błędy lub literówki. Co do interpunkcji to spróbuję wykorzystać jakieś narzędzia online.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania