Czy na pewno chcę ratować ludzkość? [5]
Zbliżają się moje urodziny, więc postanowiłem wrzucić kolejną część.
___________________
Słońce zachodziło już za horyzont i robiło się coraz ciemniej. Nathaniel siedział w pokoju, oparty na krześle. Umiejscowił się tak, by mieć widok na drzwi i łóżko dziewczyny, bez potrzeby obracania głową.
Anisa wróciła, by jeszcze posiedzieć przy córce, ale Nathaniel zdołał ją przekonać, żeby tej nocy odpoczęła w domu. Obiecał przypilnować dziewczynę. Nie przeszkadzało mu bezczynne czekanie, choć nie wiedział, nawet kiedy Lillian może się obudzić. Liczył tylko na to, że zdąży, zanim przyjdzie po nią ktoś inny. Już nie chodziło tylko o zwykłe zeznania. Jeśli Lillian naprawdę użyła wtedy tej magii, to będzie miała poważne problemy.
Nathaniel co jakiś czas zerkał na dziewczynę, ale większość tego czasu miał oczy zamknięte. Pozwalało mu to na skupienie się. Myślał nad najlepszym wyjściem z tej sytuacji. Nic z tego, co przyszło mu do głowy, nie było wystarczająco moralne.
“Nieważne co zrobię, ktoś i tak zginie”, pomyślał wzdychając.
Wtedy usłyszał, że Lillian wydała jakiś dźwięk. Grymas na jej twarzy się zmienił i powoli otworzyła oczy. Przymrużonym wzrokiem, chroniąc go przed silnym światłem, rozglądała się po pokoju.
– Umm, gdzie ja… jestem? – zapytała osłabiona.
– W szpitalu – odpowiedział jej Nathaniel.
Lillian spojrzała na osobę siedzącą przy ścianie.
– Pan Nathaniel? Co Pan tu robi? Co… ja tu robię? – Była zdezorientowana, ale nie panikowała.
– Jesteś tu bezpieczna, nic ci nie grozi. – Mężczyzna wstał i podszedł do łóżka. – Twoje rany zostały w większości wyleczone, ale możesz dalej być osłabiona, więc nie wykonuj zbyt gwałtownych ruchów, dobrze?
Lillian podniosła głowę, by zobaczyć swój brzuch, który ku jej zaskoczeniu, wyglądał jakby zagoił się już kilka dni temu. Odczuwała wciąż delikatny ból, ale było to nic w porównaniu z tym, co czuła wtedy. Ręce i nogi nie miały na sobie żadnych śladów.
– Wiesz, po tym, jak usłyszałem, w jakim stanie Cię znaleziono, pomyślałem, że to w ogóle cud, że dalej żyjesz. Chwilę później usłyszałem o kolejnym cudzie, który dotyczył również ciebie – powiedział Nathaniel.
– Cudzie?
– Może odłóżmy to na potem. Opowiesz mi, co pamiętasz z tamtego dnia?
– Pamiętam, że byłam na rynku z przyjaciółmi i słyszeliśmy jakąś kłótnię niedaleko. Chwilę później ludzie wokół zaczęli ginąć. Schowaliśmy się. Wszędzie był ogień. Nie mieliśmy gdzie uciec. Joan chciał odwrócić uwagę, żebym mogła uciec z Falną, ale gdy się odwróciliśmy… on już nie żył… i wtedy… ten mężczyzna… – Starając się opowiadać dalej, Lillian nie mogła powstrzymać łez. Głos jej się łamał i ręce zaczynały trząść, kiedy wracały wspomnienia.
– Już spokojnie. – Nathaniel zaczął głaskać dziewczynę po głowie, próbując ją uspokoić w jakiś sposób. – Wtedy pewnie stało się to samo z wami, co wcześniej z twoim przyjacielem, prawda? Pamiętasz, coś jeszcze?
– Nie. Ostatnie co pamiętam to moment wybuchu… Czy Falna…
– Niestety.
Lillian ponownie zalała się łzami. Jej najlepsi przyjaciele zginęli tragicznie na jej oczach. Czy los jej tak bardzo nienawidził?
– Dlaczego musiałam… to… przeżyć… – powiedziała z trudem.
– Też chciałbym to wiedzieć – powiedział Nathaniel, podsuwając sobie krzesło. – Wiesz o tym, że nieznany mag używający magii lodu, stanął do walki z tymi mordercami i zdołał ich przegonić?
– Naprawdę? Dzięki niemu przeżyłam? – zapytała po chwili.
– Prawdopodobnie, ale z relacji świadków wynika, że zniknął on zaraz po walce. Chociaż raczej, to ja tak kazałem im mówić – powiedział Nathaniel. Widząc, że dziewczyna nie wie, do czego on zmierza, postanowił kontynuować. – Bo widzisz, tam nikogo poza tobą nigdy nie było. Wszystko wskazuje na to, że to ty odparłaś tych magów. Używając magii na takim poziomie? Imponujące.
– Ja? Przecież nie potrafię nawet najprostszych czarów.
– Dlatego powiedziałem, że to kolejny cud.
Dziewczyna, będąc w lekkim szoku, wpatrywała się ciągle we własne dłonie. Czy on mówił poważnie? Nie ma przecież powodu, by teraz kłamać. Nie pamięta, co stało się po tym, jak ognista kula eksplodowała, więc ciężko jej ocenić, co było prawdą. Zdarzały się przypadki, że ktoś przeżył mimo śmiertelnych ran, ale nigdy nie słyszała, żeby ktoś w zagrożeniu życia aktywował magię zdolną przerazić dwóch doświadczonych magów. Brzmiało to jak nieodpowiedni żart, który miał ją podnieść na duchu.
– Niemożliwe – odparła.
– Byłem na miejscu. Widziałem wszystko skute lodem. Nawet ciała leżące na ziemi były zamarznięte do kości. Kilka godzin próbowano wyciągnąć je spod grubego lodu. Ty leżałaś w centrum. Nietknięta – powiedział. – Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale takie są fakty. Nie jesteś zarejestrowana jak użytkownik magii, więc nie powinnaś być w stanie z niej korzystać. To oznacza, że jeśli wieści o tobie się rozejdą, będziesz miała kłopoty. Poważne kłopoty.
Każda osoba zdolna do władania magią musi być zarejestrowana. Takie jest prawo obowiązujące w Królestwie. Taki incydent nie przejdzie obojętnie uwadze władzy. Lillian była tego świadoma, ale nie wiedziała, że kiedykolwiek będzie musiała się tym przejmować. Nawet jeśli, dzięki swoim fałszywym poradnikom, zdołałaby ona, cokolwiek zdziałać to nie byłoby to nic, o czym wspomniał Nathaniel.
– Czy oni… po mnie przyjdą? Nie wiem nawet, co się stało. Dlaczego miałabym być za to karana?
– Obawiam się, że może ich to nie obchodzić. Uznają cię prawdopodobnie za przestępcę lub w najgorszym wypadku za wspólnika w ataku terrorystycznym. Będą chcieli Cię złapać, przesłuchać i wymierzyć sprawiedliwość. Z drugiej strony, organizatorzy tego wydarzenia mogą już planować zamach na twoje życie.
– Zamach na mnie? Dlaczego? Co ja im zrobiłam? – zapytała przerażona.
– Jesteś świadkiem. Widziałaś wszystko. Możesz dowieść prawdę o tej masakrze. Nawet jeśli przeżyjesz kilka takich zamachów, to sprowadzisz tylko niebezpieczeństwo na rodzinę i znajomych. A jeśli dowie się o tym władza… Możesz mieć pewność, że będą cię ścigać po całym kraju.
– Byłoby lepiej, gdybym wtedy umarła – powiedziała pod nosem.
Sytuacja dziewczyny zdawała się nie mieć dobrego wyjścia, ale Nathaniel uparcie chciał ją z tego wyciągnąć. W końcu uznał, że musi coś zrobić, zanim będzie za późno i przedstawił Lillian swój plan.
Spośród kilku mających szansę powodzenia, wybrał on ten najprostszy. Lillian musiała po prostu zniknąć. Było około północy, więc nikt nie powinien kręcić się ani po szpitalu, ani po miejskich uliczkach. Powinna ona być w stanie wyjść niezauważona i razem z Nathanielem odpuścić miasto. Problem był tylko jak to wyjaśnić. Ucieczka? Porwanie? Sam oznajmił, że dopilnuje jej bezpieczeństwa. Musiałby udawać, że dziewczyna nagle zniknęła i nie może jej znaleźć. Brzmiało to tak kretyńsko, że musiał zastanowić się chwilę, czy to jest jedyna opcja.
Wtedy jego zmysły wykryły, że ktoś zmierza korytarzem w ich kierunku.
– Ciiii.– Zasygnalizował, kładąc palec na ustach.
Klamka drgnęła, po czym powolnym ruchem, otworzyły się drzwi. Do pokoju weszła kobieta, ubrana w czarną tunikę sięgającą do kolan. Wcięcia po bokach i z tyłu szaty zapewniały swobodę poruszania się, a kaptur na głowie pomagał w ukryciu tożsamości. W dłoni dzierżyła dwa sztylety. Wszystko przykrywała czarna peleryna sięgająca do pasa. Strój przypominał ducha lub zjawę, co było znakiem rozpoznawczym jednej z najgroźniejszych grup w tej części kontynentu.
– Żniwiarz Ponurego Bractwa – powiedział Nathaniel wstając.
– Nathaniel Andrelius, jeden z szefów Królewskiej Służby Bezpieczeństwa. Zdaje się, że szykuje mi się awans, kiedy przy okazji zetnę również twoją głowę – powiedziała kobieta w czarnych szatach.
– Wybacz mi moją zuchwałość, ale dzisiaj…
Nathaniel zniknął w trakcie wyciągania broni i znalazł się za plecami kobiety, w tym samym momencie, przebijając ją na wylot.
– Posłużysz nam jako makieta. – Dokończył, szepcząc do ucha zabójczyni, która nie zdążyła nawet zareagować.
– Ty cholerny…
Nathaniel rzucił kobietę na podłogę i przebił ją mieczem drugi raz. Upewniając się, że nie żyje, zamknął drzwi i zaczął przeszukiwać ciało. Lillian patrzyła na całą scenę ze wstrzymanym oddechem.
“Niesamowite! Tacy są prawdziwi Magowie?”. Lillian była pełna podziwu. Wyglądała teraz, jak małe dziecko podziwiające swojego ulubionego bohatera, który walczy ze złoczyńcą.
Nathaniel zdjął ubrania martwej kobiecie i podał je Lillian.
– Załóż to. Zmiana planów.
– Ale… Co masz zamiar teraz zrobić? – zapytała zdezorientowana.
– Upozorujemy twoją śmierć. Zmienię jej wygląd tak by przypominała ciebie. Później wybiegnę, udając, że szukam zabójcy, a ty w tym czasie wyjdziesz tylnym wyjściem i spotkamy się za kilkanaście minut przy moście dwie ulice stąd. – Wytłumaczył szybko.
– Potrafisz coś takiego? – powiedziała Lillian, przebierając się w pośpiechu.
W tym czasie Nathaniel starał się jak najlepiej skopiować wygląd dziewczyny, by nawet drobnym szczegółem, nie różniła się od oryginału. Lillian, przyglądając się temu procesowi była ciężko zszokowana. Widząc samą siebie martwą na podłodze, zdawało jej się, jakby już wcześniej doświadczyła takiej sytuacji. Kiedy była już ubrana, Nathaniel kazał jej iść.
– Czekaj, a co z moją mamą? Powiesz jej prawdę?
– Wytłumaczę jej wszystko, gdy sprawa ucichnie. Idź. Zanim ktoś przyjdzie – odpowiedział.
Lillian wybiegła na korytarz i skierowała się do klatki schodowej. Zbiegając na dół, rozejrzała się dookoła. Przy głównym wejściu stało dwóch strażników i ktoś z personelu kręcił się przy ladzie. Wyjście z tyłu budynku nie było pilnowane. Nathaniel pewnie sprawdził wszystkie drogi ucieczki, kiedy ona była jeszcze nieprzytomna. Dziewczynie udało się wyjść, pozostając niezauważoną.
Na zewnątrz zastała bezksiężycową noc. Uliczne lampy świeciły słabo, a jej strój z samej czerni pomagał jej ukrywać się, gdy przechodziła ostrożnie od ściany do ściany. Została jej tylko jedna ulica i będzie na miejscu.
Kiedy przygotowywała się do przebiegnięcia przez drogę, usłyszała rozmowę dwóch mężczyzn, brzęk wyposażenia i pancerzy. Strażnicy. Musi poczekać. Gdy głosy w końcu ucichły, wybiegła na drogę. Starając się przebiec jak najszybciej na drugą stronę, upuściła jeden ze sztyletów, które zabrała tamtej kobiecie.
Uderzający o ziemię sztylet zabrzęczał, a echo rozniosło się po całej ulicy. Jeden ze strażników obrócił się i zauważając czarną postać na środku drogi, zawołał drugiego strażnika.
– To żniwiarz? Dobrze widzę?
– Faktycznie. Gonimy go.
– Hej! Zatrzymaj się! – krzyknął strażnik w kierunku postaci.
Lillian dobrze wiedziała, że nie może dać się złapać. Podniosła sztylet i zaczęła uciekać. Biegła z kierunku mostu, gdzie miała spotkać się z Nathanielem. Strażnicy mimo ciężkiego pancerza dotrzymywali jej kroku, co było dla niej zaskoczeniem. Czuła się lżejsza i szybsza, co pewnie było zasługą zaklęć na stroju żniwiarza. Strażnicy musieli też korzystać z jakiegoś rodzaju magii.
Biegła, ile miała sił w nogach. Odwracała się co chwilę, by zobaczyć, czy zgubiła pościg. Strażnicy cały czas deptali jej po piętach. Naprzeciw niej był już most, ale nie widziała nikogo w pobliżu.
Postanowiła spróbować zgubić straż na własną rękę. Skręciła w boczną ulicę, kiedy na jej drodze stanął ktoś, kogo się nie spodziewała spotkać. Strażnicy, biegnąc tuż za nią zatrzymali się. Lillian miała zablokowaną drogę ucieczki. Chłopak odwrócił się do hałaśliwej trójki i wyciągnął miecz, dostrzegając strój Ponurego Bractwa.
– Spierdalaj dzieciaku, to zabójca! – krzyknęli do niego strażnicy.
Lillian, stojąc pomiędzy nimi, przyjrzała się młodemu bohaterowi. Wydawał się jej bardzo znajomy, ale raczej nie była to osoba, którą chciała teraz zobaczyć.
“Ralph…”
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania