Dar od Losu

Ognista tarcza już się chyli

Ku horyzontu odległej granicy

Dla owej magicznej chwili

Wychodzę zza murów mojej strażnicy

 

Ostatnie tonącej gwiazdy przebłyski

Tafla morska gładka jak stół

Odbite w niej skrzące ogniki

Wychodzą naprzeciw nam znów

 

Żywym ogniem płonie widnokrąg

Za którym wszystko się może wydarzyć

Ja tymczasem - siedzę na wzgórzu

Uwielbiam to morze i na nią patrzyć

 

Jest to ostatni wielki pokaz

Szkarłatny błysk i feria tych barw

Ciemnogranatowy nieboskłon

Poprzetykany milionem gwiazd

 

Granica morza i nieba jest płynna

Błękit wpada w granat i srebro

Siedzi tuż obok mnie cudna dziewczyna

Trzymam jej dłoń i wiem to na pewno

 

Chłodna bryza omywa nam twarze

Płonący dysk zastąpi srebrny

Wciąż myślę o niej, o losu darze

Ufam mu - niech przyjdzie następny!

 

od autora: Dajcie znać co myślicie. Nie mogłem wymyślić jakiegoś sensownego tytułu dla tego wiersza, więc nie sugerujcie się nim zbyt mocno. Pozdrawiam /WS

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania