Dar od Losu
Ognista tarcza już się chyli
Ku horyzontu odległej granicy
Dla owej magicznej chwili
Wychodzę zza murów mojej strażnicy
Ostatnie tonącej gwiazdy przebłyski
Tafla morska gładka jak stół
Odbite w niej skrzące ogniki
Wychodzą naprzeciw nam znów
Żywym ogniem płonie widnokrąg
Za którym wszystko się może wydarzyć
Ja tymczasem - siedzę na wzgórzu
Uwielbiam to morze i na nią patrzyć
Jest to ostatni wielki pokaz
Szkarłatny błysk i feria tych barw
Ciemnogranatowy nieboskłon
Poprzetykany milionem gwiazd
Granica morza i nieba jest płynna
Błękit wpada w granat i srebro
Siedzi tuż obok mnie cudna dziewczyna
Trzymam jej dłoń i wiem to na pewno
Chłodna bryza omywa nam twarze
Płonący dysk zastąpi srebrny
Wciąż myślę o niej, o losu darze
Ufam mu - niech przyjdzie następny!
od autora: Dajcie znać co myślicie. Nie mogłem wymyślić jakiegoś sensownego tytułu dla tego wiersza, więc nie sugerujcie się nim zbyt mocno. Pozdrawiam /WS
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania