Daren i Przemek
- Nie.
- To nie jest mój wymysł tylko polecenie Centrali. Masz to wykonać, wskazano wyraźnie ciebie. - Przemek delikatnie podniósł głos. Chociaż raz mam przewagę, przemknęło mu przez głowę. W końcu to Centrala ...
- NIE. - Tym razem do słowa doszedł lekki, chrapliwy warkot. Daren przysunął pysk bliżej, podciągając wargi. Stojąc swobodnie na czterech łapach patrzył na Przemka bardzo mocno z góry, już końcem łopatki przedniej łapy przewyższał go o dużo więcej niż głowę, co tu mówić o potężnym łbie. To nie jakiś tam krótkopyski misiek o wilkach nie mówiąc.
Zalśniły wyraźnie białe sztylety zębów, kły były długości potężnych bananów, poczuł na twarzy delikatne kropelki śliny czy co tam one mają. I ciepło. To nie fantom, to jest real jak nic. Po grzbiecie przeleciał Przemkowi porządny dreszczyk mimo wszelkich szkoleń i zapewnień znawców newfauny że w żadnym przypadku nic mu się nie stanie.
- NIE I JUŻ ! - powtórzyła Bestia. Ściany baraku, mimo że pomieszczenia to był ogólnie habitat klasy kosmicznej, konkretny, przeznaczony do beztlenowych planet czy wysokiej próżni, z zabezpieczeniami i bardzo dużą wytrzymałością zajęczały od głosu Darena w porządnym rezonansie. Komputer włączył zielony alarm - "niebezpieczne drgania bez identyfikacji źródła z możliwością awarii poszycia w razie eskalacji". Rozległo się też głosowe ostrzeżenie jak zwykle w takim przypadku. No pięknie. Przecież mu nie przywali. Pomijając resztę to co najwyżej uszkodzi sobie rękę. To są stalowe kości i mięśnie,
tkanki z fantazji dopakowane kto wie czym jeszcze. I zasilane pikofuzją. To nie jest pies, wilk, tygrys czy nawet prawie tonowy krótkopyski misiek, to jest dwie i pół tony koszmaru. Nawet o milimetr nie przesunie dziada. Katastrofa po prostu. Specjalnie go z Bestią
posłali, dla posłuszeństwa. To było wyraźnie widać, ma nabrać pokory. Dać się zdominować.
- NIE KAŻ MI TEGO ROBIĆ, DOBRZE ? Po prostu ciebie proszę! NIE CHCE!
Naprawdę nie chce. ROZUMIESZ ? - teraz to już przegrana Przemka była pewna. Daren wiedział doskonale wcześniej na co się zgodzi a na co nie. I jak reaguje na sytuację. "Pamiętaj one czytają w tobie jak w książce, nie skłamiesz, nie oszukasz, rozpracuje ciebie po paru chwilach. I śmiało mów co chcesz, przecież ciebie nie zje ani inaczej nie skrzywdzi, możesz zyskać przyjaciela do samego końca jakiego jeszcze nie miałeś w życiu, to nigdy nie będzie wróg. Rozegraj ten staż sensownie." przypomniał sobie fragment wstępnego szkolenia.
A przyjaciele w swoich słabościach się wspierają.
Xterminal połączony z medcompem pokazywał dane kopi skazańca. Większość parametrów były w normie. Poza dolną częścią odpowiedzialną za wizualizację działanie mózgu i rdzenia. Ta aż parzyła czerwienią alarmów - komputer analizował stan aktualny, nie jakieś filozoficzne rozważania. Nie mógł przecież wiedzieć że mięcho leżące pod automatyką nigdy nie posiadało działającego mózgu. Ani związanego z nim sterowania. To nawet nie jest rozrywkowy syntron z mikroprocesorami i berneńskim sprzęgiem którego trudno od normalnego zwierzaka odróżnić. Przynajmniej optycznie. I działa całkowicie samodzielnie, przynajmniej jako opcja programu. To tutaj to jest totalne nic. Zlepek białek sklonowany w zbiorniku z podarowanego DNA co ma udawać fizycznie człowieka, leżący jak kłoda pod respiratorem, resztą wspomagania i odżywiania. Bez mózgu, świadomości, pamięci, bez jednej myśli. Doskonała fizycznie kopia tkanek co nawet nie przeżyje 5 minut bez automatyki. Trup który urodził się trupem czekający tylko aż ktoś wykona na nim wyrok. Kopia kary ostatecznej. Zastrzyk z trucizny, to ma być pełna podmiana, z właściwymi objawami i resztą.
Daren przynajmniej wykazał się taktem. I zwyczajnie wyszedł z mieszczącego się w jaskini habitatu. A Przemek biedziłem się z syntezerem myląc raz za razem awaryjne kody pecjalnych priorytetów, napełniał trzęsącymi się rękami strzykawkę, patrzył jak niebieskawy
płyn rozlewa się w zbiorniczku kroplówki, płynie do żyły i kończy dokładnie o 21.45 tkankowe życie czegoś co miesiąc wcześniej było wymazem DNA na wacie.
Potem, kiedy było już po wszystkim, kiedy już przestały jęczeć alarmy i wyłączyły się wszystkie proste linie na monitorze, po głuchym plumpf oznajmiającym udany zdalny transfer disobliwości aktywnego modułu wraz z zawartością, po potwierdzającym mailu z podziękowaniem, jak już wyrzygane resztki kolacji wylądowały na drodze podjazdowej poszedł na spacer. Samemu, przez noc. Było oczywiste że czegoś co nie ma i nigdy nie posiadało działającego mózgu nie można zabić bo coś takiego po prostu świadomie nie istnieje. Jak ktoś bawi się syntronem który jest dużo bardziej skomplikowany, ma komputerowy mózg i resztę, berneński sprzęg kręgowego rdzenia, steruje nim czy programuje żeby ucieszyć polowaniem watahę NewWilków, NewIgenów, Atroxów czy Smilonów i stanąć z nimi w szranki rywalizacji to przecież też nikt nikogo nie krzywdzi
ani nie zabija. No bo jak można zabić czy męczyć program w sterowniku. O samych tkankach nie mówiąc. Wiedział jednak że gdzieś tam, daleko może być różnica, naturalnie nie fizyczna czy logiczna ale kulturowa i czuł się trochę tak jak by naprawdę zabił człowieka.
Granica strefy, charakterystyczna zmiana perspektywy. Dalej nie ma co się włóczyć i prowokować losu. Zwłaszcza będąc imprintem. Teraz dopiero zauważył że jest bez ciepłego ubrania i rękawiczek. Według prognozy było -19 stopni. Dobre.
- Właź mi na grzbiet, zawiozę cię.
- Przejdę się.
- Właź i nie marudź bo zmarzniesz a nawet odmrozisz sobie palce. - Daren
leżał na drodze do serwerowni. Dwie i pół tony stalowych mięśni, kości, puszystego futra i wystających z łopatek gibkich macek. Znalazł go zaraz po ponownym przejściu granicy strefy. Bezbłędnie, takiemu nie uciekniesz. Węch, wzrok, słuch, drgania, całe pasmo elektromagnetyczne pod kontrolą, część cech podkwantowego pola. Co tam jeszcze, nikt dobrze nie wie. Przemek jakoś tak bez sensu przypomniał sobie potężnego samca Karibu którym sterował manualnie na ostatnim polowaniu. Zlekceważył dane z UKFTrackera i
wlazł w oznaczony wyraźnie na komputerowej, aktywnej mapie rewir bestii. Znaczy się to syntron bez ludzkiego opiekuna w pobliżu przekroczył granice, ludzie czy inne, dowolne żywe zwierzęta mogły to rzecz jasna robić całkowicie bezkarnie chociaż śmiałków w zasadzie brakowało. Później był tylko komunikat nadzorczego serwera o awarii rdzenia i utracie łączności w chwili gdy Daren przywalił syntronowi w kark łapą z wysuniętymi pazurkami. Raz. Po czym odcięty ciosem łeb poleciał w krzaki dokładnie jak na śmiesznych filmach o japońskich gierojach co to kroją super mieczami wrogów na kawałki. Reszta
syntrona w towarzystwie koszmarnej fontanny krwi tryskającej z resztki przeciętej równo jak przy linijce szyi zwaliła się jak kłoda na trawę łowiska. Nie było żadnych raportów o zmęczeniu, przegryzieniu ścięgien, utraty płynów ustrojowych, długich minut defensywnej
rozpaczliwej obrony czy raportów agonii jak normalnie na polowaniu z wilkami czy hienami. Sterownik syntrona też padł od razu, razem z niezależnymi kartami pamięci, wielokanałową, wielozakresową łącznością, awaryjnym zasilaniem, wszystkim, nie zostało z niego
zupełnie nic, ani jednego tranzystora czy bajta elektronicznej pamięci. Testował go później dwa dni bez efektu, nawet bez wniosku co doprowadziło elektronikę do takiego stanu. Berneński sprzęg rdzenia, w końcu semibiologiczny, to nie jest przecież czysta elektronika też
zamienił się w brązową bezużyteczną breję. Nikt nie wiedział co to mogło spowodować łącznie z bazą wiecznej pamięci. Szok. Popis zdolności jak nic. Takiemu to się za bardzo nie podskakuje.
- Nie udawaj ciągle że się mnie boisz jak panienka, nie chcesz o coś prosić, czy coś po prostu lubisz, coś ci imponuje. To jest żenujące. Przyzwyczaj się też że wiem o tobie naprawdę bardzo, bardzo dużo. Nie jestem wrogiem, nigdy nim nie byłem i nigdy nie będę. Więc
ogarnij się jak to u was mówią.
Bestie osiągały w galopie ponad 300 km/h ale Daren ograniczył się do jakiś 20. To i tak nie miało większego znaczenia - jaskinia z zapasową serwerownią gdzie była baza odległa była o jakieś osiem kilometrów. Paręnaście minut przejażdżki. Za to sama jazda była niesamowita. To był pierwszy raz Przemka w ogóle, może poza jakąś szkapą w dzieciństwie. Tyle że taki to ma futro a nie namiastkę, wsiada się łatwo bo położy się grzecznie na brzuchu i jeszcze wyrastającymi z łopatek i futra mackami pomoże. Siedzi się pewnie i wygodnie, grzbiet ma szeroki, w końcu to Bestia, nie szkapa. Na dokładkę wierzchowiec dokładnie rozumie i kontroluje co robi - w końcu IQ dużo większe niż ludzkie. Futro i witki zaraz owinęły go całego, zostały tylko wolne oczy i koniec nosa. Oczekiwał jakiegoś usztywnienia, niedogodności ale futro, mimo iż ogólnie niewyobrażalnie odporne w ogóle go nie krępowało. Podobno człowiek może w takim pancerzu przeżyć bez szwanku serię z małokalibrowego działka czy inną typową przykrość współczesnego pola walki. O termicznej izolacji nie mówiąc. Dopiero przyjemnie ogrzewany zorientował się jak bardzo zmarzł, zwłaszcza niechronione niczym palce były na pograniczu odmrożeń.
Noc w objęciach monstrum była jeszcze lepsza. Jakby zapadać się w pluszowym futrze, z poczuciem całkowitego bezpieczeństwa, z chrapami pod brodą i absolutnie niesamowicie delikatnych objęciach łap z schowanymi naturalnie koszmarnymi pazurami. I to żywe ciepło sierści dookoła. Pomyśleć że dotychczas spał oddzielnie.
Był już dość późny poranek, spanie z Darenem nie zachęcało do nerwowej pobudki. Siedział na jego wyciągniętych przednich łapach oparty o potężną klatę głaszcząc go za uchem. Co jak co ale Daren pewne reakcje to miał psie. Bardzo wyraźnie mu to odpowiadało. Pasemka sierści wiły się dziwacznie wokół palców kłując delikatnie statycznymi
ładunkami. Uczucie było niesamowite.
- Zrobiłem mała zabawkę. Masz ją w uszach. Nie widać w ogóle, jest nieszkodliwe - słowa Darena były dziwne, delikatne i ciche ale jednocześnie bardzo wyraźne. Nie potężny bas od którego czasami drżały ściany. Podbity dodatkowo lekkim warkotem jak korespondent za bardzo oponował. Tylko taki jakby bardzo wyraźny szept.
-To odmiana radia - dodała Bestia. Działa na rozwiniętym znacznie w stosunku do techniki ziemskiej rozproszonym widmie. Nikt tak normalnie nie ustali że to masz ani nie podsłucha korespondencji. Jest też podstawowa telemetria na tyle na ile można coś biernie w uchu stwierdzić. W drugą stronę jak ktoś z was jest blisko nie potrzebuję niczego. Starczy to co sami wysyłacie. Spróbuj powiedzieć coś w myśli, nie wymawiając tego na głos.
Test wypadł popisowo. Co się dziwić - to nie było żadne zwierzę, to była super istota. Nad inteligentny drapieżnik absolutnego szczytu, produkt niejasnej, skomplikowanej ewolucji w niezwykle brutalnych, komputerowych, martwych światach. Bestie trzęsące planetami, praktycznie nie do zabicia w ziemskich warunkach - przecież nikt normalny nie odparuje jądrowo dużego fragmentu kontynentu. Nie potrafiły tylko sterować strzałem disobliwości. Niewiele było zresztą o nich danych tak jakby ktoś celowo to cenzurował. Teraz taki ktoś,
wyglądający jak potężna mieszanka wilka z niedźwiedziem w pięknym, szaroczarnym futrze, z rogami na łbie i wilczym ogonem mieszka z nim na stażu niczym domowy pies. Czy jakiś inny zwierzak strefy. Co prawda Bestie Światła nigdy nie atakowały myślących białkowych organizmów, tak przynajmniej podawały dane wiecznej pamięci ale co innego jakiś
atak a co innego wchodzenie z takim w bliższe relacje. Nawet nie śmieje się że przy nim jest totalnym zerem. No to jak to się mówi - wyjaśnienie ostateczne? Rozstrzygnięcie?
- Daren, chcesz ze mną zostać ? - głos Przemka załamał się lekko z emocji.
- Już zostałem.
Przemek czytał kiedyś wspomnienia jakiegoś politycznego oponenta z Polski z czasów komuny lat 70 XX w który zaszył się w ramach protestów w leśnej głuszy. Ten człowiek pisał też o szczęściu. Szło to jakoś tak że się nie wie kiedy jest się naprawdę szczęśliwy bo to się docenia czy określa dopiero po fakcie. Po tym okresie który minął bezpowrotnie niedoceniony jako szczęśliwy. Myślał że to jest prawda, że szczęście to już za nim jest daleko, stracone bezpowrotnie i już nigdy nie wróci.
Teraz już wiedział że się mylił.
-------------------------------------------------------------------------------
Opowiadanie było przesłane na serwis opowiadania.pl (jestem tam jako JarkeS), nawet jest jakoś tam jest czytane ale nikt nie komentuje. Ponieważ moje pierwsze próby wysłane tu na konkurs "ostatnia godzina" nie weszły do właściwej kategorii z powodu przejściowych probemów z kontem (z mojej winy!) a niestety nie mam takiej wydajności jak niektórzy wysyłam tutaj też. Drugi mój tekst na opowiadaniach.pl wymagaj przeróbki i korekty więc musi poczekać.
Komentarze (15)
Z butlą zamiast gazu*
To jest o tyle ciekawe, ze pomimo napiecia tworzonego przez maszyny teoretycznie czlowiek pozostaje bezwladny, czy aby na pewno - wszystkie procesy np. Metabolicxne tocxą sie dalej, ludzie sie budza I zasypiają a nie tylko nie spia. To moje.
Kosmiczny komentarz jak cos wlasciwego z natury, w naszym wspolnym niesamowitym zyciu. Kiedy nie mowimy nie. Potrzebujemy wytlumaczenia. Czy umiemy jeszcze zyc?
ogarnij się jak to u was mówią
- Chodź, coś zeżryj - może wielkiego?
Bestie Światła żywią się deuterem bo to drapieżniki absolutnego szczytu ze świata komputerowych morderców na poważnie. Nie są białkowe i mimo niesamowitej potęgi (filmowy terminator i to ten płynny wymięka od razu ) dla myślących obiektów białkowych są bardzo przyjazne. Same mogą się karmić budując konwerter lub bezpośrednio odzyskując deuter z wody (o ile w ogóle nie mają już porządnego zapasu) ale zazwyczaj robią to zaprzyjaźnieni ludzie podczas kolacji podając stosowny pojemnik :) Bestie potrzebują też do procesu rozmnażania żywej, myślącej istoty białkowej która musi nabrać odpowiedniej kondycji psychofizycznej i zupełnie dobrowolnie tego chcieć, nie można w żaden sposób zmusić, w gre wchodzi też coś w rodzaju honoru i zasady, udaje się to mniej więcej jednemu na 10 strefowców (człowiek po poprawkach i imprintacji będącej swoistą wizytówką strefy może żyć do 250 lat), proces kreacji jest wyczerpujący psychicznie ale fizjologicznie zupełnie nieszkodliwy, żadnego alienopodobnego klimtu bebechowatego nie ma, uprzedzam od razu :)
Zaraz zmieniam przeglądarkę na tą ze słownikiem, jak ja nie cierpię online www :)
Wenn du der clugste mensch bist in der Raum bist du in falschem Raum.
W falszywym świecie.
Inteligencja jest od kilkumastu co najmniej lat odnajdywana nie tylko w Mózgu, ale w procesach czynnych.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania