Darkdays (Czarne Dni)

W odcieniach nocy myśli wiją się w ciszy śnieżnej,

Światło reflektorów swym światłem ścieżki naświetli w próżności wielebnej

Zapomnienie moralności czai się w otchłani bezkresnej,

Zaczynają się czarne dni moje, dni okrutności bezsprzecznej

 

Rażą mnie światła niezmiernie, zagłuszają moje rutyny syreny

Gdybym miał tylko skrzydła i lekkość mitycznej motyreny

Lawina śniegu i stosy ciał zasypują pola bezsensownej wrogości

Wszystko by wzmocnić potężne bogactwo i złocące się włości

 

Lodowate me serce, kruche i rozdarte

Z macierzy okrucieństwa na łono świata rozdartej, ich sumienia są nic nie warte

Świat płonie, niewinni giną - heretycy niegodni można by rzec

Czego ty siewco zła zamierzasz strzec ?

 

Mgła zimowa splata schronione ramiona – dobrą robotę wykonają,

Korytarze ulic pustką neurotyczną zawczasu wzywają,

Dusze dryfują w somnambulicznym transie – do boju dalszego wzywają

Chaos zaś budzi krzyk banshee z nicości – pożogę, pożogę ogłaszają

 

Oczy szarawe spoglądają z okiem popękanych,

Dusza błądzi w zaułkach rozproszonych nadziei i zmysłów spętanych.

Oddech echem śmierć i smutek niesie daleko i wnętrzności prochem otwiera,

Kruki nad bastionami pamięci krążą. skrzek ich mgłę rozmyślań ciężkich rozdziera,.

 

Gotyckie wieże z kości wspomnień wznoszą się i upadają,

Ściany z westchnień wymurowane trwają.

Umysł po omacku ścieżki impulsów szukają,

Zagubione w pustkowiu samotnej tułaczki napierają.

 

Anioły upadłe i skrzydła z cieni ulotnych krew noszą,

Pieśni o miłości dawnej, prostej, znajomej bezmyślnie jak żniwiarz skoszą,

Atrament czarnych dni czerwienią ten świat zalewa,

Pożoga i zima jak bliźniacze siostry w sercu człowieka co na świat swoje wynaturzenie wylewa .

 

Ciemniejsze czyny jak studnie bez dna normalności pochłaniają,

Dobytek tonie w chaosie wojny niespokojnej a lata nam wrogowie podkradają.

W głębi hart ducha nieugięty tli się powoli,

Kotwica w burzy wirów duszy głębokich – nadzieja nas uspokoi

 

W kryptach duchy przodków czuwają pilnie,

wspomnienia całuny na twarze rzucają,

Widmo własne w poświęceniu na szczęście obracają,

Splendor poświęcenia w rozpaczy sens tej bezmyślności nadają.

 

Wampirze sny esencję marzeń wysysają,

Wilkołaki w pełni księżyca wyjące jęki wydają.

Płomień nadziei drzemie nieugaszony,

Nadzieja na pokój hartuje duszę w kuźni – zapał nierozmrożony.

 

Czarne dni powracają opowieściami długimi,

Blizny i rany rzeźbią dłuto ciałami nieugiętemu.

W sadze realistycznymi czynią nas głębszymi, silniejszymi,

W czarnych dniach rodzimy się z popiołów by stać feniksami wzlatującymi,

 

Niech pakt trwa z przodkami nieskończony

By nikt nie musiał ginąc przez mroczne potwory

Każda moment w hartowanie i ruinę bywa hojny

Czarne dni nadchodzą – oblicze bezmyślnej wojny

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Pulinaaa godzinę temu
    Nie zamartwiaj się juz tak :)Niedługo wiosna ,wszystkie czarne dni odejdą i na horyzoncie pojawi sie sloneczko🤗🤗🤗

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania