Poprzednie części: Dawne życie (limeryk)
Dawne życie II (limeryk)
(wstawiałem go już pół roku temu. Teraz spojrzałem, zmieniłem puentę i w tej, odnowionej postaci, jeszcze raz pokazuję)
W Grudziądzu ułanów w krąg wszyscy chwalili;
szynkarze, rymarze i szewcy z nich żyli.
Cne damy czy lekkie panie
także miały używanie.
Po wojnie, bez koni, tradycję schrzanili.
Komentarze (17)
Dosadniej
Jest, Riggs, jest. "Konie" mają dwojakie znaczenie ;)
Jak o Grudziądzu to śmiało o wiele dosadniej. W szczególności w końcówce. Miasto chełpi się piękną tradycją ułańską, nikt nie wspomina o idącymi w parze burdelami. Pozdrawiam z Grudziądza :-)
Witam tuziemkę :)
O niby braku dosadności już odpowiedziałem Riggsowi. Po drugie - wolę zostawiać wiele do domysłu czytelnikowi.
Na głównej ulicy - Placu 23 Stycznia przed wojną było podobno aż 27 restauracji. Przybytków rozkoszy też nie brakowało.
O ostatnim burdelu, istniejącym jeszcze dwa lata po wojnie, wspomnę w jednej z kolejnych książek. Jeden z dużo starszych kolegów skorzystał z niego jako gimnazjalista. Traf chciał, że na kogoś się tam natknął... ale to na razie zostanie tajemnicą ;)
Genialna historia:-)
Hekate Jedyne, co ujawnię - "ostatnia twierdza", która padła pod zdecydowanym szturmem wprowadzanej moralności socjalistycznej, była na ulicy Rybackiej. Czy nie powinna być uwieczniona pamiątkową tablicą na murze domu? ;)
PS. Tylko nie wiem, który to dom, a ten kolega już dawno nie żyje. Może starsi mieszkańcy ulicy pamiętają ;)
Bardzo fajny tekścik, przez tę swoją „mglistość” zmusza do zastanowienia. Nie znałem Grudziądza od tej strony, ale tu wszystkiego sie o nim dowiaduję, nawet i wiecej, bo wyobraźnia nakręciła sobie kilka filmów :)
Jest taki film „Brunet wieczorową porą”, ja powiem tak, 5 wieczorową porą :) Pozdro
Jak każde miasto, Grudziądz to nie tylko szerokie ulice... ale ma wiele wspaniałych tradycji. Międzywojenny to było miasto zapchane wojskiem i takimiż centralnymi szkołami wojskowymi. Służyło w nim i dowodziło wielu później znanych oficerów, że wymienię: por. Żwirko, major "Hubal", gen.Grot-Rowecki, gen,Bór-Komorowski.
Ok, poczekam do wieczora ;)
Zdzisław B. Hubala oglądam za każdym razem jak puszczają w TV, czym do nerwowości doprowadzam moją panią :) Tego, że z Grudziądzkiej szkoły on wyszedł, to tego nie wiedziałem. To bardzo cenna informacja.
Był słuchaczem Centralnej Szkoły Jazdy (późniejszego słynnego Centrum Wyszkolenia Kawalerii - wszyscy oficerowie i podoficerowie pułków kawalerii II RP ją kończyli), a później służył dwa lata w 18 Pułku Ułanów Pomorskich - słynnym z szarży pod Krojantami 1 września `39.
Film, jak dla mnie, jest bardzo dobry. Chyba już zawsze Hubal będzie się kojarzył z rolą Filipskiego.
Pzdr. :)
Lubię limeryki.
zwłaszcza dobre, moje 5
Ja też lubię. Nawet czasem tworzyć limeryki :)
Zdzisław B.
Jak się załapie formę to można ich psztykać na setki, gorzej jest na przykład z sonetami. Sonet napisałem może jeden (drugi nie do końca trzymał metrum) ale limeryków wiele.
Fakt, można, jak to określiłeś, "prztykać" limerykami na kopy. Jednak nie wszystkie limeryki są równie dobre. U mnie z nimi jest podobnie. Jak przy budowie domu - niby tak samo zbudowane, a jednak w jednych lepiej się mieszka, w innych gorzej.
Sonetów na razie nie ruszałem. Dużo więcej czasu zajmuje mi od kilku lat beletrystyka.
Zdzisław B.
Bo to są tak na prawdę dwa poziomy trudności - pierwszy to posługiwanie się językiem i formą, drugi to umiejętność budowania historii lub pomysłowość (bywa że źle napisana opowieść zawiera bardzo ciekawe pomysły i przez to mimo wszystko jest interesująca). Gdy opanuje się trudność właściwego zbudowania i zrymowania limeryku czy innego utworu formalnego, dociera się do większego problemu - jak napisać utwór który jest dobry, ciekawy czy w jakiś sposób wyróżniający się. No i to nie jest łatwe. Limeryków można napisać dziesiątki, ale tylko kilka będzie dobrych. Jeśli ktoś nabierze wprawy w jakimś typie prozy, może być podobnie, duża część Agathy Christie to solidna ale jednak rzemieślnicza robota oparta o pewne wyćwiczone schematy, światowa fantasy tak strasznie popadła w gardziel Uroborosa wtórnych pomysłów, że też trudno się w tym gatunku wybić.
Oczywiście, to prawda.
Każdy, który dłużej pisze, wyrabia pewną manierę, ja też. To jest ten warsztat pisarski. W prozie wypraktykowałem swój styl i tego się trzymam. Dobry czy zły jest mój warsztat - to już recenzenci i czytelnicy oceniają. Staram się go poprawiać i doskonalić.
Pzdr.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania