De 18 Pepkiem Świata. Dzień Piąty.
Dzień piąty
Po pokonaniu Ani, zapadła nieprzenikniona ciemność. Każde z nich poczuło, jak otacza ich mrok, pochłaniając wszelkie dźwięki i obrazy.
Nagle, z tej głębokiej pustki, wyłonił się znajomy dźwięk. Budzik. Jego natarczywe brzęczenie wypełniło pokój, przerywając ciszę. Otworzyli oczy, by odkryć, że leżą w swoich łóżkach, w dobrze znanych im sypialniach. Poranne światło sączyło się przez zasłony, rzucając ciepłe refleksy na ściany.
Przez chwilę zastanawiali się, czy to wszystko było tylko snem. Czy walka z Anią, hala pełna kabli i smocza moc Julki były jedynie wytworem ich wyobraźni? Jednak uczucie zmęczenia w ciele i echa emocji w sercu świadczyły o czymś innym.
Budzik nie ustawał w swoim wołaniu, przypominając o codziennych obowiązkach. Był to sygnał, że niezależnie od tego, co się wydarzyło, życie toczy się dalej. Czas wstać, przygotować się do pracy i stawić czoła nowemu dniu.
Każde z nich, choć wciąż zdezorientowane, poczuło wewnętrzną siłę. Wiedzieli, że razem przeszli przez coś niezwykłego, co na zawsze ich odmieniło. Teraz, z nowym zrozumieniem siebie i świata, byli gotowi zmierzyć się z rzeczywistością, czerpiąc z doświadczeń, które, choć mogły wydawać się snem, pozostawiły trwały ślad w ich duszach.
Cała piątka zebrała się przed zwykłymi drzwiami, za którymi wiodły schody w górę. Na ich szczycie siedział strażnik, którego obecność budziła niepokój w sercach przyjaciół.
Marlena spojrzała na pozostałych, jej oczy błyszczały determinacją, choć w głębi duszy czuła niepokój.
Magda zacisnęła dłonie w pięści, starając się opanować drżenie.
Paulina, zawsze odważna, tym razem milczała, wsłuchując się w ciszę za drzwiami.
Julka poczuła, jak smok pod jej skórą porusza się niespokojnie, reagując na napięcie chwili.
Francisko, choć zazwyczaj spokojny, teraz miał przyspieszony oddech, świadomy wagi tego, co ich czekało.
Z niepewnością na ramieniu, ale z determinacją w sercach, ruszyli w górę schodów, gotowi stawić czoła strażnikowi i odkryć, co kryje się za jego plecami.
Strażnik na szczycie schodów przywitał ich serdecznym uśmiechem, jakby nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Zdezorientowani, ale starając się zachować pozory normalności, przebrali się i ruszyli korytarzem w stronę hali.
Aby tam dotrzeć, musieli przejść przez jadalnię. Wewnątrz panowała zwyczajna atmosfera: ludzie siedzieli przy stołach, prowadzili rozmowy, śmiali się. Żaden z nich nie wykazywał oznak manipulacji czy niepokoju; zdawali się nie pamiętać wydarzeń, które tak głęboko wstrząsnęły piątką przyjaciół.
Marlena spojrzała na Magdę, która nerwowo zaciskała dłonie. Paulina zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć sytuację. Julka poczuła, jak smok pod jej skórą porusza się niespokojnie, wyczuwając napięcie chwili. Francisko, choć zazwyczaj opanowany, teraz miał przyspieszony oddech, świadomy, że coś jest nie tak.
Przechodząc przez jadalnię, czuli się jak obcy w znajomym świecie. Wszystko wyglądało normalnie, ale w ich sercach panował chaos. Czy to możliwe, że tylko oni pamiętali to, co się wydarzyło? Czy reszta została pozbawiona wspomnień, czy może to oni doświadczyli czegoś, co nigdy się nie wydarzyło?
Z tą niepewnością ruszyli dalej, gotowi odkryć prawdę kryjącą się za tą zagadkową rzeczywistością.
Po wejściu na halę, Magda poczuła się jak w domu. Dźwięki maszyn, rytmiczny stukot narzędzi i cichy szum pracujących urządzeń były dla niej przyjemne, piękne i znajome. Zamknęła oczy, wzięła głęboki wdech i z uśmiechem powiedziała:
— Jestem w domu.
Pozostali spojrzeli na nią z niepokojem. Paulina wyciągnęła rękę, próbując zatrzymać Magdę, ale ta, jak w transie, ruszyła naprzód, kierując się w głąb hali. Reszta, choć pełna wątpliwości, podążyła za jej przykładem, zajmując swoje stanowiska pracy.
Julka i Marlena pracowały obok siebie, gdy nagle podeszła do nich Ania. Dziewczyny były zaskoczone jej obecnością, ale starały się nie dać tego po sobie poznać.
— Aniu, gdzie masz okulary? — zapytała Julka, starając się brzmieć swobodnie.
Ania wzruszyła ramionami.
— Nie wiem, nie pamiętam, gdzie je zostawiłam. Chyba będę musiała kupić nowe. Ale nie uwierzycie, słyszałam ostatnio świetny dowcip:
— Przychodzi baba do lekarza z okularami na brzuchu. Lekarz pyta:
— Co pani dolega?
— Ślepa kiszka.
Julka i Marlena wymieniły spojrzenia, niepewne, jak zareagować.
Julka i Marlena nie mogły uwierzyć, że Ania udaje, iż nic się nie wydarzyło. W ich pamięci wciąż żywe były obrazy niedawnej walki, którą stoczyły. Tymczasem Ania zachowywała się, jakby wszystko było w porządku.
— Ale nie uwierzycie, słyszałam świetny dowcip o elektrykach — powiedziała z uśmiechem.
Dziewczyny spojrzały na siebie z niedowierzaniem, zastanawiając się, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego Ania zdaje się niczego nie pamiętać.
Podczas przerwy śniadaniowej cała piątka zebrała się przy jednym ze stołów w kantynie. Szmer rozmów i odgłosy sztućców wypełniały pomieszczenie, tworząc pozornie normalną atmosferę. Jednak napięcie między nimi było wyczuwalne.
Francisko, trzymając kubek z kawą, odezwał się pierwszy:
— Zauważyłem, że kamery już nie śledzą Ani. Ludzie też zdają się jej nie dostrzegać. Wszystko wygląda, jakby wróciło do normy. Ale dlaczego tylko my pamiętamy, co się wydarzyło?
Julka zapytała Marleny:
- Dlaczego przefarbowałaś włosy na różowy kolor?
W odpowiedzi usłyszała:
- Doszłam do porozumienia z Marlejem. Nowy kolor jest upieczętowanjem naszego paktu o nieagresji.
Po czym się uśmiechnęła.
Nikt nie miał odwagi zapytać kto to jest Marlej. Ale widać była że Marlena jest nieco mniej spięta niż zwykle.
Magda, bawiąc się łyżeczką, spuściła wzrok. Po chwili milczenia powiedziała cicho:
— Podczas bitwy próbowałam zajrzeć w przyszłość. Coś mnie powstrzymało. Ale zauważyłam, że za Anią stała jakaś postać, jakby cień. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jedno mnie niepokoi — w głowie wciąż brzmiało mi imię Ania.
Reszta spojrzała na nią z zaskoczeniem i niepokojem. Marlena zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć sens słów Magdy.
— Czy to możliwe, że coś lub ktoś manipulował Anią? — zapytała Paulina, łamiąc ciszę.
Nikt nie znał odpowiedzi, ale wszyscy czuli, że tajemnica Ani jest głębsza, niż początkowo przypuszczali.
Koniec?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania