Deliryczne wyrzeczenie

Nie jestem po Burbonach,

z pokątnej linii zamojskiej księżycówki,

niełamanej żadną zaprawką.

 

Robiąca przetwory z jabłek i gruszek matka,

miała o jedną wojenną sierotę mniej.

Ciotka wniosła lepszą i szybszą rękę do zarobkowania z przędzy.

Na jej oczkach żaden chłop nie bił moich starszych kuzynów.

 

Dorosłe już do pracy siostry, honorowały mnie,

kilkulatka jak pierwszego kawalera we wsi.

 

Młodsza zaklinała,

że panny będą się drapać pazurami przez te kręcone włosy

i przekarmiała chlebem z groszodajnym cukrem

i wypasaną już przeze mnie śmietaną

a w sezonie najsoczystszymi w okolicy wiśniami.

 

Stąd ta plaga szpakowatych.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Grisza

    "z pokątnej linii zamojskiej księżycówki" - przepyszne.
    Podobnie, jak ciąg dalszy.
    Piąteczka za okraszony grą słów mini wykład z historii (nie naj) nowszej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania