DEMONICZNA WATAHA

Są takie miejsca na ziemi, gdzie lepiej się nie zapuszczać. Przekonała się o tym pewna kobieta imieniem Sandra. Miała zaledwie 25 lat. Mieszkała ona w dużym mieście, gdzie miała rodzinę i znajomych oraz pracę, którą bardzo lubiła. Parę miesięcy temu poznała mężczyznę imieniem Tadeusz, który był niewiele starszy od niej, ponieważ miał 28 lat. Znajomość rozwijała się bardzo dobrze, a po krótkim czasie Sandra i Tadeusz zostali oficjalnie parą. Wszystko wskazywało na udany związek do końca życia i faktycznie para się nie myliła jednak nie spodziewali się jak bardzo krótkie ono będzie.

Nadeszło lato i pora na planowanie urlopu wakacyjnego. Sandra zwykle spędzała go w mieście lub na zagranicznych wyjazdach z rodzicami jednak Tadek zupełnie inaczej spędzał czas wolny od pracy. Miał on rodzinę w małej wsi otoczonej licznymi lasami i rzeką. Pochodził z rodziny, która od wielu pokoleń mieszka na wsi. On sam teraz pracował w mieście, ale miał zamiar kiedyś wrócić na stałe do rodzinnych stron. Zaproponował Sandrze, aby spędzili urlop razem właśnie na wsi. Ta oczywiście się zgodziła, może to być ciekawe doświadczenie, ponieważ jej rodzina od zawsze mieszkała w mieście i nie miała przysłowiowej babci na wsi, aby spędzać u niej wakacje. Para pozałatwiała najważniejsze sprawy związane z pracą i mogli spokojnie pakować się na wyjazd. Zaplanowali, że pojadą w niedzielę, aby mieć potem jak najwięcej czasu wolnego na miejscu. Była piękna pogoda tego dnia, sam początek lipca. Podróż minęła im bardzo szybko, pomimo że wioska Tadeusza nie leżała blisko miasta. Gdy znaleźli się na miejscu oczom Sandry ukazało się piękne podwórko, zadbane z przystrzyżonym trawnikiem i piękne drewniane zabudowania. Gdy jechali przez wioskę widziała kilka innych podwórek, ale to było zdecydowanie najładniejsze. To tu mieszkają twoi rodzice – zapytała z niedowierzaniem Tadka. Tak, tu się wychowałem. Plac był pod samym lasem i było nawet słychać szum rzeki, która znajdowała się kilkanaście metrów za ogrodzeniem. Nawet nie sądziłam, że będzie tu tak pięknie – zachwycała się dziewczyna – czuję, że to będzie mój najlepszy urlop. I pewnie by tak było, gdyby nie stało się najgorsze.

Rodzice Tadeusza, Jadwiga i Ryszard, powitali dziewczynę bardzo serdecznie w swoim domu, jednak jego babcia nie była zachwycona Sandrą. Pomyślała, że taka miastowa dziewucha nie ma czego szukać na wsi, bo ani pracy nie zna ani nie szanuje dawnych tradycji. Tadeusz wcale się nie przejął tym głupim gadaniem Zofii, bo tak kobieta miała na imię. Cała rodzina zjadła obiad i teraz wypoczywali na podwórku pod dębem. Sandra wciąż się nie mogła napatrzeć na okolicę, tak jej się podobało. Tadeusz zaproponował spacer nad rzekę, aby móc jej pokazać jeszcze piękniejsze zakątki okolicy. Szli tak już dobrą chwilę w las, gdy doszli do małej polany. Otaczał ją krąg wysokich drzew z gęstymi koronami liści. Na środku polany stał mały kamienny pomnik wilka. Sandra zachodziła w głowę po co ktoś postawił pomnik w środku lasu. Tadeusz wyjaśnił, że zrobili to kiedyś leśniczy, ponieważ wilki w tych okolicach są bardzo szanowane, utrzymują równowagę w lesie i są jego strażnikami. Dziewczyna wzruszyła ramionami i stwierdziła, że i tak to jest bez sensu. Poszli dalej. Tadeusz nie powiedział dziewczynie prawdy o posągu, nie mógł, a była ona dużo gorsza niż można było się spodziewać.

Para wróciła przed wieczorem do domu i właśnie mama Tadeusza szykowała kolację. Wszyscy zasiedli do stołu. Powiedz mi kochana jak ci się podoba u nas? – spytał ojciec Tadeusza. Musisz być w dość dużym szoku, skoro nigdy wcześniej nie byłaś w takim miejscu. Sandra odpowiedziała, że jest zachwycona okolicą a sam dom również dla niej jest piękny. Pomimo że zwykle przebywa w miejscach o dużo nowszym i nowoczesnym wystroju to tutaj czuje się doskonale. Matka Tadeusza szeroko się uśmiechnęła na te słowa. Może jak zostaniesz żoną Tadka to tu zamieszkacie – dodała. Dziewczyna z wielkimi oczami spojrzała na kobietę i odpowiedziała, że czas pokaże co będzie dalej. Nastała noc. Tadeusz i Sandra dostali pokój na poddaszu ten sam w którym chłopak mieszkał jako dziecko. Po wieczornej toalecie położyli się spać. Gdzieś koło 2 w nocy Sandrę obudził dźwięk podobny do wycia. Stała ostrożnie z łóżka, aby nie obudzić Tadka i podeszła do okna. Na zewnątrz było kompletnie ciemno jedynie na trawie tuż koło domu była widoczna poświata światła od okna na dole. Dalej było widać już tylko czerń lasu. Nagle dziewczyna zauważyła, że ktoś idzie w stroną tej ciemności. To była babcia Tadeusza i jego ojciec. To dziwne – pomyślała. Weszli do lasu i zniknęli w tej ciemności. Kto chodzi do lasu o tej porze i to w dodatku bez latarki? – powiedziała sobie pod nosem. Usiadła na skraju łóżka. Zastanawiała się chwilę a potem doszła do wniosku, że pewnie sami usłyszeli ten dźwięk i poszli sprawdzić czy coś się nie stało. Położyła się i zasnęła. Rankiem zeszła do kuchni, mama Tadka szykowała właśnie śniadanie. Dzień dobry – usłyszała za plecami. To była babcia. Tak, tak, dzień dobry – odpowiedziała szybko. Gdy wszyscy zebrali się w kuchni mama zaprosiła do stołu. Posiłek jak na zwykłe śniadanie był bardzo wystawny. Wędliny, sery białe i żółte, jajka w dwóch postaciach, pyszny świeży chleb. Można było oszaleć od zapachów. Wszyscy zabrali się ochoczo za jedzenie. W pewnym momencie Sandra zapytała Ryszarda – Co to był za dźwięk w nocy? Bo widziałam, że Pan poszedł z Panią babcią do lasu chyba sprawdzić to. Mężczyzna zmieszał się i stwierdził, że nie wie o czym ona mówi. Nikt nie wychodził z domu w nocy. Dziewczyna odbąknęła – aha – spuściła głowę i do końca śniadania nie odezwała się ani słowem. Po posiłku wyszła na podwórko, usiadła w ławce pod dębem i rozkoszowała się piękną pogodą i spokojem dookoła. Przyszedł do niej Tadeusz. Co się stało? – zapytał. Dziewczyna zaczęła mówić. Jest pewna, że widziała jak Ryszard z Zofią w środku nocy szli do lasu, wie również, że obudził ją jakiś dziwny dźwięk. Nie przewidziało mi się – powiedziała z nutą rozpaczy w głosie. Wierzę Ci, ale rodzice zawsze byli trochę tajemniczy i nie lubią opowiadać o wszystkim w dodatku prawie obcym osobom. Wybacz im, tacy już są a czasem lepiej nie wnikać w to. Ok, mogę udawać, że to się nie stało – powiedziała dziewczyna z lekkim uśmiechem. Po obiedzie Tadek postanowił pomóc ojcu przy samochodzie, bo skarżył się na jakieś usterki, a że chłopak z zamiłowania umiał co nieco naprawić ochoczo zabrał się do pracy. Sandra opalała się na leżaku, ale naszła ją ochota na spacer. Wybiorę się nad rzekę podczas gdy Tadziu jest zajęty – pomyślała. Powolnym krokiem skierowała się w stronę lasu. Podziwiała piękno przyrody okolicznego lasu a później usiadła nad brzegiem rzeki mniej więcej kilometr od domu Tadeusza. Zdjęła buty i pomoczyła stopy. Woda była dość zimna, ale bardzo przyjemna, ponieważ temperatura dzisiejszego dnia sięgała 30 stopni. Nagle na drugim brzegu poruszyła się trzcina. Z początku Sandra nie zareagowała jakoś panicznie, ale wtedy z pomiędzy zarośli wychyliła się duża głowa jakiegoś zwierzęcia. Był to ogromny wilk. Warczał tak głośno, że aż ogłuszał. Sandra szybko podniosła się z ziemi i drżała ze strachu. Gdy się przyjrzała zauważyła, że nie jest to taki całkiem normalny zwierzak. Jego ciało było zbudowane z patyków, kory i mchu jedynie oczy i zęby się wyróżniały. Ślepia świeciły krwisto czerwono a zęby, które pokazywał warcząc były wielkie i lśniąco białe. Dziewczyna była sparaliżowana strachem, przez myśl przeszło jej, że wilk zaraz rzuci się w jej stronę. Na szczęście stwór popatrzył i zniknął w trzcinach. Dziewczyna natychmiast rzuciła się do ucieczki, aby jak najszybciej znaleźć się w domu Tadka i opowiedzieć mu co się wydarzyło. Ledwo łapiąc oddech ze zmęczenia i przerażenia wykrztusiła do chłopaka – Widziałam coś strasznego nad rzeką! To było nierealne i straszne, wilk z runa leśnego! Tadeusz kazał jej się uspokoić i usiąść. Teraz oddychaj i spokojnie powiedz co widziałaś. Gdy już skończyła tłumaczyć co chłopak prychnął śmiechem i powiedział – To na pewno tylko tak wyglądało, ale pewnie widziałaś zwykłego wilka a skoro stał w tych wysokich i gęstych trzcinach to tak wyglądał jakby był z tego zrobiony. Sandra popatrzyła na niego ze łzami w oczach – Może masz rację, nie istnieją wilki z patyków i nie warczą na ludzi. Chyba byłam tak przestraszona, że już mi się zwidywało coś co nie istnieje. Popołudnie spędzili na pogawędkach w ogrodzie, gdzie siedziała cała rodzina, potem wspólna kolacja i przyszła pora spać.

Nastał kolejny dzień. Tej nocy nic niezwykłego się nie wydarzyło. Piękna pogoda zachęciła Sandrę do opalania i nawet Tadek przyłączył się tym razem. Czas mijał spokojnie i para cieszyła się czasem spędzanym razem. Wieczorem Jadwiga szykowała kolację dla wszystkich a Tadeusz postanowił zrelaksować się przed telewizorem. Sandra zaś znudziła się tymi monotonnymi programami puszczanymi na okrągło i poszła się przejść przed kolacją. Za domem pod lasem zauważyła ojca Tadeusza wyciągającego jakiś duży worek z bagażnika. Po chwili mężczyzna zniknął w gąszczu drzew. Sandra postanowiła pójść po cichu za nim i zobaczyć co zrobi. Może wyrzuca śmieci w lesie? - czego ona zdecydowanie nie popierała. Szła ostrożnie, niemal bezszelestnie. Zbliżyła się do skraju polanki, na której była niedawno z Tadkiem i skoczyła w pobliski krzew, ponieważ dostrzegła Ryszarda z workiem oraz czekającą na niego Zofię. Przyświecało im słabe światło latarenki gazowej. Co oni tam będą robić? – wyszeptała. Mężczyzna przewrócił worek do góry nogami i wypadło z niego kilka kawałków czegoś. Z daleka i prawie po ciemku Sandra nie widziała co to jest. W tym momencie usłyszała wołanie Tadeusza. Po cichu wycofała się z krzaków i skierowała do domu chłopaka. Gdzie byłaś? – zapytał. A tak sobie spacerowałam tam i z powrotem – odparła. Weszli do domu, gdzie już na nich czekała kolacja. Po dłuższej chwili zjawili się również Ryszard i Zofia i usiedli do stołu. Sandra patrzyła na nich i w myślach próbowała ustalić co wysypał z worka mężczyzna. Przypomniała sobie, że przez większą część dnia nie było ojca Tadeusza w domu, ale gdzie był nikt nie mówił. Dziewczyna sięgnęła do środka stołu, aby wziąć talerz z sałatką, w tym samym momencie zrobiła to Zofia. Sandra zauważyła na górnej części jej dłoni plamę krwi. Chyba się Pani skaleczyła – odezwała się po cichu. Zofia zabrała szybko dłonie i stwierdziła, że pewnie, gdy sprzątała w szopie zawadziła o coś i zraniła sobie rękę. Sandra przytaknęła, ale w głowie analizowała słowa starszej Pani, ponieważ jej też cały dzień nie widziała. Zrobiła się późna godzina i wszyscy szykowali się do spania. Tadeusz widział, że jego dziewczyna jest czymś wyraźnie przejęta. Co się dzieje? Coś Cię martwi? Sandra zaprzeczyła, ale tak naprawdę nie dawało jej spokoju to co widziała w lesie na polance. Gdy tylko Tadeusz zaśnie pójdę do lasu i sprawdzę co to było – pomyślała.

Koło 1 w nocy Sandra ubrała się, założyła buty i po cichu wyszła z domu. Zabrała ze sobą latarkę i skierowała się wprost na polanę. Gdy tam dotarła światło latarki padło wprost na posąg wilka. To pod nim coś wyrzucił – powiedziała do siebie. Podeszła i jedyne co zobaczyła to wielką plamę krwi. Co to kurwa było? Wyrzucił tu jakieś martwe zwierzę? Może potrącił coś na drodze i nie chciał, żeby tam zostało to przyniósł tutaj dla tego wilka, którego widziałam? Ale widziałam samochód i nie było na nim śladu po zderzeniu. Dziewczynie kłębiło się mnóstwo myśli po głowie. Przeszła się wokół polanki. Nagle pod krzakami dostrzegła coś świecącego w blasku latarki. To był kobiecy palec a na nim wciąż tkwił pierścionek, który odbijał światło. Prawie krzyknęła z przerażenia. Boże, oni chyba kogoś zabili! – wyszeptała. Zaczęła uciekać, ale wpadła na posąg i przewróciła go a przy okazji skaleczyła sobie kolano. Nawet nie próbowała poprawić posążka, miała to w nosie. Szybkim krokiem poszła do domu i obudziła Tadeusza. Zaspany chłopak próbował ją uspokoić i wysłuchać co ma mu do powiedzenia. Sandra w szoku opowiadała co zobaczyła na polanie, a gdy skończyła Tadek westchnął ciężko. To nie jest kochanie tak jak wygląda – zaczął wyjaśniać – Są w tym lesie wilki i czasem, gdy ktoś zapuści się wieczorem w las, a nie umie znaleźć drogi powrotnej to te zwierzęta atakują i znajduje się takie kawałki ciała rozrzucone po lesie. A to co mój ojciec tam zaniósł to pewnie jakieś mięso, które nie nadaje się do sprzedaży od pobliskiego rzeźnika, tak próbuje on utrzymać watahę wilków, żeby nie atakowały ludzi. Dziewczyna nie wierzyła w pierwszej chwili, ale po zastanowieniu pomyślała, że to ma sens. Przecież Tadeusz nie okłamałby jej. Opatrzyli jej kolano i położyli się spać. Następnego dnia Sandra wybrała się na spacer, ale tym razem chciała się przejść po wiosce, żeby nie wchodzić do lasu i nie narażać się na spotkanie z bestiami. Chodziła i podziwiała urok domków wiejskich i spokojnego sielankowego życia. Nagle przed nią pojawiła się stara kobieta, zgarbiona i ubrana w kompletne łachmany. Mieszkasz u morderców – wyszeptała zgrzytliwym głosem – oni mają wszystko ze względu na układ z szatanem. Dziewczyna zaśmiała się z tego co mówiła kobieta po czym powiedziała, że to jakieś bzdury. Rozbawiona pożegnała starszą Panią i poszła dalej. Przy kolacji opowiedziała Tadkowi co się jej przydarzyło i również on się zaśmiał – co za głupoty – wykrztusił. Chłopak i jego rodzina mieli jednak mroczny sekret, ale o tym nie mógł się nikt dowiedzieć. Spędzili miły wieczór przed telewizorem i koło 23:00 poszli spać.

Sandrę obudziło wycie. Spojrzała na zegarek, była 2:30. Dźwięk był bardzo wyraźny i aż wywoływał poczucie niepokoju. Podeszła do okna i zobaczyła w ciemnościach oczy jarzące się czerwienią, było ich bardzo dużo. Pod domem były dwa cienie należące do ojca Tadeusza i babci. Znowu poszli w stronę lasu, ale tym razem w towarzystwie tych przerażających ślepi. Dziewczyna przez dłuższą chwilę obserwowała puste podwórko, a po jakimś czasie ujrzała parę wracającą do domu. Nieśli jakieś wielkie skrzynki a Ryszard dodatkowo ciągnął wózek załadowany po brzegi. W delikatnym świetle lampy podwórkowej Sandra zauważyła, że są tam warzywa i wiele więcej. Co oni byli na zakupach o tej porze czy na polu po zbiory? – pomyślała. To niemożliwe. Jednak jeszcze nie widziała, żeby ktokolwiek z rodziny jechał na zakupy albo żeby mieli gdzieś pole lub ogródek warzywny, albo jakieś zwierzęta a zawsze wszystko w domu jest. Ubrała się i postanowiła sprawdzić z skąd on to przynoszą, zwłaszcza że ponownie poszli w stronę lasu. Pobiegła najciszej jak potrafiła, tak żeby jej nie usłyszeli. Na polanie, gdzie stała figurka wilka stały też skrzynie pełne różnych rzeczy: jajka, warzywa, owoce, mięso i tym podobne. Dziewczyna chowając się w krzakach obserwowała Ryszarda i Zofię jak noszą wszystko w stronę domu. Po głowie chodziło jej pytanie – co to wszystko znaczy? Gdy para skończyła przenoszenie wszystkiego Sandra mogła wyjść z ukrycia. Szukała jakiejś podpowiedzi, aby rozwikłać tą zagadkę co tu się dzieje, ale nic nie znalazła. Stała na środku polany, gdy nagle rozległo się głośne wycie, a wokół zaczęły pojawiać się czerwone oczy watahy. Przerażona Sandra wzrokiem szukała drogi ucieczki jednak sfora była wszędzie. Przed nią stanął nie wiadomo skąd wściekły Ryszard. Czemu byłaś taka wścibska? Przecież mogłaś siedzieć spokojnie w domu i nie interesować się tym co robimy, a w dodatku okazałaś kompletny brak szacunku dla naszej kultury i tradycji uszkadzając posążek. Teraz musi cię spotkać kara – wykrzyczał. Sfora wilków podeszła bliżej dziewczyny. Widziała tym razem doskonale, że zwierzęta są zrobione z patyków, mchu i kory, tylko oczy i zęby lśniły w ciemnościach i wyglądały przerażająco. Sandra zaczęła krzyczeć, lecz jeden z wilków skoczył na nią i złapał za gardło zębami. Nie przegryzł, tylko trzymał w takim uścisku, aby dziewczyna nie mogła wydusić z siebie żadnego dźwięku. Reszta wilków doskoczyła do leżącej Sandry. Zaczęły najpierw delikatnie podgryzać, jakby chciały się podroczyć. Potem to już gryzły bardzo zażarcie, wyrywając kęsy ciała. Odgryzały palce u dłoni, uszy i nos. Dziewczyna próbowała wyrwać się, ale na próżno, bo dwa zwierzaki położyły się na niej, trzymając ją mocno ciężarem swoich ciał. Widziała, jak wyszarpują jej ścięgna z rąk i odgryzają kawałki piersi. Krew tryskała z ciała na wszystkie strony. Przypomniała sobie słowa staruszki, którą spotkała spacerując po wsi, że mieszka z mordercami i że rodzina Tadka ma wszystko przez pakt z szatanem. W pewnym momencie spojrzała prosto w oko jednego z wilków. Nie tylko dostrzegła ognistą czerwień, oko sprawiło, że w swojej głowie zobaczyła wydarzenia z przeszłości tej wioski. Dawniej panował tu głód i większość ludzi opuściła to miejsce, jedynie rodzina Tadeusza została i zawarła pakt z demonami lasu. Umowa polegała na przynoszeniu ofiary z ludzi a w zamian otrzymywała wszystko niezbędne do życia. Przynoszono ofiary samotnych lub zagubionych, tak aby nikt ich za bardzo nie szukał. Teraz dziewczyna już wszystko rozumiała jednak było za późno. Demony nie lubią być znieważane. Poza głową, w której brakowało tylko nosa i uszu prawie całe ciało Sandry było obgryzione do kości, a co najdziwniejsze jeszcze żyła. Miała w głowie już tylko jedną myśl – niech to już będzie koniec. Wilk, który trzymał ją za gardło puścił swój uścisk i zanurzył łeb w jej klatce piersiowej. Stamtąd wyciągnął serce i pokazał go jej. Potem odszedł w stronę posążka i usiadł spokojnie. Sandra wydała ostatni oddech i wtedy reszta wilków rzuciła się, aby dokończyć posiłek. Ryszard zachichotał, pogłaskał wilka koło posążka i skierował się w stronę domu.

Rankiem Tadek szukał swojej ukochanej. Nigdzie nie mógł jej znaleźć. Ojciec poprosił go o rozmowę i wszystko wyjaśnił. Chłopak nie mógł uwierzyć. Najpierw płakał i ciężko było mu zapanować nad emocjami, ale potem pozbierał się i na chłodno zaczął ustalać z ojcem i resztą rodziny co się stało – przecież rodzice Sandry będą jej szukali. Ułożyli wersję, że dziewczyna pokłóciła się z Tadeuszem i poszła do lasu. Szukali jej wszędzie i nie znaleźli. Po dwóch dniach dostrzegli w odległej części lasu kawałki jej ubrań i plamę krwi. Dziewczyna została zaatakowana przez dzikie zwierzęta, najpewniej wilki. Taką opowieść Tadeusz przedstawił jej rodzicom i policji, która przyjechała na miejsce wezwana przez rodzinę dziewczyny. Pokazano im kawałki bluzki Sandry i sprawa została zamknięta. Pochowano pozostałości ubrania razem ze zdjęciami Sandry i innymi przedmiotami związanymi z nią. Teraz jej rodzice musza dojść do siebie. Tadek po wakacjach wrócił do miasta i szukał nowej miłości. Leśna wataha nadal pozostawała w układzie z jego rodzinom, a następną dziewczynę jaką pokocha i zabierze do rodzinnego domu uprzedzi, żeby nie była taka wścibska – demony nie śpią i nie lubią, jak się wtyka nos w nie swoje sprawy.

Autor: Czerwony gekon

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • +Katafil+ 8 godz. temu

    Panie Młodszy Bracie Czerwonego Smoka: Doktora Hanniball'a. Osobiście. Doskonale pamiętam noce, spędzane w blasku ogniska, na leśnych szlakach... stąd: wiem o Leszym. Jest Duchem Czeluści Zieleni, przybierającym niekiedy postać wilka: WYGLĄDAJĄCEGO DOKŁADNIE, JAK W TREŚCI PANA AUTORSTWA. Proszę zatem zrozumieć, iż będąc mi bliską: nie może pozostać tym obojętną. Co więcej?.. jeżeli mogę Panu coś ważnego zasugerować: proszę powyższą Treść Grozy rozpisać jako detaliczną, zwyakapitować... ponieważ: sama Fabuła: fundamentalnie na to zasługuje. 😌😏😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania