Desperat

Niezapowiedziane, niezaplanowane, nieszablonowe i niespodziewane spotkania muszą zaskakiwać każdą ze stron, szczególnie wtedy, gdy nikt ich nie przewidywał. Często to zwykły przypadek decyduje o tym, rządzi i rozdaje karty. Uczestniczącym w nich osobom pozostaje tylko pogodzić się z tym, lub udać, że nic się nie stało i pójść dalej własnymi drogami. Jednak spotkanie dwóch mężczyzn, z których jeden okazał się desperatem, bardziej zaliczało się do nieprawdopodobnych. Samo miejsce poprzez utrudnienia gwarantowało ustronność i rozmowa nigdy nie powinna się wydarzyć.

Powrót z pracy starszego do domu przebiegał tak jak zazwyczaj. Jedyną zauważalną zmianą była zawsze pora roku i zmienność aury. Gdyby kiedykolwiek zadano mu pytanie.

- Jak wracałeś (dzień, miesiąc, rok)?

Z pewnością odpowiadałby.

- Identycznie dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj, w ubiegłym tygodniu, w tamtym miesiącu, a nawet roku.

Natomiast zmiany odczuwalne i charakterystyczne dla danego dnia spotykały go zaraz jak tylko przekraczał próg własnego mieszkania. Niezapomnianych atrakcji stale dostarczała mu żona, witająca męża niezmiennie po powrocie z pracy. Jednego dnia powitanie było bardzo ciepłe, przyjemne i radosne, a innego pochodzące z drugiego bieguna emocji. Właśnie w dni najbardziej wrednych serdeczności, bohater starał się zaszyć w najbardziej odludne zakamarki świata. Tylko przemieszczenie na inny kontynent było nierealne i niemożliwe do zrealizowania od ręki. Dlatego stworzył coś własnego i ukrywał się tam w dniach ostatecznych.

Wcześniejsze próby schodzenia żonie z oczu i zaszywanie się w przypadkowych knajpach, były stale skazane na porażkę. Jeszcze w trakcie ujawnienia zbiega, wszyscy klienci mordowni, stawali się świadkami wydarzeń rodem z filmów akcji. Wstyd i poniżenie, jakich w takich przypadkach doświadczał mężuś, nauczyły go omijania wszelkiego rodzaju wyszynków szerokim łukiem.

Pewnego dnia ekipa remontowa wynajęta przez spółdzielnię, miała zabezpieczyć przeciekający dach budynku mieszkalnego. Pracy, zgodnie ze zleceniem miało być niewiele, lecz roboty jak się na miejscu okazało było sporo i na dodatek wycenione na marne grosze. Niezadowolenie pracowników wpłynęło na pośpiech i przez to prace wykonywane były byle jak. Bałagan przy tym panował straszny, cała klatka schodowa od parteru po ostatnie piętro została zaśmiecona i lokator z pierwszego został wysłany przez żonę na interwencję. Kiedy wszedł na dach, niczego tam nie załatwił. Wręcz przeciwnie został przez szefa dekarzy przegoniony, słowami uchodzącymi powszechnie za mocno obraźliwe. Kiedy odchodził mocno poniżony z miejsca akcji, spojrzał na zamek w drzwiach. Dawno na taką okoliczność powstało określenie, okazja czyni złodzieja, lecz w przypadku bohatera, kradzież niepilnowanego klucza od wejścia na dach, uczyniła go wolnym.

Od tamtego dnia, kiedy małżonka już na progu mieszkania kierowała do niego całą masę pretensji o wszystko, cichuteńko na paluszkach, niepostrzeżenie wymykał się z mieszkania i uciekał na dach. Tam czuł się wolny i szczęśliwy nawet, gdy padał deszcz, wiał wiatr, lub sypał śnieg i ściskał siarczysty mróz. Żona nigdy tam za nim nie dotarła, uniemożliwiał jej to lęk wysokości. Dzięki takiej postawie mężczyzny właściwie nic się w jego życiu nie zmieniło. Pewne powody, jakie służyły za argumenty do pretensji zostały zastąpione innymi.

Ten dzień zaliczał się do tych gorszych, natychmiast po zamknięciu drzwi usłyszał wyliczanie tego, co jest w domu do zrobienia, czego nie naprawił i o czym zapomniał. Pierwsze trzy pozycje zapamiętał, a następnych już nie. Nawet długo nie trwało, jak żonie puściły nerwy na jego bagatelizowanie ważnych spraw i z tego powodu zaczęła głośno stukać w kuchni garnkami. Pomimo, że szybko się uspokoiła, męża w mieszkaniu nie było. W znikaniu doszedł do dużej wprawy i zawsze tak było, gdy tylko kazała mu coś zrobić.

Drzwi wejściowe na dach były zamknięte i nic nie wskazywało, że ktoś za nimi przebywa. Przeszedł kilka kroków i zobaczył stojącego na skraju dachu młodego faceta. Jednego był pewny tamten nie wszedł tutaj, by ukradkiem wbrew zakazowi administratorowi budynku zamontować antenę telewizyjną.

Gołębie chodzące po papie zostały przez niego spłoszone i poderwały się do lotu. Trzepot ich skrzydeł, zakłócił koncentrację przyszłemu samobójcy. Dlatego odwrócił głowę do tyłu, spojrzał przez ramię i powiedział.

- Proszę nie podchodzić, bo skoczę.

- Nawet nie zamierzam, idę tylko za duży komin wentylacyjny po prawej stronie. Tam od południowej strony nie ma wiatru i jest ciepło.

- Tylko się nie zbliżaj – dodał desperat.

- Nie przeszkadzaj sobie, nie będę ciebie powstrzymywał, auto mam zaparkowane pod budynkiem z drugiej strony, więc nie mam w tym żadnego interesu. Jak dobrze wycelujesz to spadniesz na samochód sąsiada, którego nie lubię. Przynajmniej będzie z ciebie jakiś pożytek, a tak to twoją egzystencję przyrównać można do wrzodu na dupie. – usłyszał w odpowiedzi.

- Niech pan się ze mnie nie nabija, robię to pod wpływem nieszczęśliwej miłości.

- O! A jak wygląda dokładnie to uczucie, interesują mnie szczegóły – powiedział starszy mężczyzna i usiał na ogniomurku.

- Moja ukochana mnie nie chce, woli innego.

- Chłopie! Tyś jest w czepku urodzony, co ja bym dał, żeby mieć taki problem jak ty. Szlag by to trafił, ludzie mają szczęście i nie potrafią nawet tego docenić. Młody posłuchaj zamień się ze mną, będziesz miał wszystko to, co ja w tej chwili mam, a ja zabiorę sobie tylko twoją wolność – złożył propozycję starszy.

- Ja nie kocham pana żony – odpowiedział wzburzony niedoszły skoczek.

- O nic się nie martw, już ona zadba żeby wzbudzić w tobie silne uczucia. Tylko popatrz, tak na mnie intensywnie wpływa, że uciekam przed jej ględzeniem na dach. Natomiast twoje informatyczne pokolenie jeszcze zatęskni za rozmową, która nie zostanie umieszczona w sieci. Teraz gadaj skąd miałeś klucz od wejścia na dach.

Słowa i argumenty starszego nie przekonały młodego, lecz skłoniły go do ponownego przemyślenia decyzji.

- Klucz dopasowałem już dawno i wieczorami przy pięknej pogodzie z dachu podziwiałem z moją ukochaną panoramę miasta. Proszę mi powiedzieć, czy pana żona jest zła?

- Może zaskoczą ciebie moje słowa, jest bardzo dobra. Jednak często tak się dzieje, że ludzie, na których nam najbardziej zależy, potrafią nas bardzo zdenerwować. Natomiast od nas zależy czy potrafimy rozładować konflikt czy nie.

Jeżeli możesz i chcesz to zaczekaj na ukochaną. Wyjątkowo często to ostatecznie czas i miejsce decyduje, kto jest, z kim, a nie my sami.

Ostatecznie do niczego dramatycznego tego dnia w tym miejscu i najbliższej okolicy nie doszło. Jedynie żona lokatora z pierwszego piętra zmieniła taktykę, sporządziła listę rzeczy do wykonania i każdego dnia mąż ma rozwiązać problem jednej pozycji.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Pasja 03.05.2017
    Oh mężczyźni. Kobiety są czasem upierdliwe, ale też kochane. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Mężczyźni to duże dzieci. Świetny tekst o dwóch desperatach na dachu. Pozdrawiam 5
  • Enchanteuse 03.05.2017
    Każdy mierzy swoją Miarą, a wrażliwość zmienia się z wiekiem. Dla tego nastolatka miłość prowadzi do końca świata,a w przypadku tego mężczyzny - nieumiejętność dogadania się z żoną. Oboje trochę dramatyzują. Obojgu przydałałaby się zmiana perspektywy.
  • KarolaKorman 09.05.2017
    Jak zawsze tekst zabawnie napisany, stąd nie spodziewałam się skoku młodziana. O starszym mogę powiedzieć, że ma coś z lenia i do tego się dąsa jak dzieciak. Zauważyłam, że jest w wielu mężczyznach coś takiego, że wolą uciekać się do ucieczki niż coś zrobić :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania