Destiny Awaits (Przeznaczenie Czeka)
Profil twój w mroku jak witraż katedralny rozmyty w półcieniu porannego światła
Złocista aura wokół ramion – mgła, wizja, zjawa, która ledwo istnieje, prawie bezwładna
Dotykam powietrza gdzie stałaś przed momentem, chwytam aromat wanilii i kardamonu
Nadgarstki moje trzęsą się nieznacznie, jak na dźwięk symfonii Brahmsa w artystycznym nastroju
Czekam na ciebie w tysiącu mikrochwil rozproszonych
W kawiarni mojej, gdzie patrzysz przez okno, a ja nie mogę złapać twojego wzroku
W tłumie, gdy jesteś trzy kroki przede mną, ale znikasz za rogiem wierzytelności skończonych
W śnie, gdzie moglibyśmy razem wreszcie, ale budzę się i ty uciekasz jak krople na moim oku
Mój umysł jest kalejdoskopem twoich możliwych wariacji
Czy założyłaś dziś tę niebieską sukienkę? – a może wolałaś czerwień albo czerń?
Pędzi od obrazu do obrazu bez logiki, bez planu, jak florysta od kwiatu do kwiatu
Baudelaire pisał o kwiatach zła – ja o kwiatach chaosu, chaos piękny i jednocześnie męczący
Chciałbym ci powiedzieć wszystko naraz i nie powiedzieć nic w oględnie
Że widzę cię w filiżance kawy, w deszczu za szybą, w nucie muzyki, w odbiciu srebrzystego księżyca
Że zapominam słów gdy jesteś blisko, ale pamiętam szczegóły gdy znikniesz za życia
Że moje przeczucie nie jest za głośne ani za ciche, ani za intensywne a zbyt subtelne
Może w innym wymiarze jesteśmy łatwiejsi
Może tam potrafię dokończyć zdanie bez gubienia wątku w połowie wędrówki
Może tam moja uwaga nie skacze jak ptak przestraszony od gałęzi do gałęzi
Może tam nie zauważam jednocześnie tysiąca rzeczy: twojej brwi uniesionej i śniegu za oknem,
Dźwięku kroków na korytarzu, temperatury powietrza, koloru ściany, bicia własnego pulsu
Ale tutaj, w tym wymiarze niedoskonałym widzę wszystko i nic, czuję wszystko i nic
Jestem przytłoczony twoją obecnością i jej brakiem równocześnie
Barokowa ornamentyka moich myśli wikła się w arabeski nielogiczne
Czasem milczę za długo bo zbyt wiele chcę powiedzieć
Czasem mówię za dużo bo milczenie jest nie do zniesienia
Ty jesteś – jak symfonia, której nie mogę zapamiętać w całości
Tylko fragmenty, motywy przewodnie, tematy powracające w różnych wariacjach
Egzystencja bez ciebie jest absurdem i porządkiem jednocześnie
Egzystencja z tobą (gdyby była możliwa) byłaby równie absurdalna i możliwa
Bo jak być z kimś, kto jest na zawsze o krok, o sekundę, o westchnienie za daleko?
Jak nie zrozumieć kogoś, kto istnieje w podobnej tonacji, w podobnej rytmie, w podobnej rzeczywistości
Zbieram okruchy twoich subtelnych grymasów jak skarby w szkatule snów przepadłych
Archiwizuję każde zmartwienie w bibliotece zdarzeń niedokończonych
Buduję z cienia twojej ręki na ścianie mauzoleum nadziei niemożliwej
I czekam, czekam, czekam – w tym stanie zawieszenia między bytem a nicością
Może przeznaczenie czeka naprawdę, gdzieś tam, za kurtyną percepcji
Może wymiary się przecinają czasami, w szczególnych punktach spotkania
Może zmieńmy coś, gdy nikt nie patrzy, gdy wszyscy są zajęci –
Otworzy się szczelina, portal, przejście między twoim światem a moim… I wtedy –
Przejdę przez roztrzaskaną szczelinę jak przez wodę, jak przez dym, jak przez czas sam
Dotrę do ciebie wreszcie, bez plątaniny myśli, bez rozproszenia uwagi, bez różnic między nami
Stanę przed tobą cały, skupiony, obecny – po raz pierwszy w życiu naprawdę żywy
I powiem ci wszystko lub nic nie powiem – bo słowa i czyny staną się wreszcie ciągiem
A ty zobaczysz mnie – nie fragmenty, nie odbicia, nie cienie
Ale mnie całego, z moim chaosem i pięknem, z moją intensywnością i wrażliwością
Z moim umysłem, który leci w tysiącu kierunków jednocześnie
Ale który zawsze, zawsze wraca do ciebie jak kompas do północy magnetycznej
I wtedy moje królestwo nadejdzie
I wtedy twoje królestwo nadejdzie
Królestwo, gdzie twoja dłoń w mojej nie jest hipotetyczna a regulacyjna
Gdzie cisza między nami jest spokojna, nareszcie nie napięta
Gdzie mogę poznawać cię bez dystansu, bez przeszkód, bez wymiarów pomiędzy
Gdzie wreszcie będę u siebie – bo ty będziesz obok, po prostu obok
Moje królestwo nadejdzie
Twoje królestwo nadejdzie
I będzie miało twoje oczy, twoją zmienność, twoją obecność, twoją każdą różnicę
Niewielkie będzie jak szkatułka z sekretami lub ogromne jak dwór pełen tajemnic
Barokowe będzie w swoich detalach i barokowe w swojej cholerycznej melancholii
Będzie nasze – twoje i moje – bez podziału na wymiary rozdzielone
Paradoks? – tak, zawsze paradoks napełnia i motywuje
Więc czekam tutaj, w swoim chaosie pięknym i męczącym
Z sercem bijącym arytmicznie, z myślami skaczącymi nieprzewidywalnie
Czekam na ciebie, na przeznaczenie, na moment przecięcia światów... Oczekuję –
Aż moje królestwo nadejdzie
Moje królestwo nadejdzie
Aż twoje królestwo nadejdzie
Twoje królestwo nadejdzie
Komentarze (8)
i zrozumiałe niż Twoje pozostałe teksty choć w dalszym ciągu to za wysoka półka ,wysoka poprzeczka jak dla mnie....dla interpretacji całości tak, jak tekst ów tego wymaga.
Dźwięczy mi od popołudnia piosenka ,,Laleczka z saskiej porcelany '' Słuchałam jej dzisiaj kilka razy i rapem czytając Twój utwór przypomniałam sobie o niej .Jest w Twoim utworze jakaś taka nutka...sama nie wiem jak to nazwać....
Pięknie poprowadzone myśli,metafory...
obrazy, odczucia...
Kłaniam się nisko.
Nie wiedziałam że faceci tak potrafią pisać...
Czas ucieka wieczność czeka ,bez dystansu? myślę że już tylko w Wieczności...tak może być między ludźmi.
Życzę Tobie ,aby Wasze dwa światy się połaczyly i żebyście żyli długo i szczęśliwie:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania