Diabelne Laboratorium I (powrót po 10 latach od powstania oryginalnej historii)
Właśnie wróciłam ze szkoły, zmęczona po całodziennym wysiłku umysłowym. Było już około siedemnastej w ten zimowy dzień. Sięgnęłam po klucze do mojego plecaka, ze skupieniem otwierając zamek od mieszkania, i wchodząc do środka. Zdjęłam buty i kurtkę, odkładając je starannie do szafy obok drzwi. W domu panowała względna cisza, więc cichutko przemknęłam przez korytarz do pokoju który dzieliłam ze swoją starszą siostrą.
Leżała na moim niezasłanym łóżku, przeglądając starą książkę która pewnie była jej lekturą szkolną. Usiadłam przy biurku, kładąc mój ciężki plecak na kolanach by go wypakować i wyjąć pracę domową. Zza cienkiej ściany słyszałam szuranie kapci mamy, która prawdopodobnie chodziła po kuchni w tę i z powrotem.
- Co się stało? - Spytałam, wyczuwając dziwną atmosferę. Letalissa spojrzała na mnie znad książki, jej mina była poważna i pozbawiona humoru. Powiedziała że coś stało się z tatą i mama się bardzo o niego martwi - A co dokładnie się stało? - naciskałam zaciekawiona, machając beztrosko nogami.
- Dowiesz się w swoim czasie, ja też dużo nie wiem - Letalissa zbyła mnie, wracając do lektury. Fuknęłam zirytowana, nie lubiłam gdy nie brano mnie pod uwagę jeśli chodzi o jakiekolwiek nowości. Wyjęłam zeszyt od matematyki, otwierając go na stronie gdzie nauczycielka rozpisała mi pracę domową złożoną z tabliczki mnożenia. Westchnęłam biorąc swój różowy długopis do rączki, matematyka zdecydowanie nie była moim ulubionym przedmiotem.
- Pomożesz mi z zadaniami? - zapytałam po długiej przerwie, spoglądając na nią zza ramienia. Zauważyłam jak przewraca oczami, zanim odpowiedziała.
- Sama nie umiesz? Ja też mam szkołę, a Ciebie nie proszę o pomoc.
Spuściłam wzrok, zasmucona i odwróciłam się z powrotem do biurka pozwalając by cisza między nami rozciągnęła się znowu na dłuższy czas. Podskoczyłam, gdy zza cienkiej ściany zabrzmiał telefon, przeraźliwie głośny w domu gdzie nikt nawet się nie odzywał. Mama odebrała za drugim sygnałem, jej głos był wyraźnie zdenerwowany a z każdą chwilą spędzoną na ich rozmowie, nabierał desperacji i rozpaczy której nie rozumiałam. Letalissa wyraźnie podsłuchiwała, stojąc pod drzwiami i próbując wyłapać strzępki rozmowy. Gdy się zakończyła i nastała cisza, siostra odsunęła się od drzwi jej twarz była blada jak ściana, oczy szeroko otwarte.
- Co z tatą? - Spytałam cichym głosem, czując jak moje ręce zaczynają drżeć. Siostra spojrzała na mnie, po czym jakby się rozmyśliła, potrząsnęła głową i usiadła ciężko na łóżku, zakrywając twarz rękami. Gdy w końcu uniosła głowę, zobaczyłam łzy w jej oczach co przeraziło mnie jeszcze bardziej.
- Tata... on już nie wróci. - Wyszeptała ledwo słyszalnie przez łzy dławiące ją, po czym wzięła drżący wdech jakby chciała się uspokoić - Miał okropny wypadek.
Poczułam jakby moje malutkie serduszko stanęło, przetwarzając tą informację. Zacisnęłam rączki na długopisie, czując jak łzy już się formują pod moimi powiekami. To nie było możliwe. Absolutnie nie. Tata był przecież bohaterem, tak uwielbianym przez swoich bliskich. Wypadek? To na pewno draśnięcie, z którego wyszedł cało.
- Nie mów tak o tacie - powiedziałam łamiącym się głosem, moja warga drżała od powstrzymywanego płaczu - Tacie na pewno nic się nie stało! Niemożliwe że taty nie będzie! - krzyczałam, machając rękami i pozwalając sobie w końcu na płacz. Letalissa szybko wstała, zamykając mi usta własną ręką, patrząc na drzwi ze strachem
- Cicho! - wysyczała, jednak widziałam na jej twarzy ten sam ból co sama czułam. Chwyciłam jej rękę, tuląc się do niej i łkając. Zza ściany usłyszałam szloch mamy, głośny, i wypełniony rozpaczą co tylko wzmocniło mój płacz. Siostra trzymała mnie, delikatnie głaszcząc po plecach, próbując ukoić moje emocje, jednak było to na nic. Obie zadrżałyśmy, gdy mama nagle krzyknęła, i w całym domu rozbrzmiał huk zbitego szkła.
- Zamknijcie się, zaplute bękarty! - Jej głos poniósł się echem, jej głośne i szybkie kroki zdradzały fakt, że szła do nas. Gdy otworzyła drzwi, te uderzyły mocno w ścianę tworząc kolejne wgłębienie gdzie stara farba spadła na podłogę -
To wszystko jego wina... - Tu zrobiła krótką pauzę. - Gdyby ten skurwiel nie brał pożyczek... wszystko byłoby, kurwa dobrze! A teraz wszystko stracone!
- Mówisz to przy małym dziecku! - siostra dzielnie broniła mnie przez tą przemową, rękami teraz zasłaniając mi uszy, jednakże mama jakby jej nie słyszała, kołysząc się lekko do przodu i do tyłu z rękoma przyciśniętymi do swoich ramion, jakby to miało jej pomóc znaleźć stabilizację w tej sytuacji. Patrzyłam na nią z szeroko rozwartą buzią, czując jak moje serce bije jak szalone od adrenaliny i strachu jaki czułam. Nie odważyłam się odezwać, podsycić jej ognia. Ale nawet to nie pomogło, gdy kobieta w końcu skupiła swój wzrok na mnie, kulącej się w ramionach siostry. Wykrzywiła się, w jej oczach zobaczyłam wściekłość i czysty obłęd.
Z przeraźliwym wrzaskiem rzuciła się na mnie, dzierżąc szkło w jednej z rąk. Zamknęłam oczy, chroniąc się rączkami. Usłyszałam jakby uderzenie, rozlaną wodę i stęknięcie siostry, a zaraz po tym całkowitą ciszę, przerywaną ciężkim oddechem. Odważyłam się otworzyć oczy, moja siostra leżała pod ścianą z zakrwawioną bluzką. Ciemna ciecz brudziła beżowy dywan, powoli sącząc się z ciała między jasne nitki tkaniny. Jej oczy były szeroko otwarte, jednak pozbawione blasku żywej istoty. Nie poczułam gdy łzy ponownie zaczęły kapać z mojego podbródka, widząc bezruch Letalissy. Matka za to zaczęła się śmiać, z każdym wdechem jej ciałem wstrząsały perwersyjne konwulsje. Patrzyła na zakrwawioną butelkę, jakby nie dowierzając temu, co widzi. Spojrzała następnie na mnie, jej usta wciąż układały się w tej przerażający, obłąkany uśmiech.
- Ojej - parsknęła, machając zakrwawionym szkłem przed własną twarzą - To nie jest takie złe jak to opisują... - chichotała mówiąc do siebie, a ja siedziałam bezczynnie, nie będąc w stanie się ruszyć ze strachu który w tym momencie rządził moim ciałem. Matki uwaga skierowała się ponownie na mnie, a ja zadrżałam pod ciężarem jej spojrzenia - Oia, skarbie... musisz zrozumieć, że ja to robię dla Ciebie. To co robię, jest bardziej łaskawe niż to co miałabyś przeżyć. Rozumiesz mnie prawda? - jej głos był aksamitny, gdy powoli zbliżyła się do mnie, kucając przede mną, i biorąc moją buzię w swoje ręce. Jej dłonie były zimne jednak dotyk był delikatny, niemal czuły.
- Mamo... - wyjąkałam cichutko, drżąc mimo woli w jej uchwycie - Boję się... - nowe łzy spływały po moich policzkach, by być delikatnie rozmazane przez jej kciuki.
- Nie bój się maleńka... Ale musisz zrozumieć, że nie mogę Cię stracić tak jak inne. Nie w ten sposób, nie przez nich - Jej głos wciąż był delikatny, jednak z każdym słowem ciepło z niego znikało zastąpione złością - Po prostu umrzyj. - wypowiedziała to szeptem, podnosząc w górę jedną rękę dzierżącą zakrwawioną butelkę. Skuliłam się, zasłaniając twarz swoimi rączkami jak tylko mogłam, terror i strach ponownie wziął nade mną władzę.
- Nie! Mamooo! - wrzasnęłam, będąc pewna że to już mój koniec. Jednak sekunda minęła, potem kolejna, a cios nie padł. Powolutku, drżąc otworzyłam jedno oko spoglądając ukradkiem między palcami ręki. Widok sprawił że odskoczyłam do tyłu z przeraźliwym krzykiem. Mama siedziała, oparta o nogi nieznajomego, jej głowa była odchylona do boku pod dziwnym kątem. Z kącika jej oka zaczęła spływać krew, niczym piękna nieznana łza. Nie ruszała się, a jej oczy były zamknięte. Gdy spojrzałam w górę, młody chłopak patrzył na mnie. Miał jasno brązowe włosy, przycięte krótko i czapkę zasłaniającą większość jego charakterystyk. Jedną rękę miał na wysokości głowy mamy, i gdy ją uniósł dzierżył pistolet. Ale jeśli strzelił, dlaczego nie słyszałam wystrzału? Czy mój krzyk go zagłuszył? Mój umysł nie był w stanie tego pojąć, jedyne co byłam w stanie zrobić to szlochać w przerażeniu.
- Wstawaj - nieznajomy odezwał się w końcu, chowając broń w pasek od spodni. Jednym ruchem popchnął ciało mamy, które upadło na podłogę z cichym gruchotem. Skuliłam się, zasłaniając swoje oczy.
- Moja mama... Letalissa… tata... - szlochałam, płacząc ze wznowioną siłą. Chłopak westchnął głośno, zakładając ręce na piersi.
- Przestaniesz? Chodź, zabiorę cię gdzieś gdzie będziesz bezpieczna - wyciągnął rękę w moją stronę, delikatnie łapiąc mój nadgarstek by mnie podnieść. Nie szamotałam się, będąc dalej w szoku tego co się dziś wydarzyło. Chłopak wziął mnie na ręce, ostrożnie poprawiając moje włosy wpadające mi do oczu i buzi - Już po wszystkim, oddychaj głęboko. Musimy iść, policja pewnie niedługo przyjedzie. Trzymaj się mocno młoda.
Zarzuciłam mu moje rączki na szyję tak jak to robiłam siostrze i rodzicom, chowając swoją twarz w jego szyi. Nie chciałam, jednak uwierzyłam mu że wszystko już będzie dobrze.
Słowo od autorki: Z racji tego że jest to opowiadanie bardzo sentymentalne dla mnie, pozwolę sobie go ożywić, z nową fabułą, i małymi zmianami. Moja technika jest dalej zła, jednak nie przeszkadza mi to w realizacji mojego hobby. Dobrego dnia życzę!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania