"Diamentowa dama" - rozdział 7
7. " Kłótnia"
Wstałam i zaczęłam się dalej rozpakowywać, kiedy usłszałam pukanie do drzwi. Zdziwiona otworzyłam drzwi za nimi był Chris z kanapkami. Chłopak się uśmiechnął i spytał:
- Głodna?
- Jeszcze jak. - odpowiedziałam.
Nie wiem czy czytał mi w myślach czy pytał Kire gdzie jestem i co robię, ale to nie jest ważne bo on był dla mnie jak... anioł! Uśmichnełam się i energicznie otworzyłam mu szerzej drzwi, a on dał mi kanapki ze słodkim uśmiechem. Zamknełam drzwi i usiedliśmy przy biurku, który był tuż obok mojego łóżka.
Chłopak na mnie popatrzył.
- Powinnaś o siebie dbać, bo nie często spotyka się dziewczynę z taką urodą. Dobrze się wysypałaś?- puścił oczko.
- Wszystko jest dobrze mamusiu. Nie musisz się o mnie martwić. - zaśmiałam się.
- Za tą mamusię oberwiesz. - powiedział, potem przeżucił mnie przez ramię jak wór ziemniaków i zaczął się kręcić w kółko.
- Przestań! - Krzyknęłam i zaczełam się śmiać.
Wtedy przestał się kręcić położył mnie na łóżko i zaczął łaskotać. Na moje nieszczęście mam straszne łaskotki, zaczełam się tak mocno śmiać że nie tylko brzuch zaczął mnie boleć ale też poleciały mi łzy ze śmiechu.
- Dość Chris! - mówiłam przez śmiech.
- Co się mówi? - śmiał się.
- Przepraszam... mamusiu.- lekko się z nim droczyłam.
- Osz ty!
Po tych słowach przestał mnie łaskotać i znów wziął mnie na ręce. Niósł mnie w stronę drzwi, wziął klucze, otworzył drzwi i wszedł ze mną. Szliśmy przez korzytarz, spotkaliśmy parę osób, które się na nas patrzyły.
- Chris odłórz mnie! Ludzie się patrzą na nas.- powiedziałam lekko zawstydzona.
- Nie. - odpowiedział i lekko się zaśmiał.
- Dlaczego? I gdzie ty mnie niesiesz do cholery? - spytałam.
- Do stołówki. - uśmiechnął się wrednie. - Obiecałem Kirze, Willowi i innym że cię przyprowadzę, ale nie powiedzieli jak.
Wzdechnełam, no cóż mogłam teraz zrobić?
- Niech Ci będzie. - powiedziałam z niechęcią.
Chłopak niósł mnie tak przez cała drogę do stołówki, odłorzył na krzesło przy stoliku i patrzył z uśmiechem na swojej ładnej buzice jak się dąsam. Kira i reszta zaskoczeni moim wejściem smoka tylko patrzyli jak Chris się ze mnie śmieje, a ja mu pokazuje język i środkowy palec. W końcu Will się odezwał z wrednym uśmiechem od ucha do ucha.
- Świetne wejście pierwszego dnia, Aoi.
- Dzięki, Will. - popatrzyłam na niego z wymuszonym uśmiechem.
Kira popatrzyła na mnie szczęśliwa z faktu że "przyszłam".
- Aoife cieszę się że przyszłaś, w takim razie poznajcie się ta dziewczyna o azjatyckiej urodzie to Hanna Green jest " księżniczką ", a ten kujonek w okularach to mój nieśmiały młodszy brat Sebastian Bel, który jest "zielarzem".
Sebastian tak jak jego starsza siostra miał szare oczy, ale jego czarne włosy kręciły się w każdą stronę co było na swój sposób urocze. Nie był za umięśniony, ale za to był inteligentny, a kiedy się rumienił wyglądał jak szczeniaczek.
- Czyż mój braciszek nie jest słodki? - spytała Kira.
- K...ki...Kira. - zaczerwienił się, a ja nie wytrzymałam, wstałam i podeszłam.
Cała paczka mnie obserwowała, a ja nie zwracając na nikogo uwagi mocna go przytuliłam, a on nie wiedział co ma zrobić i poprostu dał mi się tulić.
- Masz rację Kira. - powiedziałam jak mała dziewczynka, a wszyscy zaczeli się śmiać ze mnie i mojej reakcji na niego.
Nie spodziewianie usłyszałam czyiś wołający mnie głos, zapadła cisza. Wtedy się obróciłam i osłupiałam bo osobą która mnie wołała to była osoba której nie chciałam dzisiaj spotkać... Leo. Podbiegł do mnie, złapał za ramiona i przytulił.
- Gdzieś ty była?! Wiesz ile cię szukałem? Twoja siostra się o ciebie martwi. Chodź pójdziemy do niej.- złapał mnie za rękę, ale nie pozwoliłam mu mnie do niej zaprowadzić.
Popatrzył na mnie zdziwiony, a ja patrząc w podłogę wycedziłam przez zęby:
- Nigdzie z tobą nie idę Leo i nie chcę cię więcej widzieć na oczy.
Chłopak zdziwiony zapytał:
- Aoi, dlaczego?... Nie udawaj no chodź, wiem że chcesz zobaczyć siostrę.
Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach i powtórzyłam:
- Odejdź i nie pokazuj mi się na oczy! - krzyknęłam, a ten zmienił się w ryk.
Teraz wszyscy nas obserwowali. Leo nagle znowu mnie przytulił, a ja próbowałam się mu wyrwać.
- Aoi nie martw się wszystko się ułoży. Bevin ci przebaczyła to co zrobiłaś. - spojrzał mi w oczy trzymając mnie za nadgarstki.
- Co ja zrobiłam?! - zaczełam się śmiać. - To chyba jakiś żart. - spojrzałam na niego dalej się śmiejąc, w końcu się uwolniłam załapałam go za kołnierzyk, spojrzałam w jego przerażone oczy i powiedziałam poważnym głosem, a oczy zmieniły mi się na złote. - Teraz to przesadziliście. Nie chcę ciebie i Bevin widzieć na oczy, jasne?!
Leo zdziwionym, a zarazem spokojnym głosem powiedział:
- Aoi, proszę cię zrób to dla mnie i się z nią spotkaj.
- Nie. - odpowiedziałam.
W jego oczach widziałam teraz ból.
- Aoi?
- Nie nazywaj mnie tak już nigdy więcej! A teraz odejdź! - puściłam go.
Chłopak się wyprostował, poprawił kołnierzyk, ukłonił się lekko i nic nie mówiąc odszedł spowrotem do swojego stolika. Ludzie z mojego stolika patrzyli na mnie przerażeni, jakby widzieli coś strasznego.
Widząc ich twarze próbowałam się na chwilę upokoić.
- Przepraszam was, ale muszę już iść. - powiwdziałam łamiącym się głosem i zaczełam iść w stronę wyjścia.
Kiedy wielkie drzwi się zamkneły, pobiegłam do tajnego wyjścia z akademika. Później wyszłam z jaskini, przebiegłam przez las i trafiłam na drewnianą chatkę. Skuliłam się gdzieś w kącie. Zaczełam się zastanawiać co zrobić, a łzą po cichu pozwoliłam płynąć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania