Dicere inaczecj

Sfruwają za horyzont, ponad linię gór,

z mgieł, gdzie troski schną jak niedopity żal;

czas rozsypany szumi — przyciszony chór,

co więcej przemilcza, niż odważy się dać.

 

Nie Danaidy — raczej sen bez swoich win,

co źródła nie pamięta, choć je niesie w krwi;

makowe płatki gaszą rozedrgany dzień,

jak miękka dłoń, co światło zamyka na trzy.

 

Czy miód na ustach — czy wymyślony smak,

co chce się spełnić, zanim nazwie go głos?

Dźwięk rośnie w ciszy — potem pęka jak znak,

i ginie, gdy dotknie go zbyt ludzki los.

 

A ty — arabesko — raz cień, raz ślepa biel,

czy jesteś ruchem, czy ruiny masz w tle?

Kto splata ten taniec — kto rozplata jego cel:

czas, czy pragnienie, co nie kończy się w mnie?

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania