DOM KTÓREGO (JUŻ) NIE ZNAM

Spojrzałam w jego oczy głęboko, zbyt głęboko.

Tam, gdzie światło nie miało już prawa istnieć,

ujrzałam magię czarną jak dno bezimiennej otchłani.

 

Nie wiedziałam, czy patrzę w twarz demona,

czy w ciszę człowieka, który przeżył zbyt wiele.

Czasem jedno nosi maskę drugiego.

 

Drzwi były zamknięte. Zatrzaśnięte.

Rdza spływała po nich jak zaschnięta krew czasu.

A jednak coś szeptało, by je uchylić,

by zajrzeć do środka,

choćby za cenę własnego spokoju.

 

Przyciągał mnie ten mrok.

Nie obiecywał ratunku.

Nie obiecywał szczęścia.

Tylko prawdę nagą i zimną jak kamień nagrobny.

 

Może odeszłam za wcześnie.

Może uciekłam, zanim noc zdążyła wypowiedzieć moje imię.

Może zostawiłam za sobą coś,

co teraz powraca w snach i bezsennych godzinach.

 

Dom został przebudowany.

Nie poznaję jego kształtu.

Ściany oddychają obcym powietrzem,

a korytarze prowadzą donikąd.

 

Ból rośnie we mnie jak czarny bluszcz,

oplatając serce ciasno i cierpliwie.

Niepewność siada przy stole jak wierny gość,

którego nikt nie zapraszał.

 

A jednak stoję pod tymi drzwiami,

wpatrzona w szczelinę ciemności,

jakby właśnie tam, po drugiej stronie,

ukryta była odpowiedź.

 

Albo zguba.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania