Dla mojej żony.

Próżnością syty,

Ubogi kupiec,

Stąpa po ziemi niczyjej.

Na czym podpiera swój świat,

Czy na nędznych rumieńcach?

Gdy rży do rozpuku.

Świat lśni,

Na swym godle ma jedynie puste łzy,

Z szeroko zamkniętymi oczami,

Piszę zachłannie od nowa całe zdanie po zdaniu...

Tak wiem że nadeszła pora by zachłysnąć się tobą nawzajem,

Ah jak radośnie oddychasz.

Wyraz po wyrazie,

W tym otwartym pokoju czuję się stłamszony jak świnia.

Ah !!! czemu nie ma tu zamków.

Czy w świecie jest coś na czym mi zależy?

Coś poza mną w tym pustym pokoju w tłumie? Tłum ten mnie szybko linczuje,

Po czym ślozy me spija,

Które krwią pachną bo właśnie umieram.

Ból jest większy niż nicość niż pustka martwych snów jebanych pingwinów...

Dotknij mnie skarbie proszę aż krzyknę z radością ponurą, gdy w łzy zaglądają żonkile wtedy ciekną mając siłe. ..

Czy bredzę do chuja? Mając jebaną wenę?

Weź szturchnij mnie bo czuję że to nierealne. Jak światło namacalne pętle życia na wyraźnej skórze, skuś proszę tą turę. Nim zapadniemy w niepamięć. Skucha straszna mą trwogą się staje.

Na ślubie mym z wiedźmą na drug rozstaju .

Ah !! Coś napada mnie w gniewie i ściska z siłą nieludzką. Dotknij mnie a w pył się zamienię na oczach twych zgubionych przegraną. Gdy wygrywasz z słodką zniewagą. Pluszowy miś je mnie, ah jak pysznie smakuje!!! jak pizza albo jak twoja miłość. Żygam tym gównem śmiejąc się złowrogo okrutnie. Zaśnij nim cię zawołam. Po stokroć jestem ci winien. Czuję że zaraz zemdleje. Ten świat jest snem chyba ale co dzień w nim wstaje, lecz nie wiem czy ja w nim istnieje. Bo smutno mi gdy nagle się budzę... w snach jest łatwiej niż tutaj zachłysnąć się własnym bólem z jęku męki przyszłej. Po raz trzeci do mnie przyszłaś ja stałem milcząc bo bardzo cię kocham. Moja niedoszła żono okryj mnie kocem z swych rozstań na różanych polach. Tak jestem głodny trochę. Lecz nie wiem co zjeść. Bo myśl zła w czyn się zamienia . Rozstrojona gitara gra piękną pieśń szumiąc w lesie. Żono moja daj mi rozkosz. Na tym ubogim padole. Bogactwem swym w luksusach się pławie, wiem biedny nie jestem. Chociaż nie raz na chleb mi brakuje. Na co dzień marzę o koszmarach by tonąć w nich na słów skazach. Marznę w ten upał na łacę twojej nieświadomości. Boże!!! Czy znów coś poplątałem???

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania