Długodystansowa stażystka

Wyjątkowo tego roku bardzo wiele osób czekało na lato. Tylko trochę mniej na koniec długo tłamszonego sezonu na wesela i inne gromadne uroczystości familijne, które z zasady sprzyjają odwiedzaniu rodziny. Swoją cegiełkę dołożyła też chęć wyrwania z domu, po obostrzeniach pandemicznych, a ci blisko władzy dostali okazję pochwalenia się swoimi wpływami i sporym dorobkiem finansowym w krótkim czasie.

Goście weselni w końcu mogli spotkać dawno niewidzianych krewnych i jeżeli chcieli, to mieli sposobność pogadać przy suto zastawionym stole. Czasami w bliskim gronie można poplotkowania na tematy, jakich zasadniczo nie powinno się umieszczać na profilach społecznościowych.

Gdzieś koło dwudziestej trzeciej, Heniu spotkał się z unikającą go, dawno niewidzianą dalszą kuzynką, która od samego początku uroczystości, nie tryskała ogólną radością jak pozostali weselnicy. Wisielczy jej humor mógł być wynikiem chwilowym, lub stałym spowodowanym stanem cywilnym, albo nienaturalną niechęcią do alkoholu. Trzydziestojednoletnia kobieta, nawet po studiach w ocenie rodaków powinna mieć ustatkowaną pozycję rodzinną i materialną przy mężu. Patrycja, jak się okazało po krótkiej rozmowie, nie osiągnęła ani jednego, ani drugiego. Gdzieś pomimo upływu lat została zawieszona w próżni społecznej, środowiskowej i do tej pory jej zalety, a może i wady nie zostały dostrzeżone przez mężczyznę. W swojej opinii Henryk mógł się pomylić, ponieważ mogła nie trafiać na prawdziwego patriotę, tylko na zagranicznych ciuli, albo „dobrowolnie” nie chciała się podporządkować odwiecznej roli żony i matki. Wtedy należałoby zrzucić winę na emancypację i skutki, jakie ten wywrotowy ruch w naszym praworządnym kraju niesie. Nawet ksiądz proboszcz podczas udzielania ślubu, nawoływał do masowej prokreacji w związkach celebrowanych i rodzenia hurtowo dzieci. Widocznie nadeszły w jego ocenie takie czasy, że liczy się najbardziej ilość, a nie jak u innych jakość, ponieważ u nas jest zasada „jakość to będzie”.

Nadmiar spekulacji, dokonał w rozumku Henia prawdziwego spustoszenia i chcąc pobudzić mózg do intensywniejszego działania, walnął solidnego kielicha. Gorzałka, była mocna i pochodziła z pierwszego tłoczenia, a nie z browarnej jakieś berbeluchy, firmowanej przez wyszynk akredytowany w Urzędzie Skarbowym, który patronuje licznym zakładom spirytusowym.

Kiedy trunek spłynął do jelit, ogrzał znajdujące się w nim jadło i wcześniejsze wlane płyny. Automatycznie zadziałała zamontowana biologiczna autostrada i opary dotarły do głowy, a tam wyzwoliły myśli godne prawdziwego geniuszu.

- Może byś się ze mną jednak napiła, tak dla poprawy humoru i pozbycia się doczesnych trosk? – zapytał troszkę bełkotliwie kuzynek Henryczek.

Kiedy nie wyraziła chęci na zaakceptowanie jego propozycji, przekierunkował tok swoich szarych myśli i niczym antyczny Prometeusz, posłużył się złotymi albo platynowymi zgłoskami.

- Patrycja, powiedz mi, tak z ręką na sercu, co ciebie trapi i ściąga ci sen z powiek?

Niewiele starszy kuzynek, przeistoczył się w psychoanalityka, albo udawał jego profesję, ponieważ wytrzeszczył swoje kaprawe oczka i wykonał niewiarygodną mimikę. Jego wzrok, twarz zaczęła przypominać pyszczek ulubionego małego kotka. Żaden trzeźwy człowiek, a zwłaszcza kobieta, nie była w stanie oprzeć się urokowi chwili, więc zaczęła opowiadać o swoim życiu oraz pracy zawodowej. Tylko pozornie, na samym początku historia wydawała się nudna i pozbawiona dramaturgii czy sensu. Powoli całość łączyła się w logiczną wizję idiotyzmów i urzędniczych zaniechań. Kiedy skończyła, Henryk już prawie trzeźwy nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą słyszał i przystąpił do zadawania pytań, którym Patrycja tylko przytakiwała.

- Miałaś staże w sześciu różnych urzędach samorządowych i administracji państwowej w wydziałach ochrony środowiska, za nędzne grosze i żaden ciebie po stażu nie zatrudnił – powiedział i dodał w przypływie solidarności rodzinnej – chociaż wykonywałaś sumiennie ważną i odpowiedzialną pracę. Jako jedyna robiłaś swoje, postępowałaś zgodnie z przepisami, a mimo to nikt tobie nie pomógł, tylko jeszcze szkodził – na koniec swoją wypowiedz, podsumował – powiem szczerze, że do tej pory zawsze myślałem o nich jako nierobach, jacy tylko bumelują w pracy i jak się okazuje, miałem rację, chociaż nie do końca.

Henryk, najbardziej zaskoczony był informacją, że istnieje obowiązek opróżniania przydomowych szamb co czternaście dni. On nigdy tego nie robił, podobnie jak jego sąsiedzi i wszyscy, których znał. Jeżeli by tak było, żaden z nich nie miałby szansy wylać jego zawartości do rowu, potoku, rzeki czy jeziora albo wywieźć gdzieś w pola. Najnowszymi wieściami z gminy był zaniepokojony, ponieważ wójt chce założyć kanalizację i w ten sposób zdaniem oponentów, podreperować swój budżet i zapewnić większe wpływy do kasy gminnej. Dlatego przed rozpoczęciem robót, zawczasu zmusza wszystkich do wypełnienia wniosku o podłączenie się do nowej kanalizacji, opornych straszy sądem, a gdzie indziej odmawiali i im włos z głowy nie spadł. Heniu tę korzystną dla siebie informację bardzo chciał wykorzystać i już planował, że zaraz po niedzieli, pójdzie do swojego posła. On jako jedyny pilnował spraw prawdziwych Polaków i nie pozwoli ich skrzywdzić, a zwłaszcza wielodzietne rodziny, które jak wielokrotnie powtarza rząd, są przyszłością tego narodu.

Inną ważną dla Patrycji sprawą, w ogóle się nie przejmował. Wiadomo przecież, że stara panna wydziwia i chciałaby zmuszać ludzi do sprzątania po swoich psach. Widocznie babski upór w tej sprawie jej zaszkodził i zrobili słusznie, że ją z posad wywalali. Powinna wcześniej siąść na dupie i zastanowić się, gdzie te zwierzaki mają się załatwiać. Kiedyś jak jakiś burek był uwiązany na łańcuchu u budy i nie biegał, było źle. Teraz chodzi sobie gdzie chce, albo się go wyprowadza i chcą, by po nim się sprzątało. Jeszcze trochę to każą siki zbierać i nie pozwolą oszczać psu murku albo słupa. Nawet nie pomyśli taka jedna z drugą, ile utrzymanie psa miesięcznie kosztuje.

Heniu, poświęcając czas na rozmowę z kuzynką, nie uznał jego za całkowicie stracony, ponieważ jako kulturalny mężczyzna, powinien czasami na chwilę odstawić kieliszek, by wysłuchać fanaberii nieszczęśliwej kobiety. Gdyby miała swojego chłopa, ten z pewnością ustawiłby ją na właściwe tory myślowe, jakie promuje ministerstwo oświaty. Pocieszające jest, że następne pokolenie Polek, będzie wiedziało, co to są cnoty niewieście i prawdziwy Polak będzie godnie żył, jak zapewnia rząd, w sprawiedliwym kraju. Niestety, zanim do tego dojdzie, on swoje smutki i żale będzie zmuszony systematycznie topić w narodowych promilach.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Nadleśniczy Nuncescu 3 miesiące temu
    refluksowisię spodobało.
  • Maurycy Lesniewski 3 miesiące temu
    Całkiem ciekawe.
  • Marian 3 miesiące temu
    "Czasami w bliskim gronie można poplotkowania na tematy" -> Tu coś nie gra. Chyba powinno być: "Czasami w bliskim gronie można poplotkować na tematy,"
    W sumie rzecz mi się podobała. Sam znam takiego faceta, który dochodz już czterdziestki i ciągle jest na stażu.
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Stare panny zawsze są tematem do drwin, ani emancypacja ani wszelaki postęp tego nie zmienia. Musi to tkwić w podświadomości, "wieczna stażystka" pewnie nigdy nie potrafiła w towarzystwie wron krakać tak jak one. Tradycją w naszym społeczeństwie jest, że dobrą pracę zdobywa się po znajomości i wykazuje uległość w stosunku do szefa i pracodawcy.
    Tekst ciekawy ale i smutny, gdyż grono rodzinne potrafi być zgryźliwe i nie toleruje odmienności. Nie spotkasz tam ani odrobiny empatii.
    Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania