Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dmuchnąłeś w żagle wiatrem śmierci

Dmuchnąłeś w żagle wiatrem śmierci

Nie wszystkie okręty poszły na dno

Czując swąd twojego nadejścia

Trzy okręty złożyły żagle

Aby przeczekać w ciszy wiatr

 

— To nie amatorzy, którzy siadają przy okrągłym stole i trzymają ręce nad talerzykiem z wypisanym alfabetem. Zanim zajęli się praktyką, pracowali nad teorią siedem lat. Profesjonaliści w każdym calu, od wychowania, poprzez edukację aż do wykonywanych zawodów. Duszę przykleili do ciała, a duchowi dali wolność; w takiej wizji świata duchy wygrywają albo przegrywają duszę. Ducha nie da się wywołać…

— …można jedynie przyłączyć się do gry – wpadła mi w słowo.

— Zgadza się – potwierdziłem i zamilkłem.

Zapaliła papierosa.

— Mów dalej.

— Pominę mocno rozbudowane szczegóły teorii. Pomieszczenie musiało być czyste, zarówno higienicznie, jak i rytualnie.

— To znaczy?

— Żadnych obrazów, posążków, wyobrażeń istot żywych. Wymóg higieny dotyczył również uczestników. Przed seansem każde z nas musiało wziąć prysznic i dopiero mogło przejść do Miejsca Miejsc, czyli do pokoju, w którym odbywał się rytuał.

— Nago?

— Tak, nago. Przed rytuałem studiowaliśmy razem lub osobno życiorys zmarłego. Studia trwały zawsze dokładnie dziesięć dni. Po rytualnej kąpieli każdy z uczestników wskazywał na medium; stawał się nim samiec, który pierwszy miał erekcję.

— Ale chyba nie zawsze mogliście jednoznacznie określić pierwszeństwo? – Zgasiła spokojnie papierosa.

— To prawda. Wtedy rytuał się kończył. Wskazanie nie mogło nosić znamion domysłu.

— Gdy zginął Ognik – przełknęła ślinę lub połknęła łzy – czy to ty byłeś medium?

— Nie – odparłem za szybko, ale stwierdziłem, że chyba kłamstwo prześlizgnęło się gładko między nami i nie naruszyło nici zaufania. — Poza tym pani syn nie zginął, ale zmarł.

Kiwnęła głową w zamyśleniu.

— Wierzę ci. W liście, który wysłałeś do mnie dwa lata temu opisałeś ogólnie, co się według ciebie stało i przeprosiłeś, ale tylko za siebie. Czy pozostali uczestnicy wiedzą o tym liście?

— Nie.

Powtórnie kiwnęła głową w zamyśleniu.

— W porządku. Macie zatem wiedzę na temat zmarłego, o którego duszę staniecie do gry, jesteście wykąpani, siedzicie nago w czystym rytualnie i higienicznie pomieszczeniu, medium ze sterczącym członkiem zostało już wyznaczone. Co dzieje się później?

— Działo proszę pani. To przeszłość i nawet myślą nie chcę zamieniać jej w czas teraźniejszy.

— Bo czujesz się jak jeden z morderców?

Pragnąłem uciec.

— W porządku. Przepraszam, ale to był mój syn. Co działo się później?

— Milczeliśmy przez czas oczyszczenia, a gdy się skończył, medium wskazywało samicę, którą chciało posiąść. Ta rozchylała szeroko nogi, a medium sprawdzało językiem wilgotność.

— A jeżeli wybrana kobieta, przepraszam, samica, nie była wilgotna? – zapaliła drugiego z kolei papierosa.

Milczałem, mając nadzieję, że jakimś cudem uniknę odpowiedzi.

— Powiedz. Chcę być tam razem z tobą, chcę zrozumieć, dlaczego zginął Ognik. Mam prawo wiedzieć.

— Musiała klęknąć z opuszczonymi wzdłuż tułowia rękami. Każdy z uczestników podchodził i wymierzał dwa siarczyste policzki. W prawy i w lewy. Ten niewielki sadomasochistyczny akt pozwalał nam zachować równowagę. Nieposłuszna kobieta…

— …samica – rzuciła.

— Nieposłuszna samica niwelowała w ten sposób poczucie winy, a pozostali żal, wściekłość, smutek, który ogarniał ich dusze z powodu nieudanego seansu. To samo czekało mężczyznę…

— …samca.

— To samo czekało samca-medium, którego erekcja nie wytrzymała do czasu finału. Jeżeli jednak wszystko poszło zgodnie z planem, wybrana samica zaczynała rytuał formułą: ”Wspomnijmy duszę i ciało…” i tu wymieniała imię zmarłego. „Niech nigdy już nie zjednoczy się z ciałem. Niech stanie się stawką gry duchów waszych i naszych”. Po tych słowach medium zaczynało opowieść o wydarzeniach z życia zmarłego, którą podejmowali kolejni uczestnicy, a gdy krąg się zamknął i opowieść wracała do medium, ten w Miejscu Miejsc posiadał samicę, podczas gdy pozostali kontynuowali opowieść.

— Co się działo? Poruszały się przedmioty? Strzelały pioruny? Wiał wiatr?

— Nic się nie działo.

— Po co więc to wszystko?

— Narkotyk. Przez kilka tygodni mieliśmy niezwykłą wydolność. Psychiczną, intelektualną, fizyczną. Mogliśmy pracować, uczyć się bez przerwy całymi godzinami. W negocjacjach, kłótniach i dyskusjach nie znajdowaliśmy sobie równych. Posiadaliśmy przeolbrzymią siłę perswazji.

Pokiwała głową i powiedziała ironicznie:

— Nic nowego. Tylko siła, władza, dominacja.

— Tak.

— Czy to, co zrobiłeś z Ognikiem to był eksperyment czy precyzyjnie obliczona droga do celu?

— Nie rozumiem – czułem jak dreszcz wstydu i strachu przeszywa mnie jak pal, na który w tej chwili zaczęto nadziewać moją duszę.

— Rozumiesz i boisz się. Trudno znaleźć jakiekolwiek informacje o tobie, bo tacy jak ty mają po kilka, kilkanaście, czasem kilkadziesiąt imion i nazwisk i sami już nie wiecie, które jest prawdziwe. Nie wiem, czy chowacie się przed ludźmi, czy przed sobą, ale ja się postarałam. Posłuchaj.

Wyciągnęła z szuflady kartkę i zaczęła czytać:

„Nikt nie jest winien Zagłady. To dziejowa konieczność wynikająca z wędrówki ludzkiego intelektu. Filozofia obszaru niemieckojęzycznego to precyzyjny racjonalizm, który sięgnął granic swoich możliwości. Kant, Hegel, Wittgenstein i jeszcze inni aż wreszcie Einstein. Paradoksalnie ci wielcy intelektualiści sprowadzili dramat Holocaustu. Postawili ludzki umysł na granicy wytrzymałości, gdzie jedyną możliwością było przywołanie Boga, aby potwierdził, że dalej coś jest. Dlatego zaczęto mordować naród, który On wybrał, aby sprowokować Jego reakcję. Obojętnie czy dobrą, czy złą”.

Milczałem.

— Ten, kto przetłumaczył ten tekst powiedział, że jest pisany bardzo ładną akademicką hebrajszczyzną. Chowacie się nie tylko pod różnymi imionami, nazwiskami ale i językami.

— Jakie to ma znaczenie dla całej sprawy? – zapytałem cicho.

Roześmiała się serdecznie.

— Wybaczyłeś nazistom eksperyment, bo jesteś taki sam. Wybaczyłeś, chociaż to oni wyciągnęli twojego dziadka z domu, ściągnęli mu portki i za brak napletka strzelili w łeb. Wybaczyłeś, chociaż to oni przywieźli twoją ciotkę, której nigdy nie poznałeś na Majdanek i gdy wstydziła się rozebrać (była jeszcze młodziutką dziewczynką), wkładali ją do pieca żywcem, w ubraniu, powoli, zaczynając od stóp. To, co zrobiłeś z Ognikiem, to był eksperyment, prawda? Brutalny, bezwzględny eksperyment, który miał potwierdzić jakąś twoją popieprzoną pseudonaukową teorię. Prawda?

— Prawda – poddałem się.

Odetchnęła głęboko.

— Potwierdziła się przynajmniej?

— Tak.

— Czy gdy to zrobiliście zawiał chociaż wiatr, uderzył piorun, rozszalała burza?

— Nie.

— A co?

— Uzyskałem siłę, jakiej nigdy nie miałem. Patrzyłem ludziom śmiało w oczy, niezależnie od tego, kim i jacy byli. Jakiś czas po feralnym seansie szedłem ulicą i popatrzyłem arogancko w oczy kwadratowego osiłka. Popatrzyłem w oczy większego, silniejszego ode mnie bandyty. Szedł z kumplem, minęli mnie, ale za chwilę usłyszałem: „Kurwa muszę mu jebnąć. Czekaj”.

Stanął przede mną i, tak jak zapowiedział, jebnął mi, w centrum miasta, ale ludzie udawali, że nie widzą. W nosie zachrobotało, poleciała krew. Nie straciłem przytomności, nie upadłem. Dostałem drugi raz. Poczułem, jak puchnie mi oko. Stałem twardo i patrzyłem w niego. Tak, nie na niego, ale w niego. Zobaczyłem strach. Gdy się ocknąłem, siedziałem na nim i trzymałem w ręku wyłupione oczy. Kilkadziesiąt godzin później zmarł. Jego kumpla dogoniłem bez problemu.

— Policja?

— Tak.

— Ale śledztwo szybko umorzyli, bo działałeś w obronie własnej, a policjantka, która prowadziła sprawę, stała się niebawem jedną z was.

— Tak.

— Zabiłeś swojego jedynego przyjaciela. Przecież to ty nazwałeś go Ognikiem, bo kochałeś w nim serdeczność, życzliwość, żywiołowość. Mówiłeś, że tam gdzie pójdzie rozpala ludzi humorem, bezinteresownością, łagodnością. Musiałeś to zrobić i komuś dobremu i komuś kogo kochasz. Cierpiałeś, ale była to ofiara, którą złożyć musiałeś, aby zrealizować swój sen o potędze. A pragnienie spełnienia tego chorego snu wynikało z faktu, że podczas poprzedniego seansu to ciebie policzkowali, bo ci zwiądł zanim doszło do finału, prawda?

— Prawda.

— Ty mały zakompleksiony kurduplu. Opowiadaj.

— Zabije mnie pani?

— Opowiadaj!

— Rozwiązania najprostsze okazują się często genialne. Jedenaście dni przed seansem rozdałem uczestnikom historie Ognika. Opis fragmentów jego życia. Skłamałem, że zginął dwa tygodnie wcześniej…

— …ale on żył i cieszył się życiem – przerwała zamyślona.

Zamilkłem.

— Mów – usłyszałem po chwili.

— Zdziwili się, że będą grać o duszę człowieka, którego imienia nie znają, jedynie pseudonim, ale wyjaśniłem mętnie, że ksywka tak przylgnęła do chłopaka, że już nikt nie pamięta jego imienia. Dodałem, że dla nas to świetny eksperyment; sprawdzimy, czy posłużenie się ksywką zadziała. Nikt z uczestników nie znał Ognika. Zgodzili się bez większego przekonania. I tak po raz pierwszy i ostatni zagraliśmy o duszę żyjącego człowieka.

Milczała, patrząc gdzieś za okno.

— Proszę pani. Naprawdę myślę, że to był przypadek. Przecież Ognik zmarł dwa dni po seansie.

Śmiała się. Długo. Gdy się uspokoiła, zapytała:

— Czy ma znaczenie, kto pierwszy podczas rytuału wchodzi pod prysznic?

— Nie ma.

— Idź, wykąp się, potem ja.

Gdy obydwoje już byliśmy czyści, sprawdziłem językiem wilgotność między jej udami.

— Cieszę się, że razem przywołamy Ognika – szepnąłem.

— Pieprzyć Ognika – usłyszałem. – Był zbyt słaby, aby ci się oprzeć. Chcę być najsilniejszą samicą u boku potężnego samca. Chcę zabić. Usunąć raka, który trawi życie. Zacznijmy rytualne milczenie.

Po upływie mniej więcej piętnastu minut usłyszałem, jak wypowiada rytualną formułkę:

„Wspomnijmy duszę i ciało Jezusa Chrystusa. Niech nigdy już nie zjednoczy się z ciałem. Niech stanie się stawką gry duchów waszych i naszych”.

Był wcześniakiem, ponieważ bardzo pragnął wyjść na świat. Sześć miesięcy później urodził się nasz ukochany syn Antychryst, który stał się Bijącym Sercem naszej Świętej Rodziny. Z całego Bijącego Serca My, Ojciec, Matka i Syn Święty dziękujemy ci za udział w rytuale. Ofiarę przyjęliśmy. Nie zapomnimy o tobie nigdy. Przyjdziemy po ciebie. Oczekuj nas w każdej chwili.

Średnia ocena: 3.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • pasja 2 miesiące temu
    Skomplikowane i bardzo zawoalowane eksperymenty na żywych istotach. To właśnie te momenty dodawały (dodają) siły oprawcom: „zakompleksiony kurdupel”: Czymś trzeba zaimponować i złapać ten wiatr w żagle. Sam rytuał przygotowujący do przejęcia steru trwa długo i bardzo dokładnie jest rozpracowywany logistycznie. Dziwi fakt, że zdobywa się aprobatę rzeszy.
    „Narkotyk” - ten czas nie trwa wiecznie, kiedyś się kończy. Dlatego ważny jest moment. Czy nasze życie nie jest złożone gdzieś na stole i czy nie rozgrywa się gra o naszą duszę? Możemy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i zostaniemy zabici jak „Ognik” - Ktoś zdmuchnie i przerwie życie.
    Tocząca się rozmowa pomiędzy samcem i samicą jest bardzo skomplikowana. Bo to ona jest przewodnikiem tego rytuału i to ona ma pewne zamiary; wydawałoby się, że chce zemsty za śmierć syna.
    "Chcę być najsilniejszą samicą u boku potężnego samca. Chcę zabić. Usunąć raka, który trawi życie. Zacznijmy rytualne milczenie… zaskakujące zakończenie.
    Połączenie się kobiety z najsilniejszym samcem zaczyna nowe życie. Rodzi się ponownie wcześniak i historia zatacza koło.
    Czy tak szybko powinno się wybaczać wszystko i czy czekanie na zbawienie poprzez śmierć zmyje z nas grzechy? Życie jest eksperymentem zaplanowanym na początku naszego istnienia.

    Dość smętów pewnie źle uchwyconych.
    Pozdrawiam i cieszę się, że wpadłeś na Opowi.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Tu Pasja nie nic źle uchwyconego. Jak zawsze refleksyjnie, poważnie. A ja też się cieszę, że wpadłem na opowi. Dzięki Ci serdeczne i pozdrawiam.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Witam:)

    Wstęp bardzo w moje gusta!
    (Te drugie „okręty” chyba zbędne... Ja bym się kapnął z kontekstu:) Ale tak tylko sygnalizuję)

    Po przeczytaniu tekstu jestem nieco skołowany, a bardziej, czuję się wpuszczony w kanał.
    To co na początku brałem za oczywistą rozmowę dwojga ludzi, po doczytaniu do końca i puencie, już nie było takie oczywiste.
    Trochę mi to wychodzi na „negatyw”, ciemne odbicie w lustrze, Trójcy Świętej...
    Ciekawy, z możliwością multiinterpretacji tekst!

    Ps Czytałem tylko dwa razy, ciekawe do jakich wniosków bym doszedł, gdybym przeczytał jeszcze ze trzy razy?

    Pozdrawiam!
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Murycy, ale bez tych drugich rytm by padł:)
    Ciekawe, ciekawe spostrzeżenia. Gdybyś przeczytał jeszcze ze trzy razy, pewnie doszedłbyś do wniosku, że teraz już mamy:
    Stary Testament
    Nowy Testament
    Najnowszy Testament
    A Ty masz kumpla mesjasza:)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Jako miłośnik szczegółów, zawsze przy okazji podobnej problematyki zastanawia mnie najbardziej, kto wymyśla scenariusz rytuału. No, bo ktoś to musiał jakoś opracować, sprawdzić, że działa, że to w takiej kolejności ma być a nie w innej, że trzeba użyć takiego rekwizytu a nie innego. Cofając się zatem do samego początku co by było? Czy jakiś Mistrz, byt namacalny lub nienamacalny, zwołał grupkę ludzi i rzekł: Ej posłuchajcie! Słyszycie mnie? Chciecie wiedzieć, jak przywołać ducha? To musicie…
    Ten początek… Jak to się zaczęło?
    A ogólnie to bardzo dobre opko. Zaglądanie w pustkę może się skończyć i tym, ze pustka zajrzy w ciebie.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wydaje mi się, że nie jest ważne kto wymyśla, ale jaki jest ten, kto wymyśla. A tutaj ten ktoś jest cierpliwy, profesjonalny, wykształcony. Na świecie pozostawiamy po sobie nie ktosiość, ale jakość. Ale skoro nasunęło Ci się takie pytanie, to może napisałbyś prequel? Coś jak "Batman - początek", tylko że "Dmuchnąłeś w żagle wiatrem śmierci - początek". Jak dla mnie byłoby super, bo ja to na pewno nie dam rady, ponieważ we mnie temat ju się zamknął. Gdybyś chciał jednak Bajkpisarzu, to masz jak najbardziej moje błogosławieństwo. Przepięknie zakończyłeś komentarz i w ogóle bardzo dziękuję za podzielenie się refleksjami i pozytywny odbiór.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Nachszon - kiedyś już nawet próbowałem taki rytuał wpleść do jednej z bajek. Oczywiście wyszła parodia, ale udzieliłem sam sobie odpowiedzi, kto wymyśla procedury. Może kiedyś tę bajkę wrzucę tutaj, jak ją dokończę, a Twoje opowiadanie może mi pomóc.
    Tylko mój tekst jest w formie żartu, a serio ciekaw jestem, jak powstają te rytuały. Od czegoś przecież trzeba zacząć przygotowanie takiego procesu. Jak zaczął ten pierwszy? Metoda chybił-trafił? Prób i błędów? Miał wskazówkę? Może jakiś duch wywołał się sam i nauczył kogoś...
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    O Nachszon jest! Super! Gdzieżeś się podziewał? Nowa Zelandia? :)
    Swąd twojego nadejścia... brrr bynajmniej nie z Tobą związany, raczej (na pewno) założycielem nowej antyreligii. Rosemary baby dorosło?
    Wiersz super. Mimo że nie heksametrem, przypomniał Homera. Początek eposu jak nic.

    Jak sięgam pamięcią, to chyba pierwsze opowiadanie, gdzie się nie pogubiłam. No w końcu bohater tłumaczy mocnej kobiecie krok po kroku.
    Hm, taki ciut, ciut nowy Markiz de Sade. Wyuzdanie i poniżanie. A w tle uniwersum ludzkie.
    Bawiłeś się setnie, pisząc. Przynajmniej tak wnoszę z przesłania końcowego:)

    No to nie znikaj. Zawsze lubię czytać Cię.
    :)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    O Elohim! A jednak udało mi się wywołać ducha! Wczoraj wspomniałem Ciebie Wrotyczu Moje Drogie na t3 przy pewnym opku Canulasa i stwierdził, że "trochę tu brakuje Wrotycz". Działałem tam w przebraniu (mniej więcej tak maskującym jak maska Zorro, więc pewnie mnie rozpoznał) i pomyślałem: "dobra, jakiś tam związek dusz między Wrotycz a mną chyba był, więc może się uda, jeżeli nadal jest. Wrzucę coś, pokomentuję i poczekam". I proszę. Tęskni Can za Tobą (ja też), a dialog jest pod opkiem On.
    Podziewam się już od dłuższego czasu w ukochanej Warszawie i pracuję ciężko, a ostatnio zafundowaliśmy sobie dyszkę dni w SPA w Nałęczowie:) To fizycznie. A wirtualnie byłem na t3, ale mnie tam jeden ludek opierniczył, że cham jestem i lepiej żeby mnie tam nie było. Ponieważ w dużej części miał rację, a w drugiej dużej części tej racji nie miał, więc podzieliłem się na pół. Nie było tam Nachszona tylko ja jakiś inny. I chociaż były tam moje teksty, nie było już serca. Trochę szkoda, bo Nuncjusz zajebistą robotę zrobił. Ale cóż. Nie wszystko jest dla wszystkich. Ale się ucieszyłem, aż mi się morda śmieje.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    To tak? To my już umarli i ino dusze za sobą tęsknią?:)
    Dzięki za wspominki, miło mi, bardzo.
    Czyli zrobiłeś tam zadymę, ech. Kiedyś mi się od ciebie też oberwało (za płeć:), ale szybko naprostowało.
    Dobrze, że z małżonką w Nałęczowie, bo w Ciechocinku wirus kuracjusz uziemił w pokojach na kwarantannie. Okropność.
    Bardzo się cieszę, że znowu w realnym kontakcie. My.
    Spadam do reala, mus.
    Uściski:)
  • Karawan 2 miesiące temu
    Wrotycz Nachszon i Wrotycz macie oboje Prze Rą Ba Ne!! Dorobiliście się grona wiernych zarówno na opowi, jak i na t3 i co?? Nieładnie! Ale rad jestem okrutnie, że żyjecie i zaglądacie!!
    Co do tekstu, to akurat wylatam na trasę, ale gdy wrócę przeczytam z należytą uwagą :)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Karawan Ajajaj i co teraz będzie? Lańsko pewnie? :(
  • Karawan 2 miesiące temu
    każdy z nas musiał wziąć prysznic - z dalszego ciągu wynika, że nie byli to sami mężczyźni, więc; "każde z nas musiało" :)
    Proszę panią. - przyjmuję, że to świadome zniekształcenie, kolokwializm, który przylgnął do bohatera, ale i tak zazgrzypiało :)
    Tyle odnośnie moich dysonansów czytaniowych :)
    Piękny pomysł. Wg mnie za lekko potraktowany, bo erotyka nie oddaje istoty. Nie pomroczyłeś widza, nie zdreszczyłeś czytelnika i ledwo dałeś poczuć swąd piekieł. Nie mniej chciałbym tak umieć i za to dziękuję :)
    Pozdrawiam :)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Karawan, o fuck, faktycznie, już naprawiłem babole, serdeczne dzięki. Z drugiej strony, myślę, że w szybkiej potocznej relacji brzmiałoby to tak, jak było, ale jesteśmy na poletku prawie literackim, więc ok.
    Tu nie mogłeś Karawanie poczuć swądu piekieł, bo tu nie ma piekieł. Jest co innego. Pomroczenie widza, zadreszczenie czytelnika przyjdzie po rytuale. Przyjdzie później. Już idzie. Ale się nie spieszy, bo wie, że i tak zdąży.
    Bardzo Ci Karawan dziękuję za przywitanie, obecność, wyłapanie baboli, komentarz i wspólną zabawę. Teraz już muszę iść. Wiesz dokąd. Szykuj wódkę. Wypijemy o dwunastej w nocy na cmentarzu gdzie leżą gnaty Jasia i Małgosi pożartych przez Babę Jagę. Przyniosę zagrychę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania