Do Niej

Ty przyszłaś – jak światło przez palce snu,

cicha, jak westchnienie wśród śpiących drzew,

a ja – z sercem z wosku, z duszą bez tchu,

wsłuchany w Twój szept, jak w niebiański zew.

Twoje spojrzenie – jak poranna mgła,

co głaszcze rany nieznanych pól,

w nim – drży przyszłości złota gra

i cień, co pada z milczących kul.

Miłość – nie w słowach, lecz w krwi mej cień,

w dłoni, co tuli, lecz drży od burz,

Ty jesteś dniem, co zapowiada sen,

i snem, co płonie wśród wiecznych róż.

Gdy idziesz – milkną zegary w nas,

czas staje w miejscu, jak martwy ptak,

a ja – jak z ognia utkany głaz,

trwam między Tobą a końcem tak.

Więc zostań – jak ślad na lustrze dusz,

jak gwiazda wbita w niebieski płaszcz,

bo Tyś mi światłem pośród złych burz,

Tyś – moja wolność, mój krzyż i straż.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania