Do Niej
Ty przyszłaś – jak światło przez palce snu,
cicha, jak westchnienie wśród śpiących drzew,
a ja – z sercem z wosku, z duszą bez tchu,
wsłuchany w Twój szept, jak w niebiański zew.
Twoje spojrzenie – jak poranna mgła,
co głaszcze rany nieznanych pól,
w nim – drży przyszłości złota gra
i cień, co pada z milczących kul.
Miłość – nie w słowach, lecz w krwi mej cień,
w dłoni, co tuli, lecz drży od burz,
Ty jesteś dniem, co zapowiada sen,
i snem, co płonie wśród wiecznych róż.
Gdy idziesz – milkną zegary w nas,
czas staje w miejscu, jak martwy ptak,
a ja – jak z ognia utkany głaz,
trwam między Tobą a końcem tak.
Więc zostań – jak ślad na lustrze dusz,
jak gwiazda wbita w niebieski płaszcz,
bo Tyś mi światłem pośród złych burz,
Tyś – moja wolność, mój krzyż i straż.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania