Do nieznanego rycerza
Łeb uchylił, palnął w palce,
Oj, uważaj w takiej walce.
Krew trysnęła, stąpał lichlej
Brał powietrze, głębiej, rychlej
Nie miał pary, mięśnie słabły.
Rękawice jego trachły.
Zwęził uścisk na swym jelcu
Strach błysnął w jego sercu.
Z życia garścią czerpał, kiścią
Winogrona, lecz czar prysnął.
Niebieskawa szata,
kryła jego rywala
Fraszka, pestka, mówił w głębi
Stał na polu, księżyc w pełni.
Łza splynęła na jego lico,
Świst powietrza, potem nicość.
Komentarze (6)
Próba nieudana, niestety.
Co w takim razie wymagałoby zmiany?
Marek Plebanek Wszystko.
Najpierw pytanie: CZY CHCESZ BYĆ PRAWDZIWYM, NAJPRAWDZIWSZYM POETĄ, czy tylko połetą?
Mógłbyś mbie oświecić na czym polega różnica?
Na pewno ktoś inny mnie wyręczy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania