Do połowy
Poszła do sypialni pierwsza.
Kiedy wszedłem, leżała już bokiem, twarzą do ściany.
Telefon świecił przy jej dłoni.
Zgasł dopiero, gdy materac ugiął się po mojej stronie.
Przy łóżku stała szklanka.
Ta sama co zawsze.
Do połowy pełna.
Zwykle sięgała po nią po ciemku.
Tym razem była nieruszona.
Położyłem się przy samym brzegu.
Kołdrę miała podciągniętą pod brodę.
Poduszka ze środka została między nami, pionowo.
– Możesz ją zabrać?
Przełożyłem ją na krzesło z moimi rzeczami.
Nad ranem szklanka stała tak samo.
Komentarze (2)
Krajobraz po kłótni?
Sokrates, tak, ale po takiej cichej. Bez rzucania talerzami. Z poduszką jako barykadą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania