do rozwidlenia
zaufanie chwiało się na cienkich linach. zszywałam
na okrętkę, czasami na słowo honoru.
później kpina wiązała je w supły.
na godziny.
były w nich latarnie. tam dziewczyny za kromkę chleba
sprzedawały cnoty.
a wszystko za mgłą, żeby nie umarły oczy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania