Do tańca...
To było w środę, może w czwartek, niedziele jedynie wyjęte są z rozliczeń i tylko wtedy można nie być, nie istnieć, zaszyć się w sobie albo zwyczajnie zamknąć oczy i niech ginie cały ten majdan z kroplówkami, aparaturą, dlatego zakładam środek tygodnia.
Leżałam, jak na plaży, ostatnio dużo leżę, nawet polubiłam, zresztą należy mi się też trochę po zbyt aktywnym życiu, bieganinie, zarabianiu na kromkę chleba i różnych takich, bez których myślałam, że żyć nie umiem.
Nieważne, ważne, że jak ten Dyzio marzyłam, że otwierają się przede mną wszystkie drzwi, nawet z czerwonych dywanów skłonna byłam zrezygnować, dla tych drzwi właśnie.
Na wszelki wypadek miałam na sobie ładną mini, nienaganny, nienachalny makijaż, fryzurę bez zarzutu, wygodne buty, słowem pełna gotowość na wypadek otwarcia.
Istota rzeczy polegała na przygotowaniu, bo to mogła być chwila, wyrwany kadr, jedno mrugnięcie.
Oczekiwanie wprowadziło mnie w stan euforii. Wszystko we mnie krzyczało: już, teraz, natychmiast!
W pokoju panował półmrok, z głośnika płynął szum Kaśki Sochackiej.
"A Ty jak?
Jak Ci się teraz podoba Twój świat
Znów jest soczysty i cię bierze do tańca," (pisownia oryginalna)
Powiedziałam, zobacz Kaśka, nie bierze, ale śpiewaj, nie przestawaj. Kiedy przestaniesz będzie mi znowu cholernie smutno, kurewsko niewygodnie.
Komentarze (19)
Pozdrawiam serdecznie
Daję 5* z myślą, że zmienisz zakończenie.
Jeśli znajdziesz jego wielbicieli, w co wątpię, zrób co chcesz
Miłego dnia
Jakoś mi pasuje tutaj...
Coś jak artysta przestał zachwycać sztuką, opluł kogoś i już o nim głośno.
Wiersz jest Twój, jest tyle form ekspresji...
Pozdrawiam. 🍒
Też serdecznie pozdrawiam
Pozdrawiam
(ty, ci, twój chyba powinno być z małej)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania