Do you did that ?-rozdział 3

Powoli sączyłam kawę, dziś spotkam się z Cami. Nie mam wcale ochoty na spotkania dzisiejszego dnia, moją głową zaprzątają myśli tylko i wyłącznie o tym popieprzonym gangu, nie przespałam całą noc bo szukałam wiadomości na ich temat. Sprawdziłam cały internet, lecz bez skutku, nic nie wiadomo o Iluminatach, po prostu jakby ich nie było. Ale przecież to jest do cholery Nowy York ! Jak jeden z największych gangów w mieście może być po prostu "niewidziany"

Tępo patrzę za okno, nic nie pasuje do siebie, jakby ktoś kazał mi układać puzzle, lecz każdy by był z innego pudełka. Stawiam kubek w zewie i zaczynam przygotowywać się do wyjścia. Oprócz ogromnego bólu głowy- z niewyspania oczywiście- wyglądam również jak zombi. Cienie pod oczami są tak ciemne, że wyglądam jakbym miała od spodu podbite oczy, przyznaję ostatnio nie sypiam dobrze, cały czas jestem męczona koszmarami. Wzdycham i przemywam twarz zimną wodą. Wszystko robię automatycznie zakładam ubrania, robię makijaż, włosy układam w prosty koński ogon, pakuję torebkę i wychodzę z domu. Szybkim krokiem docieram na przystanek, na którym o dziwo roi się od ludzi... myślałam, że wszyscy wolą dojeżdżać samochodami. Powoi wsiadam do autobusu i ruszamy w stronę centrum.

Zaczynam rozmyślać o tym wszystkim, jeżeli Travis należał do gangu czemu nic mi nie powiedział ? Przecież sama nie jestem świętoszkiem, w sumie poznaliśmy się kiedy omal nie zabiłam dziewczyny którą chciałam okraść. To dzięki niemu wyszłam na prostą czy więc to, że nie mówił prawdy to oznaka tego, że mi nie ufał ?

Przeczesuje włosy ręką. To myślenie tylko sprawia, że czuje się gorzej. W mojej głowie huczy od wydarzeń z wczoraj i zdobytych informacji. Kim do cholery są Iluminaci ? Czego się po nich spodziewać ? W jakim stopni był z nimi związany Travis ? I najważniejsze czy to oni są odpowiedzialni za jego śmierć.

Autobus przystaje i dopiero teraz zauważam, że jesteśmy w centrum. Ludzie powoli opuszczają autobus, a ja cały czas czuje, że coś jest nie tak... jakby ktoś mnie obserwował. Uśmiecham się sama do siebie, chyba zaczynam mieć paranoje. Bo niby kto i po co miałby mnie obserwować ?

Powoli wlokę się na spotkanie z Cami, umówiłyśmy się o dziesiątej w Starbucks, a jest dopiero 9.30. Idąc patrzę na ubrania na wystawie, muszę kupić sobie coś nowego. Mijając jeden ze sklepów zauważam śliczną letnią sukienkę w kwiaty. Przystaję przed witryną i spoglądam na sukienkę. Jest idealna, dokładnie taka jakie lubię. Z uśmiechem na ustach odwracam się i chcę iść do sklepu, jednak w ostatniej chwili spostrzegam mężczyznę w czarnym ubraniu który stoi oddalony od mnie na około 40 metrów i uparcie na mnie patrzy. Mimo okularów przeciwsłonecznych mam wrażenie jakby skanował mnie wzrokiem.

Stoję przez chwilę jak sparaliżowana, a następnie instynktownie się odwracam i oddalam. Staram się nie biec bo wyglądałoby to jak ucieczka, a nie znam miasta tak dobrze więc jeśli on pobiegłby za mną, mogłabym wpaść w kozi róg, czego na prawdę nie chce. Szybko skręcam w uliczkę z kawiarnią w której mam spotkać się z Cami, mimo tego, że jesteś dziesięć minut przed czasem to jednak wolę przebywać w zaludnionym miejscu.

Wpadam do pomieszczenia i siadam przy pierwszym lepszym stoliku. Rozglądam się na każdą stronę i przyglądam każdemu kątowi, żeby mieć pewność, że w którymś z nich się nie ukrył. Mój oddech jest urwany i cały czas czuje jakbym się dusiła, moja głowa wydaje się jakby miała eksplodować. Chowam głowę w dłoniach i próbuje się uspokoić. "Wdech i wydech" powtarzam w myślach.

- Hej, przepraszam za spóźnienie... korki sama rozumiesz.- na głos Cami podnoszę głowę.

- Nie przejmuj się, sama dopiero co przyszłam- mój głos brzmi jakoś za wysoko, przez co dyskretnie odchrząkam- Zamawiasz coś bo czekałam na ciebie z zamówieniem.

- Wezmę to co zawsze czyli Latte Macchiato, a ty ?

- Chyba Mokke z białą czekoladą. Ja zamówię- szybko wstaję od stołu i zmierzam w kierunku baru z obsługą. Nadal czuję się trochę rozkojarzona i słaba, nogi mam jak z waty, a wszystko potęguje dziwne uczucie w brzuchu... nienawidzę kiedy adrenalina opuszcza moje ciało. Oddycham głęboko i przymykam oczy. Kolejka szybko maleje więc zamawiam nasze kawę i wracam do stolika.

 

- Ziemia do Gwen- mrugam oczami i spostrzegam, że Cami nic nie mówi od dobrej chwili, tylko na mnie patrzy złym spojrzeniem. Totalnie pogrążyłam się w swoich rozmyślaniach, kiedy Cami wesoło szczebiotała o ostatnich wydarzeniach z swojego życia. Cicho westchnęłam.

- Przepraszam mam zły dzień, a jest ich ostatnio dużo... niestety- biorę do ręki kubek z kawą i zaczynam powoli popijać.

- Właśnie zauważyłam, siedziałaś patrząc w okno, nawet nie orientując się, że przestałam mówić...- mówi lekko obrażonym głosem- Ale skoro mówisz, że masz gorszy dzień to może, żeby go poprawić wybrałabyś się ze mną do klubu ?

- No nie wiem, nie jestem w nastroju...

- No weź... to najlepszy klub w mieście ! Musisz tam ze mną pójść, będzie jak za starych dobrych lat, potańczymy, popijemy, a może nawet kogoś wyrwiemy- uśmiecha się do mnie od uch do ucha, lecz ja mam nadal wątpliwości- Proszę... proszę- mówi słodko i w końcu ulegam jej prośbom.

- No dobra, ale nie gwarantuje, że będę dobrą towarzyszką do twoich ekspedycji po klubie- mówię, lecz po chwili obie wybuchamy śmiechem- Okej, to gdzie ten klub i o której mam być gotowa ??

- Mieści się na obrzeżach centrum miasta, ma piękny widok na miasto... po prosu idealny- mówi rozmarzona- nawet nie wiesz ile zajęło mi załatwienie biletów, miałam iść z Sue, lecz się rozchorowała, a my nie widziałyśmy się para lat i jest to idealny sposób na odnowienie znajomości. Nie sądzisz ? To było kiedyś nasze ulubione zajęcie- na jej sowa przypominam sobie nasze wspólne wypady na miasto,- Dobra ja muszę się zbierać, bądź gotowa na ósmą i ani minuty dłużej- zbiera swoje rzeczy przy okazji grożąc mi palcem i wychodzi ze śmiechem.

Dopijam swoją kawę i uświadamiam sobie, że nie mam nic co mogłabym włożyć na taką okazję. Z uśmiechem na twarzy wychodzę z kawiarni i kieruję się do pierwszego lepszego sklepu, zupełnie zapominając o wydarzeniach które miały miejsce rano. Moje próby znalezienia czegoś seksownego, a zarazem wyrafinowanego spełzają na niczym, wszytko wydaje się nijakie... Dawno nie byłam w klubie i chce wyglądać olśniewająco.

- Dzień dobry, mogę w czymś pomóc ?- słysząc głos za sobą ,przestraszona odskakuje od wieszaka jak oparzona- Przepraszam nie chciałam pani wystraszyć.- mówi niska dziewczyna około dwudziestki brana w czarny komplet składający się z bluzki i spódnicy. Kładę rękę na klatce piersiowej i głęboko oddycham.

- Nic się nie stało... Szukam czegoś w czym mogłabym pójść na imprezę, jednak nic nie przykuwa mojej uwagi- mówię zrezygnowana

- Jeśli mogę zapytać to, gdzie się pani dokładnie wybiera ?

- Dostałam zaproszenie od koleżanki zaproszenie, do jakiegoś klubu w centrum miasta- mówię, a chwilę później widzę jak oczy ekspedientki prawie wychodzą z orbit.

- Zapewne wybiera się pani do AdrenalineRush. Pani to ma dopiero szczęście, wszyscy chcą się tam dostać, dosłownie biją się o bilety, każdy chce być wybrańcem który zdoła kupić bilety...

- Naprawdę ? Aż tak dobry ten klub ?

- Jest zabójczy ! Od klasyki po erotyczność, wszystko jest idealnie dopasowane, po przekroczeniu progu wydaje ci się, że znajdujesz się w innej przestrzeni, w innym czasach... Ale podobno to nie wszytko, jeśli jesteś wystarczająco bogaty to możesz nawet wynająć prywatne pokoje.... wszyscy którzy tam byli mówią, że to dopiero prawdziwy kosmos.- trajkotała wesoło, przesuwając następne ubrania. A we nie rodził się imprezowy nastrój- Nic nie daje takich wrażeń jak AdrenalineRush, chociaż jego właściciel ma sieć innych klubów.- zmarszczyłam brwi i przypominały mi się słowa Lizzy "Wysyłaliśmy to ich klubów tajniaków, nigdy nic nie zastaliśmy, tak jakby wiedzieli że my tam jesteśmy... jakby ktoś nas wykapował, chociaż o ty wydarzeniach w ty klubie jak o samym kubie krążą legendy."

- Ryan White ? Tak się nazywa właściciel ?- zapytałam niby od niechcenia, jednak w środku cała drżałam. Cały dzień udało mi się nie myśleć o tych dziwnych ludziach, o tym co się stało z Travisem, a tu Cami zabiera mnie do samego serca problemu ! Moja głowa nagle jakby wypełniła się ołowiem, stała się ciężka.

- Tak, znasz go ?- pokręciłam przecząco głową- Ohhh... on jest nie z tej ziemi, widziałam go za każdym razem jak byłam w AR, lecz zawsze miał wokół siebie mnóstwo kobiet, które były na każde jego skinienie.No cóż tu dużo mówić jest mega przystojny, bogaty, młody i przede wszystkim wolny. Oooo to powinno na tonie wyglądać obłędnie- dziewczyna podała mi czary kombinezon- Może nawet sam Ryan cię w tym zauważy- czułam że pobladłam, jak miałam tego nie zrobić skoro zawładną mną czysty strach. Wzięłam od ekspedientki wieszak i uśmiechnęłam się słabo. Szybko ruszyłam w stronę przebieralni, kiedy tam dotarłam zatrzasnęłam drzwi i usiadłam opierając się o nie. Czułam jakby moja głowa miała eksplodować. Strach i podekscytowanie biły się we mnie wywołując uczucie mdłości. Nie wiedziałam co mam robić, chciałam tam iść, a zarazem się bałam tego co może się tam stać, ale w końcu przyjechałam żeby dowiedzieć się co się stało z Travisem. Schowałam głowę między nogami, myśląc, że pomorze mi to zatrzymać wzmacniające się mdłości. Nagle poczułam, że drzwi się trzęsą, przestraszona stanęłam na równe nogi, co wywołał zawroty głowy, przez co dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ktoś coś mówi po drugiej stronie.

- I jak pasuje ten kombinezon ?

- Tak, jest świetny- otworzyłam drzwi i z sztucznym uśmiechem wyszłam z przebieralni- Chciałabym go kupić- ekspedientka uśmiechnęła się miło i ruszyłam w stronę kasy.

Czułam jak buzuje w moich żyłach krew. moje nogi były jak z waty. Dziwne... nigdy nie widziałam AR ani White'a to na myśl o tym czułam się jak chora. Wiedziałam jedno, że to jest jedna z szans które muszę wykorzystać. Szybko zapłaciłam za kombinezon, którego nawet nie przymierzyłam, jeśli będzie nie pasować to pożyczę coś od Lizzy.

Wpakowałam rzeczy do torby i ruszyłam na przystanek Zaczęłam się zastanawiać czy to wszystko aby nie dzieje się za szybko. Przeczesałam włosy dłonią. To wszystko nie ma sensu. Travis, zabójstwo, NY, Lizzy i jakiś gang, Ryan White, AR, Cami i jej zaproszenie, nic do siebie nie pasowało, wszytko było porozrzucane, na ten czas wiem jedno: Muszę odnaleźć zabójce Travisa i spojrzeć mu w oczy, a potem patrzeć jak zabiera go policja i jak gnie w pace. Jestem w NY po to aby tego dokonać. Nikt mnie nie powstrzyma, jestem zdeterminowana...

 

Właśnie kończyłam makijaż kiedy Cami zaczęła się dobijać do drzwi. Szybko przejechałam usta szminką i ruszyłam w stronę drzwi,

- Gotowa na totalne szaleństwo ??- w ręce trzymała szampana. Cała Cami...

- Tak tylko wezmę kurtkę- odparłam ze śmiechem, zawsze przy niej wpadałam w imprezowy nastrój.

- Nonono kochana twój tyłek w tym kombinezonie wygląda bajecznie !-jak tylko to usłyszałam dostałam klapsa w tyłek

- Heej... gdzie się patrzysz ??- fuknęłam na nią, ale jak tylko podpatrzyłyśmy się na siebie to wybuchłyśmy śmiechem.- To co idziemy ??

- No chyba nie przyjechałam tu po to abyśmy siedziały pod kołdrą z lodami- powiedziała z sarkazmem i ruszyła w stronę wyjścia. Tym razem to ja dałem jej klapsa w tyłek, szybko zbierając kurtkę z wieszaka. Pogroziła mi palcem jak wsiadalibyśmy do jej samochodu.

- No co ? Jeden jeden- odparłam ze śmiechem.

- Czyli znowu zaczynamy zawodu, tak ?- przytaknęłam głową bo przez śmiech nie mogłam nic wydusić.

Byłyśmy już w centrum miasta, a mnie opuścił nastrój na imprezę, teraz siedziałam jak na szpilkach, rozglądając się w wokół. Miałam coraz więcej wątpliwości co do tego czy na pewno powinnam tu być. Zaczynałam się bać. Co jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli się czymś wysypię ? Czy moje "śledztwo" jest skazane na porażkę ?

 

Jeszcze tylko dwie osoby przed nami... moje ręce były tak mokre, że zaczęłam je wycierać o kombinezon.

- Bilety proszę- Spojrzałam na wysokiego ochroniarza, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi, dopiero kiedy Cami podała mu nasze bilety, otrząsnęłam się z pierwszego szoku. Szybko ruszyłam za Cami do środka, przypadkiem wpadając na ochroniarza. Nagle poczułam jakby przez całe moje ciało przechodziły iskry, całkowicie zdezorientowana i przestraszona odskoczyłam od niego. Obrzuciłam jego twarz szybkim spojrzeniem i bąknęłam przepraszam, po to żeby chwilę później zniknąć z jego pola widzenia.. mimo to nadal czułam na sobie jego wzrok, lecz nie tylko to... dalej czułam jakby przez moje ciało przepływał prąd. Przystanęłam obok wysokiego filara i odetchnęłam powoli.

- Tu jesteś- usłyszałam krzyk- Już myślałam, że cię zgubiłam, choć szybciej jeszcze niczego nie zobaczyłaś- poczułam jak Cami ciągnie mnie za rękę, potruchtałam za nią do wielkich czerwonych drzwi.

- Czerwone drzwi były aż tak atrakcyjne że musiałam je zobaczyć ?- uniosłam ironicznie brew.

- Oj przestań- dziewczyna nacisnęła klamkę, w chwili gdy to zrobiła zalała dźwięk muzyki- Tatatadam- powoli przeszłam przez próg, to co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania...

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania