Stanąć...
To nie narodziny to taniec śmierci,
a diabeł do taktu potrząsa monstrualną tykwą.
Spienione grona jak zaśniady groniaste czepiają się kamieni.
Płaczą słonym spazmem nad pustą kołyską.
A morze ryczy i pluje.
Niezrozumiałe i obojętne, bije bezpamiętnie i pożera ziemię,
ostatni kęs czekolady zabiera spod stóp urwiska.
Na horyzoncie już krzywej łodzi nie widać…
*https://www.youtube.com/watch?v=drJNAFwRQHs - muzyka nadająca klimat
Komentarze (21)
Serdecznie :)
Dziękuję za ciekawy komentarz. Pozdrawiam
Serdecznie pozdrawiam!
Treść również w niesamowitej aurze. Taka Blake'owo Turner'owa - ciężka, bogata, klimatyczna. Niesie ze sobą ogrom obrazów, poszum, a miejscami ryk morza i niepokój...
Tekst zdecydowanie zapadający!
Jedyne co bym wywaliła to słowo "rozbisurmaniony" ("Zjawia się rozbisurmaniony żywioł, napływ podchodzi").
https://zapodaj.net/0d8466239881a.jpg.html
Aż przytłacza tym, co sobie można wyobrazić. To rzecz jasna, nie zarzut:) Przeciwnie.
Pozdrawiam:)↔5
P.S↔To jeno próba bez się:)→bo mam na tym tle odchyłkę:))
W ten szczelny kocioł, każdy przypływ wtłacza słony wlew.
Promieniem zniekształca otchłań w pryzmacie.
Nadciąga rozpalony żywioł, napływ podchodzi
Dzięki za wizyjny i za przytłoczenie. Powtórzenie się pozostanie, bo jest w tym wypadku celowe. Daje ciągłość obrazu. Twoja sugestia już nie ma tej wyobraźni.
Pozdrawiam
Pozdrawiam
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania