Poprzednie części:  Dom pełen tajemnic część 1

Dom pełen tajemnic część 7

Vera wraz z synem weszła po skrzypiących schodach na piętro. Korytarzem ruszyła przed siebie, ale nagle chłopiec jej się wyrwał i zaczął biec.

— Franek, nie biegaj, bo możesz wpaść do dziury! — krzyczała Vera.

Chłopiec nie zwracał uwagi na wołanie mamy i biegł dalej. Na końcu korytarza zatrzymał się przed drzwiami. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Matka ruszyła za synem.

Na podłodze był namalowany pentagram, a ściany zdobiły symbole.

— Mamo, czy mogę mieć tutaj pokój?

— Nie, synku.

— Ale dlaczego?

— Ponieważ nie chcę, żeby moje dziecko spało w pokoju, w którym ktoś nie wiadomo co robił.

Matka złapała syna za dłoń i opuściła pokój. Po wyjściu na korytarz podeszli do drugich drzwi, które znajdowały się przy schodach.

Otworzyła drzwi i jej oczom ukazał się mały pokoik. Weszła do środka, a chłopiec wbiegł za nią.

Vera zlustrowała wzrokiem pomieszczenie. Nagle w drzwiach stanął mąż kobiety w towarzystwie swojego brata.

Chłopiec podbiegł do ojca, a ten wziął go na ręce.

— Franek, ale ty wyrosłeś.

— Kochanie, pamiętasz mojego młodszego brata Rafała?

— Pewnie, że tak! Cześć.

— Cześć, Vera.

— Nic się nie zmieniłeś, tylko włosy gdzieś zgubiłeś.

— Za to ty jak zawsze piękna.

— Sam widzisz, co mój mąż za ruderę kupił. Normalnie ręce mi na niego opadają. Powiedziałam mu, że jak jeszcze raz coś kupi za moimi plecami, to się z nim rozwiodę.

— No, trochę wymaga pracy.

— Trochę? To delikatnie powiedziane! Ten dom cały się rozsypuje.

— Ale po wyremontowaniu będzie prawdziwa perełka.

— Tak, ale zanim to nastąpi, dom pochłonie majątek!

— Kochanie, mój brat ma własną firmę.

— Rafał, nie wiedziałam, że masz firmę budowlaną.

— Tak, mam. Macie szczęście, że macie w rodzinie budowlańca. Moja ekipa jest najlepsza w całej wsi.

— Tutaj chcę, żeby był pokój Franka. Myślę, żeby rozpocząć remont od tego właśnie miejsca.

— Ale pierwotnie miał on być na końcu korytarza. To czemu zmieniłaś zdanie?

— Zmieniłam zdanie, kiedy zobaczyłam, że na podłodze w pokoju mojego syna był namalowany pentagram.

— Na początek chciałbym obejrzeć cały dom oprócz tego pokoju, bo już go widziałem — mówi szwagier.

Ojciec postawił syna na ziemię i opuścił pokój.

— Mąż mówił, że kupił ten dom od jakiejś starszej kobiety, która po śmierci męża wyprowadziła się stąd.

Chłopiec wybiegł z pokoju na korytarz, minął ojca, a potem zbiegł po schodach na dół.

Chłopiec podał wujkowi fotografię przedstawiającą starsze małżeństwo. Mężczyzna na zdjęciu był ubrany w niebieskie ogrodniczki i koszulę w kratę.

Rafał zbladł na widok fotografii, bo rozpoznał na niej swoich rodziców. Franek przyglądał mu się swoimi dużymi czarnymi oczami. Wujek to zauważył i się uśmiechnął do niego. Kobieta podeszła do nich i przyjrzała się parze na fotografii.

— Wujku, a ja tego pana widziałem, ale mama i tata mi nie wierzą.

— Ja ci wierzę.

— Naprawdę?

— Tak, bo ja też mam ten dar.

— Wujku, chcesz powiedzieć, że widzisz duchy?

— Tak.

Matka wyrwała synowi zdjęcie z ręki i machała nim szwagrowi przed nosem.

— Kim są ci ludzie na zdjęciu?

— To nasi rodzice adopcyjni.

— Arek bardzo mało mówił o swoim dzieciństwie, więc ja prawie nic o nim nie wiem. A ja nie dopytywałam.

— Wcale mu się nie dziwię, bo ja też nie chcę rozmawiać o swoim dzieciństwie.

— Aż takie było złe?

— Tragiczne, ale nie chcę o tym rozmawiać.

Nagle Arek zbiegł na dół i wybiegł na dwór.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania