Don’t Bereave Me Now (Nie Opuszczaj Mnie Teraz)
Ja straciłem swe lepsze dni,
Wraz z tobą i wraz z wspomnieniem twym.
Jakby ktoś wyciął ze mnie pobazgrane notatki,
Zostawiając same puste kratki.
I nawet nie wiesz, jak bardzo to tłumię
Jak sól wsypywana wykręca nerwy, rozgrzebuje rany,
Jak drzazga w oku i pustki w tłumie,
której nie da się już wyrwać od siebie.
Powracam wciąż do zmysłowego zamętu,
Do asymetrii, której już z nami nie ma,
Do głosu, który brzmi jakby za szkłem,
Do obrazów gryzących od środka powiek.
Powracam do ostatecznej, nawracanej pamięci
Tej co da się odwołać ani unieważnić.
Wracającej jak fala, która zna na pamięć swój brzeg,
Jak modlitwa, której nikt już nie odmawia, bezszelestnie pozostaści spoczywają niedaleko.
Kula przewraca wodę w szklance,
świat drży od tak małego ruchu.
Jedno świadome, pojedyncze ukłucie
Wystarcza, by wszystko na nowo pękło.
Byłem zbyt zajęty, by pojąć,
zbyt młody, by dostąpić zrozumienia, zbyt dziurawy na łatanie okoliczności,
przeciekałem między własnymi dniami
jak woda przez nieszczelne dłonie.
Proszę, nie zabijaj mnie teraz.
Mam jeszcze tyle do zrobienia,
Tyle nierozmyślonych nocy,
Tyle słów, które muszą się złamać na głosie.
Jeszcze tyle siebie do zranienia,
By wreszcie przestało wiercić tak ostro,
Jeszcze tyle do przeżycia w półśnie,
zanim cokolwiek nazwę spokojem.
Nieważne, jak daleko jesteśmy,
Jak bardzo się zatraciliśmy w swoich światach –
Ta sama ciemność zna nasze imiona,
ta sama marnośc liczy nasze okręgi.
Nieważne, jak daleko jesteśmy,
jak bardzo się zatraciliśmy –
Czas goi rany, ale po swojemu: zapominamy siebie pojedynczo, po kawałku,
jakby ktoś wycierał litery z naszego alfabetu.
Zostają wspomnienia i przyszłe obietnice,
dwa brzegi tej samej rzeki,
której nurtu nie umiemy zatrzymać.
Pozostało mi płynąć wzdłuż fal rozległych
Zaopiekuj się mną przed odejściem,
Choćby jednym gestem, jedną chwilą,
jednym spojrzeniem, które powie:
znam cię naprawdę jak mało kto.
Odchodzi jedno, przychodzi drugie,
jak pociągi mijające się w nocy,
na peronie zostaje tylko przeciąg
i echo kroków, których już nie będzie.
Przychodzi nowe, w sercu stare zostaje,
jak stara tapeta pod nową warstwą farby,
jak blizna pod rękawem koszuli,
jak imię, którego nie wymawiasz, a i tak pali na języku.
Urodziłem się, wymieniając kogoś,
kogo już prawie nie pamiętam,
wchodząc w przestrzeń po czyimś odejściu
jak w ubranie, które nigdy nie było szyte na mnie.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania