Dowód
Zamiast na uniwersytet, zawróciła gwałtownie w stronę domu. Już kilka dni temu zdecydowała się na rozmowę z Alexandrem. Ciągle jej coś przeszkadzało. Miała nadzieję, że jeszcze go złapie, zanim wyjedzie do pracy. Początkowo sama w to nie wierzyła. Gdy wydarzenia potoczyły się szybko jedno po drugim, nie chciała dłużej czekać.
Mimo więcej niż trzydziestu, a nawet, choć tego trudno było się domyślić - więcej niż czterdziestu lat, jej wygląd wciąż powodował zatrzymanie akcji serca u męskich mieszkańców Upssala. W jej obecności, dzielnym potomkom wikingów zaczynało brakować słów, a niezależne, nieustraszone kobiety o mocnych kościach, szerokich twarzach i popielatych, cienkich włosach bez wyrazu, omijały Hannah z daleka gdy spacerowały z mężami po deptaku.
Drobne kości, mocno wyrzeźbione kości policzkowe, burza brązowych włosów. Nigdy nie wierzyła w to, że atrakcyjny wygląd przeszkadza w karierze. Czasem przekomarzała się ze studentami, że w karierze przeszkadza brak szarej istoty w płatach skroniowych. Swoją pozycję i estymę zawdzięczała dwudziestoletniej katorżniczej pracy, nieprzeciętnej bystrości umysł i zdolności trzymaniu się faktów. W nauce nie ma miejsca na wyobraźnię. Była jedyną kobietą na świecie, która jawnie podważyła teorię synchroniczności Junga. Bywało, że na konferencjach i sympozjach przedstawiała swoje stanowisko szydząc z popularnonaukowej, a nie naukowej, jak mawiała, teoryjki, którą amerykańscy psychologowie i wyznawcy fizyki kwantowej próbowali udowodnić. Zdarzenia występują parami, trójkami i innymi …ami, a człowiek samą intencją jest w stanie stworzyć materialny jej odpowiednik. Efekt synchroniczności. Chyba efekt strumienia zielonych, które wpływają przyjemnym szelestem na konta autorów-pseudonaukowców, trzymających przed sobą na tarczy nazwisko Junga. Hannah zamierzała obalić ten cały new age. Była coraz bliższa osiągnięcia celu. Odkąd dla zabawy zaczęła pod pseudonimem pisać i wydawać kryminały, zyskała, od tak dawna upragnioną, swobodę finansową. Teraz mogła więcej czasu poświęcić na badania. Miłośnicy gatunku pokochali Assassina od pierwszych stron, a wytwórnia filmowa z miasta aniołów zdecydowała się na adaptację obydwu tomów. Więc, gdy zima już wszystkim dawała się we znaki postanowili z Alexandrem, że resztę mroźnych miesięcy spędzą w jakimś przyjemnym kurorcie, gdzie cały rok świeci słońce i gdzie mogłaby oddawać się prowadzeniu badań. Ale coś ich tu zatrzymało. Tak naprawdę zatrzymała ich więcej niż jedna rzecz.
Assassin poruszał się bezszelestnie, jak zawsze. Niewysoki, krępy i szybki. Potrafiłby ustrzelić gołębia z pół kilometra, gdyby sumienie pozwoliło mu strzelać do zwierząt. Za to z zamkniętymi oczami, jednym pociągnięciem metalowej nici o gardło uciszał eks-oficera jednostki specjalnej, który wsadził nos nie tam gdzie trzeba. Dwoma błyskawicznymi ruchami łamał mafiosom kręgosłupy jak zapałki. Nie kochał tego ani nie nienawidził. Jego koledzy po fachu, gdy przyszło im skorzystać z ciężko zapracowanych urlopów na Jamajce czy Karaibach, błyskawicznie odczuwali nieokreślony niepokój, drżenie rąk, mdłości i inne objawy zespołu odstawiennego. On sam wiele miesięcy i lat potrafił siedzieć w chacie i podlewać pomidory, które na tych ziemiach udawały się znakomicie. Karmił kozy i popijał tłustą herbatę z okolicznymi rolnikami. Po cichu zdawał sobie sprawę, że w branży nazywali go Asem, choć nie skupiał się na tym. Samotny wilk, o którego względy walczyli prezydenci kokainowych kolonii i bossowie yakuzy. Nie było takiego zlecenia, przed którym by się zawahał. Aż do tego wieczoru. Pub „U Gladys” nigdy nie cieszył się dobrą sławą. Nawet za dnia nie można było dostrzec jednego promienia światła , które przenikałoby przez zasłonięte, szczelne rolety.
Rachityczny mężczyzna, z twarzą przypominającą tukana z zapadniętymi z głodu policzkami, oczami jakby pozbawionymi powiek był ubrany w jedwabny garnitur, niepasujący do miejsca, w którym się musiał znaleźć. Patrzył w przestrzeń. Po chwili wyciągnął i dyskretnie przesunął w jego stronę pokaźnych rozmiarów, szarą kopertę.
Parking przez noc zamienił się lodowisko. Opony zrobiły kilka spazmatycznych ruchów zanim Hannah zaparkowała auto. Nie spodziewała się, że Alexander będzie w domu. W ciągu ostatnich tygodni, odkąd pracował nad sprawą morderstw polityków bywał rzadkim gościem w domu. Tym razem dom również świecił pustkami. Hannah zerknęła w stronę gabinetu męża i jej uwagę przyciągnął widok sterty akt. Alexander najwyraźniej znów się śpieszył i zapomniał je zabrać ze sobą. Żadne z nich nie miało w zwyczaju grzebać drugiemu w papierach. Teraz jednak coś ją tknęło. Ostatnio była tak pochłonięta pracą nad kolejną książką, że prawie nie zauważyła, że całe Upssala aż huczało od plotek o morderstwach skorumpowanych włodarzy i szefów najważniejszych instytucji w Szwecji. Wszystkie ciała znaleziono w Upssala, choć mężczyźni pochodzili z różnych miast. Nieliczne ślady, które znaleziono w pobliżu miejsc zbrodni, prowadziły do nikąd. Prasa rozpisywała się z nabożną czcią o niewidzialnym, genialnym mścicielu, który bawił się z policją w ciuciubabkę. Alexander dowodził wydziałem od wielu lat, ale nigdy nie widziała go w takim stanie. Czasem budził się w nocy z krzykiem albo w ogóle nie sypiał. Choć nikomu nie było do śmiechu, jeszcze z rzadka potrafił zażartować, że w jego krwioobiegu płynie pięć litrów espresso zamiast ORh+ . Hannah pomyślała, że dziś rano musiał być całkiem rozkojarzony skoro zostawił w domu akta. Teraz podeszła ukradkiem do stołu i otworzyła jedną z teczek. Jej wzrok padł na jedno ze zdęć. Cienka, metalowa nitka werżnięta w gardło ofiary. Tak cienka, że tylko wprawne oko mogłoby ją dostrzec. Tylko nienaturalna opuchlizna na szyi i twarz ofiary mogła sugerować śmierć z przyczyn innych niż naturalne. Poczuła mdłości, ale nie przestawała przeglądać kolejnych stron. Nagle jej uwagę przykuł portret pamięciowy ok. sześćdziesięcioletniego mężczyzny. Zakręciło jej się w głowie. Twarz przypominała wychudłego tukana z rozwartymi oczami, bez powiek. Hannah osunęła się na podłogę i zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Siedziała tak do chwili, gdy usłyszała dźwięk otwieranego domofonu.
As zerknął do koperty
- Trzy miliony plus zwrot kosztów – odezwał się tukan metalicznym głosem. Patrzył przez Asa jak przez powietrze, zatrzymując wzrok daleko poza ścianami budynku. Z koperty wysunęły się zdjęcia jasnej buzi okolonej burzą kręconych, marchewkowych włosów.
- Co to niby jest? – As warknął
- A na co ci wygląda?
- Mówiłem, że nie robię w dzieciach.
- Rob wspominał o tym. Cztery miliony.
- Przekaż mu, że tej rozmowy nie było. – As podniósł się z krzesła z kamienną twarzą.
- Stój – tukan lekkim szarpnięciem za rękaw zatrzymał go na miejscu.
- Spróbuj mnie jeszcze raz dotknąć, a będą szukać twoich części zamiennych z mikroskopem. Tej rozmowy nie było. –
- Nie ty, to kto inny. W branży podaż zaczęła przewyższać popyt.
As podniósł się powoli i poruszając się bezszelestnie popłynął w stronę drzwi wyjściowych.
Dwa dni później, zebrawszy trochę zielonego dla zwierząt przeskoczył ogrodzenie. Zanim zrzucił z ramion wór, jego osłupiały wzrok powędrował na coś, co nie pasowało do zwykłego obrazu zagrody. Kiedy się zbliżył, zobaczył, jak jedna z kóz próbuje użyć całych sił by wyszarpnąć i wciągnąć coś smakowitego do pyska. To były włosy. Długie spirale włosów koloru marchwi, znikające powoli we wnętrzu zwierzęcia.
Hannah powoli zaczynała łapać oddech. Po chwili rozpoznała kanapę i biurko wyłaniające się zza mgły. I porozrzucane po podłodze akta. Szybko, tym razem już przytomnie, pokojarzyła ofiary z obydwu tomów Assassina z zawartością akt. Prawie wszystko się zgadzało. Na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. Albo oszalałam.
Alexander za chwilę tu będzie. Na litość boską nie może zobaczyć jej w takim stanie. Ma dość problemów i bez tego. Nie zamierzała dzielić się z nim swoim wariackim odkryciem. Musiała się opanować i jechać szybko na wykład. Nigdy się nie spóźniała.
Aula pękała w szwach, jak zawsze gdy Hannah wykładała. To był jej najgorszy wykład od czasów młodości, ale i tak poszło nieźle. Ostatnie pytanie i będzie po wszystkim.
- Więc pani doktor sugeruje, że Jung padł ofiarą swojego ego i wybujałej fantazji, a to co tworzymy w wyobraźni nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość?
- Proszę państwa - z trudem szukała w myślach wyuczonych formułek. Z całego serca pragnęła uciec stąd jak najdalej - Psychiatria taki sposób myślenia, w którym myślenie jest tożsame z działaniem, określa mianem myślenia magicznego. Osoby dotknięte tą przypadłością wierzą na przykład, że życzenie komuś śmierci powoduje, że ten ktoś umiera. Osoby przewlekle „myślące magicznie” mogą wierzyć, że są czarodziejami i potrafią myślami czy słowami wpłynąć na przyszłość. Mam nadzieję, że to jasne. Na dziś dziękuję. Do zobaczenia za tydzień.
Resztką sił wypadła z auli. Otworzyła auto i osunęła się na siedzenie kierowcy. Omijała slalomem świeżo powstały lód i zaspy, łamiąc po drodze wszystkie przepisy. Wpadła na posterunek i minęła biegiem okienko ze strażnikiem.
- Muszę do męża – wydyszała. Na widok jej twarzy młody policjant pilnujący wejścia tylko machnął ręką. Złapała Alexandra zatopionego w papierach i jakichś mapach.
- Musimy porozmawiać. Natychmiast.
- Han, błagam nie teraz…
- To ważne Al!
- Kochanie, mam urwanie głowy z politykami. I jeszcze te dziewczynki…
- Jakie dziewczynki?!
- O rany… no trudno. I tak byś się dowiedziała z telewizji. Mamy zabójstwa dziewczynek. Wszystkie rudowłose. Szczątki ostatniej znaleźliśmy na farmie, prawdopodobnie nadżarte przez zwierzęta.
Światło żarówek na posterunku gwałtownie pociemniało. Ściany pokoju zawirowały, a Hannah osunęła się na podłogę.
Spała cały dzień i całą noc. Policyjny lekarz zalecił dłuższy wypoczynek i serię badań neurologicznych. Z trudem podniosła głowę z poduszki. Trafiła ręką na laptopa. Otworzyła plik z trzecim, niedawno rozpoczętym tomem. Zamglone litery wirowały na ekranie.
As skrzywił się na widok zdjęcia mężczyzny, które wysunęło się z szarej koperty. Nie przepadał za robotą na policjantach. Tym bardziej na szefach policji o dobrodusznych twarzach. Musiał znaleźć adekwatną motywację.
- Pięć i zwrot kosztów.
- Robisz się wybredny – metaliczny, bezbarwny głos tukana wyrwał go z potoku myśli - Niech będzie.
- Przekaż, że psa robię ostatni raz…
Litery stawały się coraz wyraźniejsze. Hannah sięgnęła do klawiatury. Przyciskała klawisz backspace raz za razem. Z każdą znikającą literą, mięśnie jej twarzy stopniowo się rozluźniały.
Sięgnęła po telefon i wybrała numer Alexandra. Utwór Metaliki mający umilić oczekiwanie rozmówcy, trwał lata świetlne. Głos skrzynki głosowej zmroził jej środek klatki piersiowej. Wybrała ponownie.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania