Dragon age - księżyc uczuć - (Morrigan x warden cousland)

Noc okazała się wyjątkowo jasna i cicha. Delikatny szum pobliskiego lasu oraz równomierny oddech śpiącego dziecka był jedyną melodią życia, która docierała do uszu strażnika, kiedy ten bezszelestnie wszedł do pokoju. Aedan Cousland oparł się wygodnie na drewnianym krześle, wpatrując się w unoszącą i opadającą klatkę piersiową jego sześcioletniego syna, którego ciemne włosy i twarz rozświetlała łuna światła pełni księżyca, wpadająca przez przeciwległe okno. Dziecko spało spokojnie, a jego urocza twarzyczka sprawiała, że strażnik ledwo co się powstrzymywał od podejścia i bezwstydnego rozczesywania jego włosów na głowie.

 

Tak. Nawet teraz po przeszło trzech miesiącach od jego małego „polowania na czarownice”, Aedan, nadal nie potrafił przestać się cieszyć jak małe dziecko, patrząc na swego syna. Był on, niemal idealną kopią jego osoby. Ciemne włosy, zgrabny nos i iście szlacheckie rysy twarzy. Tylko jego oczy były inne. Były idealnym odzwierciedleniem koloru jego matki. Ich żółtawa barwa od razu wskazywała i zdradzała wszem wobec, że jest synem Morrigan. Apostatki, córki wiedźmy Flemeth, zmiennokształtnej oraz ukochanej Aedana.

 

Cousland spędził, spoglądając na swego śpiącego syna z dobre dwadzieścia minut nim, zebrał się na równe nogi i niczym zjawa, wyszedł z pokoju, cicho przymykając za sobą drzwi, zaraz kierując się krótkim korytarzem do głównego przedsionka domostwa gdzie, od razu w ciemnościach rozświetlanych tylko przez jeden migoczący płomień świecy i lekki poblask księżyca, natrafił na gniewne spojrzenie żółtych oczu, które jawnie słały mu obraz reprymendy i irytacji.

 

To była niezwykła kombinacja. Światło świec i księżyca, zmieszane z tym ciężkim spojrzeniem i poblaskiem żółci, w akompaniamencie jej ciała, opierającego się o bujany fotel i założonej nogi na nodze. Było w tym obrazie coś niebezpiecznego. Dzikiego. Magicznego, ale i cholernie seksownego i intymnego.

 

- Znowu to robisz, Aedanie. Kolejny raz budzę się w łożu sama, bo zachciało ci się łazić po nocy i testować moją cierpliwość, kiedy wałęsasz się po pokoju Kierana, nie dając mu spokojnie spać. Jak tak bardzo wolisz jego towarzystwo od mego, to od jutra możesz sobie tam przenieść swoje rzeczy. Nasz syn będzie zachwycony...

 

Głos jego ukochanej był przesiąknięty naganą i frustracją, równą tej bijącej z jej oczu, ale Aedan, nawet nie przejął się tą negatywną aurą i oskarżeniami. Był zbyt zajęty pochłanianiem egzotycznego piękna jej ciała, które skrywało teraz tylko ramiona i tors pod materiałem jego koszuli, odsłaniając zarazem jej długie i seksowne nogi, które wręcz testowały jego zasoby samokontroli, kusząc go obietnicą rozkoszy, skrytych między nimi.

 

- Moje oczu są tutaj - wtrąciła się ponownie Morrigan, wstając i robiąc pewny krok w stronę strażnika, tak że dzielił ich teraz dystans około dwóch metrów. Jej poza nadal raziła falą irytacji, ale zarazem była tam ukryta subtelna nutka zaproszenia. W końcu, po co inaczej kładłaby swą dłoń na lekko odsłoniętym biodrze, zaciągając jednocześnie materiał jego koszuli, zarazem wypinając dumnie pierś do przodu, tak by te jakże adekwatne walory, jeszcze bardziej się odznaczyły pod powierzchnią ubrania.

 

- Wiem, moja droga, ale czyż nie przywilejem mężczyzny nie jest ubóstwianie każdego elementu ciała ukochanej kobiety? - zapytał Aedan, celowo rubasznie się uśmiechając w ten specyficzny sposób, który jak dobrze wiedział, doprowadzał Morrigan do wewnętrznej furii i pasji, zaraz wykonując jeden drobny krok do przodu, przyjmując jej wyzwanie. W końcu pochodził z rodu Couslandów! Jednych z największych lordów, bannów i wojowników ziem Fereldenu. Nie straszne było mu ryzyko. Gdyby tak było, nigdy by nie osiągnąłby nawet połowy tego, co zrobił. Nie byłby Szarym Strażnikem. Nie Pokonałby Arcydemona. Nie zwano by go Bohaterem Fereldenu. Ani tym bardziej nie byłby teraz ze swą ukochaną, w tym samym miejscu.

 

Morrigan przeciągle prychnęła, w czysto szyderczym tonie, jakby słowa Aedana ją rozbawiły. Prawda jednak była bardziej subtelna. Zrobiła to, by ukryć drobny róż na polikach, by nie dać strażnikowi satysfakcji z tego małego zwycięstwa. Przynajmniej jeszcze nie teraz...

 

- Słowa godne szlachcica, starającego się wykaraskać z kłopotów, przez całowanie dupy jego potencjalnego opresora. Myślisz, że parę ładnych słówek, uratują cię od mego gniewu, Aedanie? Dobrze mnie znasz. Ja nie ulegam presji ciężaru spojrzenia zbitego szczeniaka i zmarzniętego kocięta.

 

Mężczyzna mimowolnie się cicho zaśmiał pod nosem na te słowa, zaraz jednocześnie zaprzeczając głową, śląc zaraz jej spojrzenie przez które, wiedźmę przeszedł dreszcz. Dobrze znała ten wzrok. Zaraz jej ukochany palnie jakąś niedorzeczną wypowiedź godną aktu uduszenia lub palnięcia w jego łeb powierzchnią patelni bądź garnka. W końcu zawsze posyłał jej ten wzrok, kiedy w przeszłości omawiał plany kolejnego pełnego altruizmu i głupiej empatii wyczynu, który zazwyczaj składał się na wchodzenie do budynków obleganych przez hordy bandytów, jaskinie pomiotów, czy wydawanie ostatnich pieniędzy na zaopatrzenie, dla biednych dzieci i ludzi. W skrócie ciągle ryzykowanie, by pomóc, nic nieznaczącym dla ich misji i celów indywiduów w potrzebie...

 

- Oh, nie! Wiem dobrze, że piękne słówka to za mało by udobruchać panią Cousland. Lepiej działają tutaj błyskotki i lusterka? Czyż nie? Jak i wspomniane całowanie dupy oraz innych miejsc, jeśli pamięć mnie nie myli. Jeśli chodzi o to ostatnie, jestem w stanie spełnić to wymaganie, choćby teraz i tutaj.

 

Morrigan tym razem jawnie spaliła buraka. Była to cudowna kombinacja gniewu, furii, zawstydzenia, jak i niedowierzania. Nazwał ją panią Cousland! A przecież on dobrze wiedział, że ona nienawidzi, kiedy to robił! To nazwisko samo w sobie nie było problemem ani też kłamstwem. Co prawda, z tego, co wiedźma rozumiała, ich związek nie był oficjalny wedle prawa Fereldenu, bo nie doszło do aktu zaślubin w kościele, ani też nie spisano żadnych dokumentów rodowych między nimi. W końcu Aedan był szlachcicem. Synem banna. Aczkolwiek mężczyzna zdawał się mieć ten fakt głęboko w swym poważaniu, cały czas testując jej cierpliwość, przez nazywaniem jej, swym rodowym nazwiskiem. Morrigan nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że było to już totalne przyznanie się do bycia bezsprzecznie związaną i zależną od swego partnera. I choć to była prawda w każdym z cali, to wiedźma szybciej zaczęłaby wierzyć w Andraste, niż by głośno przyznała ten upokarzający fakt, przed Aedanem. Kwestie całowania dupy i innych miejsc jej ciała, zignorowała. W końcu taki był jej cel, kiedy tylko skończą tą szopkę.

 

W jednej chwili wykonała krok do przodu, a potem jeszcze jednej krótszy, by dystans między ich ciałami był znikomy. Wręcz iluzoryczny. Zdolny zaniknąć, jeśli tylko oboje by wciągnęli jeden głębszy wdech. Jej usta zaczęły ją niemiłosiernie piec, chcąc jak najszybciej zatopić się w wargach ukochanego, ale Morrigan powstrzymała się od tego aktu, ostatnimi zalążkami swej woli. W końcu to ona była w tym związku, opanowaną i analityczną realistką. Role głupiego marzyciela czy też, durnego bohatera z tandetnych bajek dla dzieci, który pozwalał prowadzić się swoim emocją i pragnieniom, dumnie dzierżył Aedan.

 

W wolnym ruchu sięgnęła swą dłonią do jego ramienia, pieszcząc nagą skórę po całej jego długości, aż dotarła do odcinka szyi i brody, gdzie jej palec zatrzymał się, boleśnie naciskając krańcem paznokcia na jego gardło.

 

- Wiesz, że jestem w stanie, posłać błyskawice prosto w twą niewydarzoną szczękę, czyż nieukochany? - zapytała, pozwalając sobie na subtelną nutkę czystego pożądania, jak i jawnej groźby. Ona naprawdę była gotowa to zrobić, jeśli wymagałaby tego sytuacja. Co prawda, wedle jej standardów taki ładunek elektryczny byłby wręcz śmiesznie mały, ale wystarczyłby, by uciszyć Aedana na kolejną godzinę. Oczywiście, nie taki był cel Morrigan, ale prawda to prawda. Wszystko w życiu wiedźmy było związane z ryzykiem. Nawet teraz... Zwłaszcza teraz! I strażnik o tym wiedział. I chyba ten fakt, najbardziej go kręcił.

 

Aedan pogłębił swój uśmiech, ignorując fakt, że przez ten akt, paznokieć Morrigan jeszcze mocnej wbił się w jego gardło. Ten ból nie miał znaczenia dla jego myśli i pragnień. Bo w końcu kto by się przejmował takimi bzdetami, kiedy tuż przed sobą stoi miłość jego życia?

 

W jednym ruchu Aedan chwycił ów palec jego ukochanej i wolno poprowadził go z gardła ku jego wargą, Zaraz składając na opuszku delikatny pocałunek, który wypełnił jego usta posmakiem żelaza i słodyczy. Metaliczny fason był spowodowany kroplą jego własnej krwi, z rany po paznokciu, a słodkość? To była tylko iluzoryczna odpowiedź pragnień oraz miłości strażnika, do każdego centymetra ciała jego ukochanej.

 

Oczy Morrigan na ten akt rozszerzyły się gwałtownie, a z jej ust wyszedł ciężki wdech, który wypełnił nozdrza Aedana zapachem, tej dziwnej pasty, którą nakładała ona, by subtelnie podkreślić kształt i kolor warg. Mężczyzna nie miał pojęcia co to, ale niesamowicie kręciła go magia tego wytworu. Aż dziw, że więcej kobiet nie znało tego specyfiku. Gdyby jego ukochana, nie była takim odludkiem, mogłaby rozkręcić niezły interes, sprzedając tego typu wytwory i to nawet pomimo irytujących kontroli ze strony kościoła.

 

- Wiem o tym, ale zarazem jestem gotów, podjąć to ryzyko, jeśli tylko da mi to szanse, na zatopienie się w twoich ustach moimi. - odparł, zaraz pozwalając sobie na pochylenie swej głowy ku jej, by ich czoła i nosy się zetknęły, a oddechy nawzajem się wymieszały i splotły, separując ich wargi dystansem głębszego oddechu. Tutaj się jednak zatrzymał, choć w jego duszy, już dawno czuł smak jej ust. Pieścił każdy ich centymetr i plątał ich języki w dzikim tańcu pożądania. Jak zwykle dawał jej wybór. Umożliwiał jej wycofanie się od tego aktu, jeśli tylko miałaby cień wątpliwości. Bo Aedan dobrze wiedział, że Morrigan nienawidziła, czuć się zależna, uzależniona i nią mająca możliwości podjęcia własnej decyzji. Bo to nie była posłuszna żona szlachcica, którą całe życie uczono ogłady i posłuszeństwa. Nie. Jego ukochana była wiedźmą. Wychowaną przez legendarną Flemeth. Kobietę, która potrafiła zmienić się w smoka! A jedną z jej ulubionych rozrywek było wciąganie polujących na apostatów, templariuszy w gąszcza Głuszy Korcari, by ich zabić...

 

I Morrigan brała w tym udział. Od maleńkości, uczono jej, że najważniejsze jest przetrwanie. Kontrola emocji i pragnień, jak i zawsze stawianie na swoim. W umyśle wiedźmy nie było słowa „nas". Było tylko „ja". Szkolono ją, by była niezależna. Nie przejmująca się opinią innych ludzi. Miała być wartością samą w sobie. Nie potrzebowała mężczyzny ani tym bardziej osób trzecich, by stanowić o sobie samej. I Aedan szanował to. Respektował tę część Morrigan, która często nawet teraz wciąż pokazywała swoje „pazurki". W końcu i za to ją kochał.

 

Morrigan, zagryzła swą wargę, po chwili cicho sycząc mu praktycznie do ust.

 

- Ugh, jak ty mnie irytujesz! Gdyby nie fakt, że jesteśmy w środku domu, to bym już dawno przysmażyła twą niewydarzoną jadaczkę piorunem lub pociskiem ognia. Aczkolwiek skoro nie mam takiej możliwości, to pozostaje mi tylko jedno...

 

Nagle Morrigan subtelnie i intymnie chuchnęła prosto na wargi Aedana, niemal w zapraszającym geście, ale bardzo szybko strażnik zorientował się, że został wyrolowany, kiedy to nagle poczuł fale chłodu, która irytująco zaczęła piec i kłóć powierzchnie jego warg, brody i polika, a nawet i nosa. W jednym ruchu cofnął się o krok, śląc swej ukochanej spojrzenie będące zlepkiem zaskoczenia i zawodu, na który Morrigan zareagowała drobnym śmiechem.

 

W końcu jak mogła się nie zaśmiać, na widok zamrożonych usta Aedana, w plejadzie jego sfrustrowanej twarzy.

 

- Oh, odebrało ci mowę? Szkoda, miałam nadzieje, że odpowiesz mi na moje pytanie co do twej ewentualnej przeprowadzki do pokoju naszego syna. Kto wie, może nawet w nagrodę, za dobrą odpowiedź, dałabym ci całusa, no ale cóż. Łatwo przyszło, łatwo poszło? Czyż nie tak to się mówi?

 

Wraz z ostatnim słowem Morrigan na moment pogłębiła swój uśmiech i cofnęła się o krok, a potem kolejny, zarazem odwracając się do Aedana tyłem, bezczelnie i sugestywnie, unosząc swe dłonie do góry pod pretekstem ziewnięcia, zaciągając przy tym materiał koszuli mężczyzny, przez co światło księżyca idealnie podkreślało piękno jej jędrnych pośladków i nóg.

 

Gdyby Aeadan mógł, to by wciągnął głęboki haust powietrza otwartymi ustami, na ten widok. Jednak przez jego obecny stan, mógłby tylko przeciągle odetchnąć nosem, prawie robiąc przy tym dźwięk, jakby okrutnie się smarkał. Teraz serio wyglądał żałośnie. Jak zbity pies, któremu obiecano kawał mięsa, a ostatecznie nawet kości nie dostał. W obecnej aparycji strażnika nie było za grosz godności i tej charyzmy człowieka, znanego jako „Bohater Fereldenu".

 

Morrigan prawie na ten widok zrobiło się przykro.

 

Prawię. Bo ostatecznie, czerpała z tego zwycięstwa niemałą satysfakcję. Choć musiała przyznać, że była bardziej niż blisko by mu ulec. By zatopić się w jego ustach i zaciągnąć go, choćby i siłą (choć była pewna, że to akurat nie byłoby potrzebne) do ich łoża, by dostać odpowiednie zadość uczynienie, za fakt, samotnego przebudzenia oraz czekania na „jaśnie pana”, aż wreszcie ruszy swą dupę z powrotem do ich sypialni.

 

Nagle Aedan chwycił dłoń Morrigan, sprawiając, by ta spojrzała na niego, zaraz zbliżając swą twarz ku jej własnej, wskazując palcem na zlodowaciałe wargi i poliki.

 

Morrigan, lekko prychnęła. Gdyby Aedan chciał, to wystarczyłoby, by nieco mocniej rozchylił mięśnie szczęki, a powłoka lodu by pękła, uwalniając jego usta, ale strażnik zamiast tego, podszedł do niej i z prośbą w oczach, oczekiwał od niej pomocy.

 

Wiedźma delikatnie się uśmiechnęła.

 

- No niech ci będzie. - Odparła, zaraz składając na powierzchni lodu z jego ust, pocałunek. Nie potrzebowała nawet użyć magii, by przyśpieszyć proces topnienia. Intensywne ruchy ich warg wystarczyły, by zaraz lód zniknął, a w miejsce chłodnego doznania, weszła fala gorąca zderzających się oddechów i ciepła ust.

 

W jednej chwili oboje zatonęli w tym doznaniu, na które czekali, przez cały czas trwania tego teatrzyku, wzajemnego testowania się.

 

Teraz nie było czasu na takie gierki. Teraz była chwila czystego spełnienia żądań ich pragnień i uczuć. I tych oczywistych, jak i tych skrywanych na dnie ich dusz, umysłu i serca.

 

Promienie światła księżyca oświetliły dwóch kochanków, nadając temu aktowi wręcz artystycznego tła, które jednak zostało całkowicie zignorowane przez parę, zbyt zajętą, tańcem ich ust oraz wędrówką ich dłoni po skórze ich piersi i pleców.

 

- To nie koniec... Mamy jeszcze do pogadania - odparła w przerwach na oddechy Morrigan, kiedy Aedan w jednym ruchu, uniósł jej osobę, sprawiając, że zawisła mu na torsie, którego trzymała się, przez swe ramiona zaplecione na jego szyi, i nogami na wysokości jego bioder, czując jak całe ciało Aedana, napina się, a także miejscami sztywnieje...

 

Aedan uśmiechnął się.

 

- Masz racje, że to nie koniec, planuje z tobą „rozmawiać” przez resztę nocy ukochana.

 

Morignan prychnęła, starając się zakryć czerwień polików, przez złożenie dzikiego pocałunku na jego ustach, przez który Aedan o mało co się nie przewrócił.

 

W kilku krokach znaleźli się, w ich sypialni zamykając za sobą drzwi, zaraz też lądując oboje na powierzchni posłania. Ich ciała od razu się splotły ze sobą jeszcze bardziej, choć wydawało się to już niemożliwe.

 

Pasja pochłonęła ich. A księżyc był dziś świadkiem rzeczy, o których nawet Orlesiańskie kurtyzany mogły tylko pomarzyć.

 

Jak zwykle para kochała się długo i namiętnie. Niemal jakby się bała, że jak przestaną, to stracą siebie. Że Tym razem się nie odnajdą. Dlatego szukali spełnienia w tym akcie, aż zabrakło im sił. Aż nie mogli już zebrać tchu. Do momentu, gdy oboje leżeli, ciężko oddychając, wpatrując się w siebie nawzajem, z błyskiem w oczach.

 

Nie mieli sił już mówić. Dlatego tylko patrzyli na siebie i nawzajem smyrali swe dłonie. Zwłaszcza w jednym miejscu. Na serdecznym palcu obojga ich dłoni, gdzie każdy z nich miał założone identyczne pierścienie, które słały fale, mrowienia po długości całej ich dłoni, aż do serca.

 

Dwa pierścienie, które przyciągały siebie nawzajem i które łączyły obu posiadaczy magiczną więzią, która pozwalała wyczuwać miejsce i uczucia drugiego noszącego.

 

To był pierwszy podarek dla Aedana od Morrigan. I nadal był on jednym z najcenniejszych dla strażnika.

 

Bo to dzięki niemu ją odnalazł. I to dzięki niemu wiedział, że w dniu, kiedy zniknęła prawie siedem lat temu, tak jak on cierpiała z powodu ich rozłąki.

 

Te pierścienie ukazywały prawdę. Słowa, ukryte na dnie duszy. Tak jak teraz, kiedy Aedan czuł każdą myśl i uczucie leżącej obok niego ukochanej.

 

I ona też to poczuła, bo delikatnie się uśmiechnęła.

 

Pewnie zamierzała się sarkastycznie zaśmiać i zaprzeczyć, ale była zbyt zmęczona, by to zrobić, pozwalając za to sobie, przymknąć powieki, nadal jednak nie przestając pieszczenia jego dłoni i pierścienia.

 

Po chwili Aedan zawtórował jej w tym akcie, aż sen wreszcie pochłonął ich oboje.

 

Tak oto powstał ostatni obraz, jaki ujrzał księżyc, nim zniknął za chmurami nocnego nieba.

 

Obraz dwójki kochanków, którzy w dobie horrorów, rozpaczy, wojen i zdrady, odnaleźli siebie oraz wzajemnie sobie zaufali, by razem stawiać opór przeciwnością losu.

 

Nawet jeśli jedną z nich byli starożytni bogowie i demony.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Mess miesiąc temu
    Cudowne ukazanie wiedźmy! Jestem wielce zadowolony ahhh gdzie takie kobiety😉
  • matix1256 miesiąc temu
    bardzo się cieszę, że się podobało :D
    I tak. Zgadza, się Morrigan to top tier waifu material. Niby "sukowata" ale jak się bliżej da poznać, to nawet i urocza ;)
  • Ellie Victoriano miesiąc temu
    Przepraszam, ale po prostu muszę XD
    "ahhh gdzie takie kobiety😉"
    W łóżkach z innymi facetami 😂
  • Mess miesiąc temu
    Ellie Victoriano zamilcz puchu marny XD i wracaj gdzie twe miejsce.
  • Ellie Victoriano miesiąc temu
    Ja ciebie też 😂
  • Mess miesiąc temu
    Bratnia dusza 😂
  • P.A.M miesiąc temu
    Opowiadanie naprawdę udane. Podoba mi się jak zostali przedstawieni bohaterowie, klimatyczne nawiązania do całej serii, a także to, jak opisano przeplatające się przemyślenia postaci. Układ tekstu również wydaje się przemyślany - poszczególne części nie dłużą się, są w stanie na odpowiednio długi czas skupić uwagę czytelnika - ogólnie na plus :D Nie byłabym jednak sobą, gdybym również nie wspomniała o kilku rzeczach, które rzuciły mi się w oko. Pozwól, że zrobię to od podpunktów, będzie mi łatwiej :) 1. Moim zdaniem czasami tworzysz za długie zdania, przez co pod koniec można zatracić ich pierwotny sens. Są one również trochę wybijające, przez co nie ma spójnego rytmu podczas czytania. 2. Przecinki - nie jestem mistrzem przecinków, jednak jestem w stanie stwierdzić, że troszeczkę nieumiejętnie je stawiasz - nawet w miejscach, gdzie ewidentnie nie powinno ich być. Warto nad tym popracować - serio, warto :D 3. Z doświadczenia wiem, że nie ma nic lepszego, jak dzielenie się swoją twórczością. Cudowne uczucie, przez które niestety chęć szybkiego wstawienia tekstu sprawia, że nie jest on dopracowany. Czytając opowiadanie widać, które z fragmentów zostały bardziej doszlifowane, a które mają różnego typu błędy :) Wszystko jest jednak do wyćwiczenia :D I żeby nie było: opowiadanie super i jak najbardziej na plus :D Czekam na więcej!
  • matix1256 miesiąc temu
    dziękuje, za tak długi komentarz :D cieszę, że ci się podobało! A co do błędów. Jeśli chodzi o przecinki, to jestem totalnym laikiem i zawsze sprawdzam akapity przez ORTOGRAF PL. i ta praca jest tego wynikiem. Jeśli jest tak jakiś błąd z nimi, to wina programu XD ja jestem niewinny :D heheh.
    Co do reszty, jak zbyt długie zdania, zgadzam się. Ale pisząc, lubie budować je takie, bo w głowie ja czytam je bez problemu, bo sam je wymyślam, jednak podejrzewam, że dla czytelnika jest to mniej wygodne :D.

    Jeszcze raz dzięki za miłe słowa i uwagi!
    A co do mojego kolejnego projektu będzie to najpewniej z kolejnego mego ulubionego shipu czyli Shepard x Tali'zoraj z mass effect. Lub coś z kreskówek (jak kim kolwiek - drakken x strzyga :D)
    Zobaczę :D

    pozdrawiam!
  • matix1256 miesiąc temu
    ps. jeśli grałeś w OVERLORD'a 2 to polecam zajrzeć na moją wcześniejszą prace - Pani i Suweren Mroku gdzie rozpisałem ship Kelda x Overlord (suweren) z gry :) Pozdrawiam!
  • P.A.M miesiąc temu
    matix1256 Oooo.. kreskówki są mi bliższe :) A do sprawdzania tekstów polecam Ci https://languagetool.org/pl/, jest lepszy i przynajmniej wyjaśnia błędy i podaje zasady, którymi powinno się kierować :) Oczywiście jest to program i nie jest nieomylny, ale to z niego osobiście korzystam i bardzo chwalę :) Przetestuj, zobacz, oceń :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania