Dramat bez aktów

- Jesień płakała łzami rzewnymi,

Gorycz ściekała z wierzby rąk ciemnych.

Z niebios lał się rzekami zimnymi

Deszcz, spływając z posągów kamiennych.

- Padało.

- Naszym ukryciem przed niepogodą

Stał się przystanek, mokry i mroczny

I przesiąknięty naszą niezgodą.

Na dachu krople grały walc skoczny.

- Schowaliśmy się na przystanku. Tam też było zimno.

- Chciałam Tobie powiedzieć bez zwłoki

To, co w mej duszy dawno już wrzało,

Ale na twarzy Twojej obłoki

Zobaczyć - za bardzo mnie przerażało.

- Chyba chciała coś powiedzieć. Ale wciąż milczała i tylko dziwnie się na mnie patrzyła.

- Nigdy zrozumieć Ciebie nie mogłam,

Milczałam więc. A nasze odbicia

Drżały w kałużach. Tylko pomogłam

Tobie zapomnieć mego przybycia.

- Nie pamiętam już szczegółów. A kiedyś myślałem, że rozumiem ją w pełni... Dziwne stworzenia, te kobiety!

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania