Dramat bez aktów
- Jesień płakała łzami rzewnymi,
Gorycz ściekała z wierzby rąk ciemnych.
Z niebios lał się rzekami zimnymi
Deszcz, spływając z posągów kamiennych.
- Padało.
- Naszym ukryciem przed niepogodą
Stał się przystanek, mokry i mroczny
I przesiąknięty naszą niezgodą.
Na dachu krople grały walc skoczny.
- Schowaliśmy się na przystanku. Tam też było zimno.
- Chciałam Tobie powiedzieć bez zwłoki
To, co w mej duszy dawno już wrzało,
Ale na twarzy Twojej obłoki
Zobaczyć - za bardzo mnie przerażało.
- Chyba chciała coś powiedzieć. Ale wciąż milczała i tylko dziwnie się na mnie patrzyła.
- Nigdy zrozumieć Ciebie nie mogłam,
Milczałam więc. A nasze odbicia
Drżały w kałużach. Tylko pomogłam
Tobie zapomnieć mego przybycia.
- Nie pamiętam już szczegółów. A kiedyś myślałem, że rozumiem ją w pełni... Dziwne stworzenia, te kobiety!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania