droga na targ w falenicy

zimno

wcześnie

w swetrze

zimowej katanie

na targ po bakłażana

dwa kilometry monotonnie prosto

przerabiałem

osiem po papierosy

dziesięć polami po chleb i kwartę

przez bredę po kraków

mokre rowy

teutońskie bory

męczące pagóry

z noclegami tu i ówdzie

w drzew wychłodzonym cieniu

podkradały się bezszelestnie

małe nieznane zwierzęta

zmokłe zmarznięte

wszystko jedno

dla ciepła

z murmurando adagio c-dur na fortepian

kołysaliśmy się oddechem do snu

chyba że z psem

wtedy nie

leżał na służbie

zauroczony von telramundem

moja wina

nie przytulał się

zagryzał co się poruszyło

 

brałem różne drogi

nigdy tak głupio

w zimowej kurtce

wybrałem pod słońce pod falenicą

gdzie czekał bakłażan na straganie

lśniąc bakłażanowym

fioletem i czerwieniami

spływałem potami

zachwycany jesienią

w huku armat

odległym

nie umiem uwolnić

prostej topografii

od nawet nie swoich wspomnień

ciężej mi chodzić

zasypiam oparty

o zaszczane

pnie drzew

słupy latarni

i co, że wiem

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania