Droga z Profesorem
Droga z Profesorem
haibun
Poranek.
Droga z Krakowa do Lusławic jeszcze pusta. Światło niskie, miękkie.
Powiedział, że wiara w byt duchowy jest zabawna.
Że nawet ten, który ją głosi, nie wierzy naprawdę.
Nie odpowiadam od razu.
Mówię tylko: spróbujmy jadąc pomyśleć nowy byt.
A potem go cofnąć.
Silnik, droga, drzewa za szybą.
Milczenie.
Nie było ciężkie.
Raczej coś przestało się spieszyć.
Pola przesuwały się powoli.
Jakby nie trzeba było już niczego rozstrzygać.
Można było pomyśleć cokolwiek.
I pozwolić temu zniknąć.
A jednak trwało.
Nie rzecz.
Nie brak.
Coś spokojnego.
Jak miejsce, które nie wskazuje,
a pozwala widzieć.
Nie mówiliśmy już wiele.
Świadomość cofała się, jak oddech, który przestaje być pilnowany.
Droga trwała.
Wszystko nadal trwało.
A jednak było lżej.
Kiedy dojechaliśmy, powiedział tylko:
— dzięki Bogu jesteśmy
Bez nacisku.
Jakby to zdanie samo się pojawiło.
I wystarczyło.
haiku:
pusta droga —
między jednym zdaniem
drugie milczy
za szybą pola
coś, co nie ma nazwy
pozostaje
koniec podróży —
w odruchu więcej
niż w myśli
Tekst powstał we współpracy z asystentem AI.
Jest taki moment, kiedy człowiek przestaje się spieszyć.
Nie dlatego, że wszystko zostało rozwiązane,
ale dlatego, że na chwilę nic nie musi być rozstrzygnięte.
Myśli nadal się pojawiają.
Można pomyśleć jedną rzecz, potem drugą.
Można każdą z nich cofnąć.
I nagle widać, że można tak bez końca.
Jakby istniała przestrzeń, w której wszystko może się pojawić —
i nic nie musi zostać.
A jednak coś nie znika.
Nie konkretna myśl.
Nie obraz.
Raczej spokojne tło,
które nie zmienia się razem z nimi.
W tej chwili człowiek zaczyna widzieć inaczej.
To, co robi, przestaje być walką o rację.
Słowa stają się lżejsze.
Decyzje mniej nerwowe.
Nie dlatego, że są mniej ważne.
Przeciwnie.
Każdy gest zaczyna mieć znaczenie,
bo mógłby wyglądać inaczej.
Pojawia się coś w rodzaju cichej odpowiedzialności.
Nie trzeba już udowadniać sensu.
Wystarczy go nie zagłuszyć.
Nie trzeba wszystkiego rozumieć.
Wystarczy nie zamykać tego, co się może pojawić.
Wdzięczność nie jest wtedy uczuciem.
Jest raczej zgodą na to, że jesteśmy — choć nie musielibyśmy.
I może właśnie to jest najbliższe temu, co nazywamy Źródłem.
Nie jako byt.
Ale jako możliwość,
dzięki której cokolwiek może być.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania