Między światłami
Wiatr szarpał martwe lipy. Słońce gasło szybko, jakby się wstydziło tego, co ma zobaczyć.
Leżałem na tłuczniu, skronią oparty o szynę. Tętno dudniło w uszach – dowód, że jeszcze trwa to całe nieporozumienie zwane życiem. Przyszła myśl ciężka i obca, taka, z którą nikt nie oswaja, a która potrafi znaleźć drogę sama.
Światła pociągu już wypełzały zza zakrętu. Dwa żółte reflektory, zimne i bezlitosne. Zamknąłem oczy.
Pyk. Uderzenie w skroń – małe, plastikowe.
Otwieram oczy. Lokomotywa HO leży na boku, oderwane koło toczy się leniwie po dywanie. Wzdycham. Wstaję, poprawiam tor.
Model sam się nie naprawi. Więc będę układał go od nowa. Jak co wieczór.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania