DRYFOWAŁEM WŚRÓD HIEN TEJ CMENTARNEJ OTCHŁANI PAMIĘCI
punktem umocowany
na bezwładnym wraku
dryfowałem przeznaczenia
niefortunną nutą
brzemieniem krzyku
podtrzymywany uparcie
łagodnością wielu łez
w pośpiechu zbieranych
do urny bez prochów matki
co uciekła ode mnie
w ciszy natrętne trwanie
nie opodal ogrodu
pomiędzy tujami
w ich karłowatym przebraniu
i trupim smrodzie
ukwiecona przywiędłych
kolorów bukietem
ukrywanym pomiędzy
pompą
śmietnikiem
i znicza płomieniem
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania