Poprzednie częściDrzewo Życia: Akt I

Drzewo Życia: Akt IX

Akt IX

 

Nieustannie się kozioł z okiem pobolewającym borykał, choć przyznać musiał iż okład od pani Owczyńskiej sprawił, że ból nieco zanikał. Jak do tego doszło? Wędrowiec rozwścieczony i zdruzgotany z Lasów wyjechać próbował, tym razem definitywnie swej decyzji dopilnował. Ku jego jednak rozczarowaniu, się okazało iż nieco za późno się zorientował. “Nie możemy wyjechać poza Lasy dopóki nie skończą się obchody Drzewa Życia.” Słyszał to zdanie od kontaktów wszelakich, które myślał, że ucieczkę mu zapewnią. Na przekór jednak jego nadziei odpowiedzią się to kończyło ciągle jedną. Gniew w momencie pewnym go opętał, po wykłócaniu się ze zwierzyną nieodpowiednią, w nią wtaranował. Błąd to był co go srogo kosztował. Czasu jednak trochę minęło, teraz już ochłonął, dookoła się rozglądał, poczuł jakie koło zatoczył gdy w stronę Drzewa Życia wzrokiem dobrnął.

Porównawszy do paru dni wcześniej, gdy w obrębie ów Drzewa się mu znaleźć przytrafiło, ów miejsce się bardzo poróżniło: Drzewo ku zdziwieniu jeszcze bardziej wyrosło, choć nad swe siostry już dawno poszło; rysunki dziecięce, których wcześniej i tak już sporo było, teraz się ich kilkakrotnie więcej namnożyło. Minimum na dwanaście głów ów rysunki sięgały, nic jednak nadzwyczajnego nie przedstawiały, typowe dziecięce były to bazgroły, opisujące dzienne młodzieńce kocopoły. Wszelkie kłody, stoły, papiery i inne bajery wokół Drzewa zniknęły. Te bowiem użyte zostały. Wyjaśnia to skąd się dodatkowe budki w obrębie tego mistycznie urządzonego miejsca wzięły.

Panna Owczyńska bardzo gorąco kozła zachęcała, by rozerwał się nieco i upuścił z głowy swego zestresowania. Choć kozioł opierał się i ani w dyskusję żadną wdawać się nie chciał, jego towarzyszka i tak swych sił próbowała i w pewnym momencie z nim wygrała. Przy jednej z budek, od serca dla koziołka przysmak pewien lokalny mu zebrała: jabłuszko na kiju, miodkiem polane. Kozioł je schrupał, choć myśli jego wciąż gdzieś indziej były usłane… Obecnie rozmów nasłuchując zauważył, że nie tylko on w ten ważny dzień radością swego tonu nie darzył. Wiele zwierząt o zaginionym wilku dyskutowało oraz rozważało, dlaczego wciąż rodziców jego wśród gwaru festiwalu nie zaznano. Kozłowi jednak ów pytanie niedorzecznym się zdało, bowiem kto by czas miał na zabawy gdy to los jego dziecka byłby mu nieznaną?

Kozioł by myśli swe mroczne rozdmuchać i zajęciem konkretniejszym swego ducha uchować: do gromadki dzieci podszedł pewnej, bardzo konkretnej. Ekipa od domku na drzewie to była, każda z mordek w głębokim zastanowieniu tkwiła. Na szczęście nie licząc wilka, całość się zjawiła: niedźwiadek, młoda owca, wilczyca oraz krokodyl. Ten ostatni wyjątkowo był strudzony. Wyglądał bowiem jakby wypłakiwać się musiał na wszelkie Lasów strony. Musiał z wilkiem ciasną mieć więź, pewnie czuję się biedak jakby zabrano mu ducha część…

Koza do krokodyla podeszła, do młodziaków poziomu się nachylając, o dziwo w dyskusję z nimi weszła. Te starszego, pół-nieznajomego nie odrzuciły i również w pogawędkę z nim się puściły. Długo jednak ona nie potrwała, bowiem chwila wygłoszenia wobec uroczystości nastała…

Władca Lasów Harmonii, wilczur z pozoru wysoki i groźny, lecz sympatycznie brzmiący, uciszanie gwaru rozpoczął. Gdy spokój nastał niemal absolutny, wypowiedź swą rozpoczął: “Moi drodzy. Zgromadziliśmy się tu dziś nie tylko dla Drzewa Życia, ale dla całych Lasów Harmonii. Za moment nadejdzie dzień naszego rozliczenia i osądu. Dzień, który zdecyduje o tym, czy dane jest nam iść dalej, a może należyta jest nam kara, za nasze winy i nieudolności… Mieszkańcy Lasów, jak dobrze wiecie, od ostatnich obchodów nasze Lasy nieco się pogorszyły. My się pogorszyliśmy! Lecz wasz głos, na osobę, która ma upiąć cały ten dzień w całość dał rozwiązanie na te trudne czasy. Choć sam jestem w szoku, wraz z resztą straży, to słowa nie dodając, zgodnie z tradycją wyznaczę teraz tego, który dozna zaszczytu rozmowy z naszymi Lasami. Wybranego na poprowadzenie tego przepięknego oraz istotnego dnia.”

Lasy zamarły… Wybrano kozła. Kozioł na siebie wskazał z niedowierzaniem i wyraźnym zdruzgotaniem. “Zgrzeszyliśmy ostatnie czasy, ale może dusza z zewnątrz będzie dość czysta by poprowadzić nas na oblicza kolejnego rozdziału.” – “Jak wiele rzeczy jeszcze nie wiem o tych Lasach? O jakich grzechach mowa? Co sprawiło bym tak ważny dzień dopiął konkretnie ja?”, kozioł się zamyślił. “Czego Lasy ode mnie chcą?”, w wiwatach, stres srogi intensywnie go pieścił.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania