Poprzednie częściDrzewo Życia: Akt I

Drzewo Życia: Akt V

Akt V

 

Przesiadywała ich dwójka pod drzewem dość długo, doglądając jak tubylcy coraz to więcej nowości ku festiwalu godności znoszą. Zaintrygowany obserwator przy ów warunkach dość pogodnych nawet pierwotnie nie zauważył (choć “nie usłyszał” powinienem rzec raczej) gdy to jego nowo poznana towarzyszka zaczęła gadać nieco inaczej. Chwila dość konkretna minęła nim uwaga kozia kompletnie się zszyła i w słowa do niego napływające zwątpienia zrzuciła. O czym żesz to ta kozica mu teraz nawijała? Czy on dobrze słyszy co za frazy tu padają? Nie myli się, ta przeszła na temat do sytuacji i tonu ich przesiadywań nieadekwatny, bowiem o sektach i kultach lokalnych w opowiadaniach swych się rozkręcała. Do czego ta jednak biła? Choć kozioł nieco do takiego tematu zniechęcony to wsłuchiwał się uważnie: mawia, że jedne chronią; mawia, że inne broją; z trzecimi większość się utożsamia; czwarte Lasom zniesławia. Jedni ze swą wiarą się nie kryją; inni zaś w najciemniejszych zakątkach swe uczty urządzają. Wyróżniła i tych którzy zabierają, a tych którzy dają. Przestrzegać go uczona zaczęła o niebezpieczeństwach wszekąd czyhających, za niewłaściwymi hołdami i modlitwami się kryjących. “Uważaj, których szat doglądasz! Spojrzenie tylko da namącić w głowie. Religia wielką jest tajemnicą, której sedna nigdy nikt nie dorwie.”

Ględziła i ględziła w najgorsze i najlepsze! Jednak wkrótce uchyliła co krąży po jej głowie między tym jeszcze. Złożyła mu ofertę, w swe strony go zaprosić, ze złem się zmierzyć i je daleko stąd wyprosić. Opowiadała iż nawet wiatru podmuchy mogą do nich należeć, tylko towarzystwa więcej potrzebują co by z nimi mogli przysiedzieć. Lecz to możliwe, realne, jak najbardziej wykonalne! “Każda ukłon nam da, każdego nasza łaska złapie, każdego duch nasz choćby podrapie! Dołącz do nas koźle, nie pożałujesz tego, odnajdziesz tu dom swój co wyczuwam, że brakuje ci jego…”

Niedługo później kozioł do domu wrócił, a tam… Pakował się. Wściekły był jak osa, nie przypominał sobie by kiedykolwiek cokolwiek bardziej niż to miejsce go odrzucało. Szaleństwo za szaleństwem! Tak sobie kozioł myślał, a gdy już nadzieją zalśniło, że kogoś normalnego poznać mu się udało to nagle się okazuje, że od samego początku do sekty jakiejś zwerbować go próbowano⁈ Szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo jeszcze raz! Zwinął wszystko kozioł i dopiął swój pas.

Na dole choć już ku drzwiom stał to żałoba tężna wciąż trwała. Ojciec spał w najlepsze, ponoć dłużej niż zazwyczaj się mu do tej pory zdarzało; matka owca obiadu szykowała, wciąż jednak z oczyma od łez czerwonymi. Nie wiedziała ta bowiem jak poradzi sobie ze zdarzeniami tymi. Gdy kozioł odejdzie, kto na polu jej pomoże? Tyle zmartwień naraz, toć to ona się chyba rzuci w morze! Cera cicho w kącie siedziała, rysowaniem się zająć próbowała choć spojrzawszy na jej minę to kiepsko jej ów odskocznia pomóc radę dawała.

“Z tymi Lasami zawsze coś było nie tak…”, Owczyńska ton kompletnie zmieniła, kozią uwagę tym od klamki odwróciła. Tymbardziej wędrownika to zaskoczyło, bowiem przed jego pakunkiem wykłócać z nią się mu zdarzyło. Ni o jedne słowo jednak ją nie winił, gdyby sam był w tak trudnej co ona sytuacji, kto wie kogo by za swój los obwinił. “Nie będę ci synku oczu odwracać, wszystko o czym mówiła ci kozica tamta to prawda, a na dodatek mamy też niekoniecznie cienką historie złodziei, podpalaczy, porwań… Morderstw. Nie mówi się po prostu o tym, ale dostrzegłeś możliwie listę w centrum, wymieniającą aż siedmiu członków straży. To niebotycznie sporo w porównaniu do innych części naszego tajemnicy wartej świata, nie uważasz?” Monolog ów długi kozła zszokował, choć jak dalsze zniechęcenie brzmiał, to od drzwi się odsunął i do stołu posunął. Nie chciał tego i to szczerze, lecz na widok bezradności u matki samotnej mu serce rozrywało, pozwolił więc by mądrością jej słów wokół niego opadało.

Ta wzroku ku gościowi nie odwracając wywody swe kontynuowała, wciąż taka pusta cała: “Kiedyś chciałam stąd uciec, wyjechać bardzo daleko. Jednakże w tutejszych Lasach, równie jak na ich powierzchni objawia się piękno jak i jego przeciwieństwo, tak samo głęboko w ich sercu dochodzi do tego samego rozdwojenia dróg. To miejsce potrafi przynieść wiele niemiłych niespodzianek, ale odkryć też wiele tajemnic niepojętych, tkwiących w najbardziej splątanych duszach.” Owczyńska talerz kozłowi pod nos podsunęła i we słowa swe spoglądając mu sucho w oczy pomknęła. “Zastanawiasz się dlaczego końcem nie uciekłam? Dlatego bo to miejsce zawsze zawoła cię z powrotem. Wyprosi, wybłaga, nakaże byś zatoczył kolejne koło…”

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania