Drzewo Życia: Akt VIII
Akt VIII
Wilk…? Kozioł zastygł. Ten sam, którego miał w swych snach, wizjach? Ten wilk⁈ Już od dni paru to miejsce niepokojem i dyskomfortem go sponiewiera, nie spodziewał się ten jednak, że to co widzi faktycznie coś zmienia. Pewien był, że wyobraźnia tylko figle mu płata. O co tu chodzi i wokół czego ta sprawa lata? Odwrócił się kozioł, nastawienie już zmienił, szczura chciał zapytać co by ten wiedzą swą jego pytań stos w odpowiedzi zamienił. Tego jednak już tu nie było, czyżby do młodzieńca, o którym mówił go zmyło? Dlaczego go szuka? Ten gość to maniak! Za późno by zawrócić, wręcz wstyd by teraz odejść. W końcu ze słów jego wynika, że dziecko zagrożone będzie. Choć pewien kozioł nie był tego co się dzieje, to wiedział, że jeśli szczurzysko wilka schwyta, to w nic dobrego to nie zawieje… Ruszył ten więc doraźnego członka sekty schwytać, starając się przy tym nadziei nie zamykać.
Rozejrzawszy się wokół, dostrzegł jak przeciwnik jego szczurzym swym tropem wzdłuż górki zbiega, nasz protagonista zaś srogo rozwścieczony naturą szczura, tudzież wyczynami jego oburzony, poczuł jak bohater się w nim rodzi niestrudzony. By ślady ścigającego się szczura nadgonić i wilka niewinnego od nie wiadomo czego nadnaturalnego uchronić: ten się rozpędził, nogi podwinął i w pozycji owej, konserwującej, z impetem pełnym na dno wodospadu zeskoczył, czym szczura, który okrężną drogę wybrał dość poważnie zaskoczył. W bawełnę nie owijając, z wody wręcz wyskoczył, można by rzecz i ku misterii Lasów Harmonii zaczął biec.
Przewaga jednakże jego się na tym kończyła, że turystą tu tylko była kozia łepetyna, przez co zbyt wybitnie okolic nie znał i otwarcie sam sobie ów fakt przyznał. Biegał więc ku każdym kogo spotkał, najdokładniej jak potrafił domek na drzewie, w którym wilka widział opisywał. Czy akurat tam on będzie? Nadzieję, na ile mógł trzymał. Za wskazówkami przechodniów i po długim biegu męczącym, finalnie do poszukiwanego domku dotarł, ni żadnej żywej duszy tu jednak nie otarł.
Przysiadł ten przy nim wyraźnie zmęczony, całokształtem sytuacji strudzony, rozglądając się biednie we wszystkie świata strony… Widok nagle otuchę pchający się mu ukazał: jeden z przyjaciół wilka obok niego przehasał. Choć gdy poszukiwacz się ocknął, zrozumiał, że określenie “przehasał” nie brzmiało tu w sumie zbyt uczciwie, gdyż to krokodyl przebiegł dość nerwowo obok niego właściwie.
Ten ruszył tuż za nim, jako za tropem jedynym mu obecnie istniejącym. Krokodyl tak zapatrzony był w myśli swe, że nawet nie dostrzegł, iż ktoś do jego biegu przyłączył się. W tej chwili rozważać podróżnik zaczął czy to na pewno jego sprawa? Czy aby nie przeszkadza w tej historii jego postawa…? Jak tu jednak odejść? Z sumieniem nieczystym? Rady absolutnie nie da, stawia ten wciąż na najwyższym! Gadziemu młodzieńcowi kroku dorównuje, choć przyznać musi, że długość ów biegu już powoli go irytuje. Mógł więcej ćwiczyć, nieco się na takie chwile wystarać… Cóż, teraz pozostało mu tylko swe złe decyzje na barki zabrać.
Ile by nie narzekać, końcem do celu swego poszukiwacze dotarli. Prowadził krokodyl ścieżką taką, co u jej końcu o dom wilka się otarli. Kozioł w rolę już dobrze ubrany, do drzwi domu jako pierwszy zechciał się upchać. Zastygł ten jednak, uświadomiwszy sobie, że coś z drugiej strony też chciało się do nich dobrać. Usłyszał bowiem wrzaski, uderzenia; chwilą kozioł poczuł w znaczeniu dosłownym jak ciśnienie wokół gwałtownie w dół upadło, co niemały zawrót głowy na nim wywarło.
Nagle drzwi się otworzyły, szczur z nich wilka trzymawszy wyparował. “Zaufaj mi chłopcze, to o wiele lepsze niż zostanie stertą papieru-”, do kozła po ów zdaniu się oprawca odwrócił i szybko dorzucił: “i o wiele lepsze niż moje bazgroły na twoim rogu, ty rogaty durniu!” Szczur odbiegł, tempa przybrał, którego dogonić się nie dało. Mimo to jednak krokodyla serce za porywaczem poleciało, wytłumić swego gniewu potężnego nie dało.
Kozioł jeszcze długo wpatrywał się w ciemne domu oblicza, nad którym zawisła właśnie ogromna tragedia i tajemnica. “To, że naraziłeś nasze dziecko na takie niebezpieczeństwo to rzecz jedna, ale nie rozumiem dlaczego nie masz najmniejszego wyrzutu by wziąć teraz za nie odpowiedzialność. Miałam cię za autorytet, a niech pola oschłe pod gleby swe cię wciągną!” Gdy wrzask minął, biała wilczyca, wygląda na to, że matka wilka się zza nienaturalnie gęstej jak na tę porę dnia, ciemności domu wyłoniła. Najwyraźniej ona głos obcy, nie jej należący przegoniła i za dzieciem swym wybiegła, przy czym kozła w samotności pozostawiła…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania