Drzewo Życia: Akt X (finał)
Akt X
Szczur się opłakiwał. Stalowe miny swych towarzyszy kultu podziwiał. Wilka, którego dla bezpieczeństwa młodzieńca porwał, jego odejścia z ich kryjówki właśnie doglądał. “Zrobiłem co mogłem byś mógł żyć. Byś mógł uniknąć tragedii, która nadejdzie”, szczur przez zęby wytrzeszczył. Wilk zaś go zignorował, ku wyjściu z groty ciemnej wciąż wędrował. Porywacz kontynuował: “Jeśli wybrany nie dogodzi Drzewu, jesteśmy straceni. Jeśli zaś zdoła to zrobić i rytuał się powiedzie, to wiesz kto nadejdzie i będziemy równie straceni. Wiesz o tym wilku, nie jesteś głupcem.” – “Nie obchodzi mnie to co się tam stanie! Całe moje życie, wszystko to co mi się przytrafiło i co się ze mną dzieję, prowadzi mnie do jednej chwili i ta chwila rozstrzygnie się dziś pod Drzewem Życia. Nawet jeśli zapłacę za to swym duchem, nic mnie od tego nie odgoni.” Szczurzysko kolejnych łez opuściło i z żalem potężnym stwierdziło: “Idź zatem. Wraz z moimi braćmi, będziemy modlić się za ciebie” – “Nie mam wyboru”, wilk cicho wyszeptał, po czym na zewnątrz krokiem stanowczym podreptał.
W drodze do Drzewa Życia, czuł jak moce jego bardziej niż kiedykolwiek wcześniej na żyłach mu grały. Czuł również każdą kroplę krwi co przez nie przepływały. Tak bardzo chciałby być jak inni, lżejsi, papierowi… Zamiast tego jednak, wprost na oczach mu się świata oblicza łamały. To co inni pięknymi Lasami postrzegali, on wśród swej wędrówki jako tony papieru dostrzegał. Po papierze chodzi, o papier się opiera; cały świat swój dostrzegał takim jakim był: niczym jak tylko nakreślonym, marnym rysunkiem tego, czym być by chciał…
Widzę umysł Twój pytaniami przepełniony, historii spragniony. Wprawdzie przyznać muszę, że Lasy owe jak i świat je otaczający mają potencjał nieskończony. Poznasz jeszcze wilka lepiej zatem, wraz z przyjaciółmi jego w obłokach powieści porównywalnej do snu nieokiełznanego. Póki co jednak, ścieżki opowieści o Drzewie Życia do końca doprowadźmy, nim na odpowiedzi przyjdzie czas; wór pytań, rosnący, pełnością doświadczeń uraczmy.
Wilczur młody, nieustraszony już prawie do miejsca rytuału doszedł. Wprost na czas właściwie bowiem jego finał dostrzegł. Ukrył się ten za drzewem, by uwagi nie budzić. Starannie doglądał historii, która zaczyna się na jego oczach budzić: kozioł przed Drzewem osadzony, w rzeczywistości zatracony, w rozmowie głębokiej z naturą pogrążony. Wstał. Zagubiony, ale szczęśliwy. Rytuał przebiegł sprawnie, Drzewo go nie odrzuciło. Krzyki wybiegły ogromne, brawa niezapomniane i radości nieokiełznane. Sensacji zaś obiekt gałęzie dodatkowe puścił, w niebo jeszcze bardziej popchnął i kwiaty wokół swych dołów zapuścił. Niebo się rozchmurzyło, a od Drzewa Życia fala nadziei pomknęła, wszelkie trawy rozjaśniać rozpoczęła, kwiaty do pionu postawiła, czym euforii jeszcze większej wśród mieszkańców narobiła.
Gdy wszystko pięknym się już zdawało, nagle krzyczeć tubylcy do kozła zaczęli. “Odwróć się żesz koźle!”, go straszyli. Gdy ten się odwrócił, ujrzał co im wadzi. Ktoś z drugiej strony drzewa, siekierą je rąbnął. Z każdym uderzeniem pioruny waliły, niebo się chmurzyło, deszcze puściły. Drzewo Życia w końcu upadło, mrok nastał wielki, słońce przygasło. Wśród chaosu winowajca się wyłonił: kocur to był rudy, który nie raz już wśród problematycznych scenariuszy osobowością swą trącił. Kozioł krokiem powolnym do tyłu odchodził, maszkary jednak kociej tym nie uwodził. Ta się zamachnęła, siekierą prosto ku sercu jego rzuciła, a gdy ta wprost w punkt trafiła, kozia powłoka się na stertę kartek rozrzuciła. Jeszcze moment temu ta rozważała, o wszystkich tajemnicach, które Drzewo Życia jej przekazało. Teraz tylko z nią owe zostaną.
Panika jeszcze mocniejsza nastała, wśród krzyków i przepychanek cała gromada w swe chaty uciekała. Wilcza łapa ku pyskowi jego poleciała. szybko jednak ten ją opuścił i okrzyk potężny z siebie wypuścił. “Dość tego!”, wykrzyknął i zza ukrycia swego się wyłonił.
Kocur gdy go dojrzał, pazury ukazał, na cztery łapy się rzucił i sykiem swym kocim ucieczkę nakazał. Wilka jednak to nie ruszyło, co jeszcze bardziej kocura rozwścieczyło; ten jednak ze spokojem do niego podchodził i mimo tragicznej sytuacji, delikatnie się obchodził. “Wraz z moim ojcem przeszliście zbyt wiele… Czas to skończyć.”
Wśród strachu, jako jedyny, krokodyli przyjaciel wilka się pojawił i nastrój wojownika poprawił. Wilcze spojrzenie w pełni już nieustraszonym było; w przód ruszyło i nie z kocurem, lecz z lękami jego się zmierzyło…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania