Dusza
Siedziałem w domowym zaciszu, w gaciach i w podkoszulce, zły na siebie jak licho i z popuszczonym hamulcem.
Na palcach miałem pęcherze, spodnie mi dziury pożar-ły, sam do siebie ględziłem, jakiś taki wulgarny.
Wszystko przez duszę, cholera! Wszystko musiała mi zje..ć! I co ja mam zrobić z tym gó..em? Muszę się pozbyć badziewia.
W tym momencie zza pieca diabeł wyskoczył jak z procy, pysk taki trochę jak koza i mętne jak pijak miał oczy.
— Nie martw się — rzecze diablisko — mnie twoja dusza się przyda. — Tak?! — ja rzuciłem z ochotą. — A ile chcesz na nią wydać?
— Dam ci, co zechcesz, człowiecze, hojnością mą ciebie zaskoczę. Myślę sobie: „Pieprznięty, na duszę napalił się zboczek”.
Dał mi dwanaście tysięcy, a potem jeszcze, choć nie chciał, z miną strasznie wkur..oną dołożył swojego Rolexa.
A kiedy wyciągnął cyrograf i łapska zaczął zacierać: — Po co — spytałem — papiery? Bierz moją duszę już teraz!
Z nozdrzy buchnął mu ogień, szczecina stanęła na baczność, gdy mu, ku..a, podałem stare, zje..ne żelazko.
Komentarze (8)
Super, rozbawiłeś mnie.
O to chodziło🤣
Twoja "Dusza", moja "Dusza",
"(nie)prawda" Lotosa to rusza?
Przysłuchiwałeś się dywagacjom ściętych głów?🤣
Dlaczego zboczek?
Odpowiem Ci barejowsko: każdy diabeł to zboczek, a każdy zboczek to diabeł. 🤣
Miło Cię widzieć.🌹
🫶
🌹
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania