Dwa światy
Rozdział I
A może by tak...
Miałem kiedyś pomysł by ni stąd ni zowąd wstać z łóżka, zabrać kilka rzeczy i wyruszyć przed siebie. Przeżyć inaczej zwykły, szary dzień przeplatany nudą i czekaniem na coś ciekawego. Będąc dobitym przez codzienną monotonię postanowiłem, że zrobię coś szalonego i ucieknę przed codziennością już dzisiaj.
Wybrałem nie relaksującą przejażdżkę rowerem nie przyjemny spacerek ze znajomymi o nie nie tylko długi trudny marsz. To miała być wyprawa, coś szalonego, coś niecodziennego więc tak zrobiłem. Trasę którą wybrałem sobie do przejścia znałem bardzo dobrze. Setki razy przejeżdżałem tą drogą autem więc pamiętałem każdy metr drogi.
Czyli jednak poszedłem na łatwiznę? Przecież nic w tym trudnego przejść długi kawałek drogi którą się zna. A więc zapraszam do przeżycia podobnej przeprawy na własnej skórze. Wtedy odpowiecie sobie sami. Jednak myślę, że przejście ponad 20 kilometrów pieszo tylko po to aby zrobić zdjęcie tabliczki i wrócić do domu można zaliczyć pod kategorię szalonych ,,rzeczy".
Choć droga do ów tabliczki była mi znana i dobrze pamiętałem jak tam dotrzeć wiedziałem, że nie będzie łatwo. Bo czy można porównać dziesięciominutową drogę autem do kilkugodzinnego marszu?
Jak się przygotowałem do mojej pieszej ,,wycieczki"? Nie specjalnie. Taki był mój zamiar. Nastawiłem tylko budzik na wczesną porę i nawet nie myślałem o jutrze. Chociaż cieszyłem się na samą myśl o tym, że jutro będę daleko stąd.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania