Dwa światy
Rozdział III
Pierwsze kroki
Jestem już poza miastem. Skręciłem w lewo, zszedłem z głównej drogi i widzę przed sobą prostą, pustą drogę. Przykucnąłem na poboczu, spojrzałem w górę. Uświadomiłem sobie, że to będzie ciepły może upalny wręcz dzień. Gorąco? - może być, - duszno? - może być, brak cienia? - może być. Tak wtedy myślałem bo nic nie wskazywało na burzę...(przynajmniej dla mnie).Popatrzę jeszcze przez chwile, zrobię kilka zdjęć, ugaszę pragnienie i ruszam.
Minąłem właśnie charakterystyczny znak na zakręcie. Jest on dla mnie jakby symbolem granicy między kończącym się miastem, kupą samochodów, hałasu i ciągłego gonienia czasu który ucieka jak tylko może a zaczynającą się krainą gdzie to wszystko nie ma znaczenia i to matka natura rządzi się swoimi prawami. Ten znak choć całkowicie ludzki oznaczał początek prawdziwej przeprawy i odtąd dopiero zaczyna się prawdziwa wyprawa.
Za moimi plecami kilka przydrożnych domostw. Gdy tylko przechodziłem obok furtek wejściowych wyskakiwali z rozdziawionymi szczękami obrońcy podwórek. I nic w tym dziwnego przecież za to są utrzymywani, i nie może dziwić również zachowanie gospodarzy którzy nie specjalnie kwapili się do odpędzenia pupili od szczekania i okazywania swoich atutów (kły). Jednak dało się wyczuć i zrozumieć pewną metaforę. Jakby chcieli powiedzieć: idź stąd, wracaj do siebie, nie potrzebujemy tu miastowych. Takie odniosłem wrażenie. Oczywiście nikt nie przemówił do mnie takimi słowami ale są takie sytuacje gdy można bez słów wyczuć co człowiek miał na myśli. Długo się nie zastanawiałem co robić. Idę dalej...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania