Dwa światy
Rozdział V
Zasłużona nauczka
Idę już spory kawałek a budki jak nie było tak nie ma.No nic, nie mam dużego wyboru.Trzeba postawić kolejny krok i być dobrej myśli.Zrobiło się chłodno, przyjemnie.Wiatr jakby zniechęcony porażką nie porywał już tak mocno.Chmury rozstąpiły się niechcąc dłuższego kontaktu ze sobą.Słońce ponownie budziło się do życia zaczynając od miłych przyjemnie ciepłych promieni.Coś jest nie tak? A gdzie LOS? Gdzie jego przeciwności? - pytałem sam siebie.Uniosłem czoło.Ujrzałem daszek z ławką.O to jakiś zbieg przyjemnych okoliczności? Nagroda za to, że nie dałem się złamać? Za to, że nie zawróciłem? Tak to odczytałem.No dobrze, napewno skorzystam.Dochodzę do budki.Pusto nikogo nie ma - wchodzę.Usiadłem, złapałem oddech, napiłem i myślałem: naprawdę daleko doszedłem, mogę być z siebie dumy.Co prawda został jeszcze kawałek drogi ale to pestka, dam radę.Rozmarzyłem się jak będę opowiadał o tym co już zrobiłem.Będą mi zazdrościć - i dobrze bo jest czego.Oni napewno by zawrócili to mięczaki.Przekonają się, że są na tym świecie ludzie lepsi, silniejsi od nich.Chcę widzieć to uczucie w ich oczach.Pochłoneła mnie pycha.Poczułem się lepszy, większy, wyjątkowy.
Zajrzę do notatek.Schylam się do plecaka.Nagle! Poczułem straszne pieczenie w stopie aauuuććć.Zdjołem but, skarpetkę... Mrówki! Pełno! Czerwone! Aauuććć piecze, swędzi, puchnie.A sio! Poszły! - zrzuciłem je na ziemie.Cholerne mrówki.Ale skąd one tu? Przecież bym je zauważył.Aaa... mrowisko z tyłu ławki.Moja noga! Piecze, swędzi, puchnie.Zabieram się stąd jak najszybciej! Wsuwam przepoconą skarpetkę - ból dostał silne wsparcie, wkładam buta - ciasny i gorący - kolejne wsparcie i zabieram się do wiązania - choć trochę żebym go nie zgubił.I nagle! Znowu! Na karku! Aaauułłłaaa... Hola hola, zaraz zaraz jak to mrówki na karku? Żartujesz. - Mrówki? Mrówki? Bęc! Dostał.Leży na ziemi. - Pajak? - Nie nie pajaki nie są agresywne a to? Przypomina pszczołę tylko jest dwa razy większe i trochę pomarańczowe.Truteń, szerszeń? Nie mam pojęcia.Zadeptałem ścierwo.Ale skąd to...? Aaa no jasne gniazdo na drzewie nad budką.Na szczęście nie zostawił żądła więc nie musze prosić kogoś o macanie i wyjęcie go ze mnie.Ale co ja tu jeszcze robię??? Zarzuciłem plecak i wystrzeliłem jak z procy... Zaraz potem jak walnołem się w głową w daszek.
Przykucnołem kilkanaście drzew od budki.Zdjołem but, skarpetkę.Podmuchałem na stopę, pomajtałem w lewo w prawo w górę i dół.Nieco lepiej ale i tak piecze, swędzi,ooo nie puchnie już.Dobrze, że nikogo nie było wokół mnie i nie widział tego żenującego przedstawienia, musiałem wyglądać idiotycznie wybiegając z ,,pustej" budki z grymasem na twarzy i wrzaskiem.Ktoś by pomyślał - O mamy wariata we wsi.Co zrobić z karkiem który awansował na pierwsze miejsce w tej rywalizacji którą sobie urządzili ze stopą? No jasne mam przecież lód w termosie! Przyłożyłem lodowaty termos do miejsca użądlenia.Ooo tak od razu lepiej.W jednej chwili uświadomiłem sobie co to wszystko znaczyło.Ten rozdział to kara.Kara za przechwalanie się, za pychę, za brak szacunku do matki natury.Kara a jednocześnie nauczka...
Morał :
Nigdy nie należy osiadać na laurach.Nawet jeśli zrobiłeś bardzo dużo i niewiele Ci brakuje do celu zawszę bądź skupiony na dalszej drodze.Dziękuj za każdy dar który otrzymałeś.Przyjmuj z pokorą decyzję z Góry. I najważniejsze: konsekwętnie idź na przód dotąd aż dojdziesz tam gdzie sobie założyłeś.Nie waż się mysleć co inni powiedzą, niech Cie nie ogarnie pycha bo słono za to zapłacisz...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania