Dwa światy
Rozdział VI
Coraz bliżej...
Ostatnie wydarzenia skutecznie spowolniły moje i tak wolne tempo marszu.Południowa, duszna pora chcąc zbić mnie z trasy wbijała do mojej głowy swoje fantazje i złudzenia sugerując większą ilość zakrętów niż w rzeczywistości.Z kilku metrów prostej drogi potrafiła zrobić cztery zakręty i dwa pagórki a gorący, odbijający się asfalt przybrał postać zapadającej się wielkiej czarnej dziury.Ufff gorąco.Powietrze dałoby się pociąć nożem.Coś niedobrego dzieje się w mojej głowie.To z gorąca - pomyślałem.Wyobraźnia wchodzi na scenę i zaczyna swój występ.Już na początku show dała niezły popis więc na wszelki wypadek opuszczę powieki i w ten sposób wyjdę z sali.Idź prosto.Nie ma tu żadnych zakrętów ani pagórków.To tylko LOS i kolejna jego sztuczka.Słońce w zenicie.Ponownie zaczęło opiekać moją skórę jak kebab - poooowollli i ze wszystkich stron.Czarny plecak dokładał do pieca i rozprowadzał ciepło równomiernie po całym ciele tak by WSZYSTKO (wiecie co mam na myśli) było dobrze upieczone.O jest znak zabudowania.Muszę być już bardzo blisko.
Jestem na terenie jakiejś większej wsi.Czyli tabliczka musi być za tą społecznością.Większa wioska ale jakoś tak cicho, żaden traktor nie warczy, kombajn nie młóci? (Chociaż zobaczyć tą maszynę pracującą w dzisiejszych czasach to rzadkość).Ale zaraz, gdzieś gra muzyka, czuć zapach rozpalonego grila i nawet widać dym.Idę tam.Pomyślałem, że zaproszą do siebie, ugoszczą, dadzą coś zjeść - poprostu ciepło przyjmą gościa.Ciekawe jak zareagują.Podszedłem bliżej.Była tam chyba cała wieś.Już miałem zamiar podejść, przedstawić się, zagadać, poprosić o szklankę wody.I co? A no było tak.Krzyknołem :
- Dzień dobry!
To tyle.Oddaliłem się z tego miejsca pełen wstydu i czerwoną twarzą.Co się stało? Pogonili? Psem poszczuli? Nie nie nic z tych rzeczy.Więc co?Posłuchajcie...
Nastawienie tych ludzi do nieznajomego zwaliło mnie z nóg. Sam wyraz twarzy gospodarzy biesiady odpychał, był nieprzyjemny.W tej krótkiej chwili gdy stałem przed wejściem na podwórko kiedy patrzyli na mnie jak na... no wiecie kogo doszło do mnie, że moje oczekiwania w żadnym stopniu nie będą spełnione.Oczywiście nic nie odpowiedzieli, parztyli na siebie ze zdziwieniem udając, że to nie do nich.Momentalnie postawili niewidzialną ścianę między mna a nimi.Dzieciom dostarczyłem tylko śmiechu.Gdy tylko opuściłem głowę i ruszyłem przed siebie usłyszałem przerażający chichot tych dzieciaków.Robiąc kolejne metry zacząłem myśleć nad tym dlaczego tak jest? Dlaczego ludzie mieszkający na wsi mają złe nastawienie do obcych? A co z tradycją nakazującą ugościć obcego w noc 24 grudnia? Przecież stawiamy pusty talerz na stole podczas wigilijnej kolacji prawda? A co z przysłowiem mówiącym o Polskiej Gościnności? Po tym doświadczeniu naprawde zaczynam wątpić w prawdziwy sens tych obyczajów.Może ten pusty talerz na stole trzeba odbierać dosłownie? Jako kompletnie pusty gest? Stawiamy go bo tak wypada a gdyby przyszła pora próby sami już wiecie.Być może nie powinienem generalizować tego, być może spotkaliście się z zupełnie innym traktowaniem Was jako przybyszy, obcych, nieznajomych nie mam zamiaru zaprzeczać, kłócić się z Wami.Lecz pragnołem pokazać, że dzisiejszy świat jest ogarnięty obłudą, pozorami, rzeczami robionymi tylko na pokaz i nie mają one nic wspólnego z pierwotym przesłaniem a przecież po to zostały one stworzone.
No dobrze dość tego myślenia czas skupić się na dalszej drodze.Trochę dziwne uczucie ale mam wrażenie, że ktoś idzie za mną odkąd minołem imprezowiczów.Skoro cała wieś jest na grilu to niemożliwe.Pewnie wybraźnia bawi się w najlepsze.Ale sprawdźmy dla pewności.Idę, idę, idę i odwracam się z zaskoczenia! I... nic, nikogo nie ma.Jeszcze raz, drugi, trzeci i... nikogusieńsko nie ma.Skojarzyła mi się hitoryjka którą mama opowiadała mi kiedy byłem jeszcze dzieckiem.Dotyczyła anioła stróża którego przecież każdy ma.Posłuchajcie...
Był to okres przedświąteczny.Ja jako dziecko bardzo wierzyłem w Mikołaja który zostawia pod choinką prezenty i w to, że trzeba sobie zasłużyć przez cały rok na najlepsze zabawki.Moi bracia, wszyscy znajomi podejmowali próby przetłumaczenia mi, że to tylko bajka i to rodzice podkładają prezenty pod choinkę.Nie słuchałem byłem przekonany, że to ja mam rację i miałem zamiar udowodnić im to.Nie wiedziałem jak ale to zrobię.
Dzień przed wigilią przeżyłem zamach na moją wiarę w grubego dziadka z brodą, ubranego na czerwono i tak dalej.Mianowicie szukałem małej, gumowej piłki którą graliśmy z braćmi w pokoju mimo zakazu rodziców.Zamiast piłki znalazłem schowane prezenty za łóżkiem.No nie tylko nie to - pomyślałem.Jakiś czas patrzyłem i nie wierzyłem.Brat z pokoju obok:
- O chyba znalazł prezenty zamiast piłki.
- (Drugi brat) To niedobrze rodzice niechcieli żeby się wydało.
- Cały czas wiedzieliście o tym?
- Pewnie tylko rodzice niechieli odbierać ci magii tych świąt dlatego nie mówiliśmy ci o tym.
- Wielkie dzięki.Teraz możecie się...
Pewnie dlatego zabraniali nam grać - pomyślałem.Całe święta byłem załamany.Jednak udawałem szczęśliwego jakby nic się nie stało.
Po tym doświadczeniu nie wierzyłem w kolejną historię którą podała mi mama.Mówiła o aniele który jest do nas przypisany.Ów anioł ma nas chronić przed wszystkim co złe.
- Skoro tak to gdzie on jest?
- Zawsze za tobą synku.Pamiętaj o tym.
Przez kilka dni szwędałem się po mieście i co drugi krok oglądałem za siebie z nadzieją przyłapania anioła.Po kilku dniach bez rezultatów poddałem się.Zbulwersowany pobiegłem do mamy i wygarnołem, że nie dam się nabrać na koleją żałosną historyjkę.Mama tylko spojrzała pogłaskała mnie po głowie i odeszła.Dopiero dziś przekonałem się o prawdziwości tamtych słów.(Roz. IV)
Jestem poza obrębem wsi przez którą miałem ,,przyjemność" przechodzić.Mam kilka metrów do drzewa i jego cienia.Za chwilę odpocznę.W tych kilku metrach pojawił się pomysł w mojej głowie: Może wysłali kogoś po to by przypilnował mnie żebym niczego nie ukradł, wyprowadził mnie poza ich dobytek jak na muszce? Przecież cała wieś była tam, nikt się nie spodziewał obcego.Domy zostały puste więc w razie czego hmm to dość logiczne.No dobrze czas odpocząć, odetchnąć i może nie myśleć już tyle...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania