Dwa światy
Rozdział VII
Tabliczka
Nadszedł czas by wstać i dokończyć to co zacząłem.Jeśli dobrze pamiętam to przede mną jeszcze kawałek prostej drogi następnie opuszczona, zamknięta fabryka i wreszcie Tabliczka - punkt docelowy.Jednak to jeszcze dobry kilometr marszu.Chwyciłem za plecak, spojrzałem w niebo i po prostu ruszyłem przed siebieb - nie myśląc o szczęśliwym zakończeniu wyprawy i bliskości celu - dla własnego bezpieczeństwa. (Roz. V )
Pusta, prosta, polna, droga wydeptana przez tysiące stóp, kół, kopyt i słońce które wypaliło resztki niedojedzonej trawy.Przystanąłem na chwilkę.Rozejrzałem się.Ale tu pięknie, przyjemnie, świetne miejsce na biwak, wąska polna dróżka a dookoła rzadki lasek i jeszcze ten żółciutki mlecz za i po horyzont.Brakuje tylko strumyka z krystalicznie czystą wodą aby powstał obrazek jak z bajki.Robię kilka kroków do przodu.Dalej bajka.Kolejne kroki i ponownie bajka.Następne kro... iiii coś strzeliło pod butem.Unoszę stopę i widzę człowieka - szklana buteleczka po ,,czystej".Jednorazowy przypadek - pomyślałem.O miałem rację za chwilę wyjdę na główną drogę a nie było tam więcej ludzkich oznaczeń.Ostatnie pięć metrów no iiii niestety.Cała masa zgrabnie usypanych śmieci.Stos butelek, torebek itp. Hmm pewnie ktoś wykorzystał to miejsce właśnie na biwak.Tylko dlaczego bez szacunku do Tego kto to miejsce stworzył? To jednak ludzie nie potrafią korzystać z tego dostali za darmo.Szczególnie wtedy gdy ten Ktoś nie chce niczego w zamian.Człowiek niszczy to co piękne w przyrodzie.Wchodzi z ohydnymi buciorami i nie liczy się z niczym.Brak w nim poczucia, że tutaj jest gościem.Czy tak trudno zabrać ze sobą kilka worów i posprzątać po sobie? Przecież w domu każdy zmywa po sobie naczynia prawda? To tak trudno wynieść zachowanie z domu w plener? Czy tak trudno... ale zaraz zaraz przecież to już codzienność.
Kawałek prawie bajkowej krainy już za mną.Popołudniowa pora przyniosła ze sobą świeże, orzeźwiające zapasy powietrza.Dało mi to możliwość złapania kilku głębszych oddechów.Te kilka oddechów nieco orzeźwiło mój przegrzany umysł.Przede mną jeszcze jeden charakterystyczny punkt na trasie wyprawy - stara, opuszczona fabryka a tuż za nią powinna znajdować się mała, zielona tabliczka.
Asfaltowa droga prowadząca do zamkniętego przedsiębiorstwa zza której wyłania się najwyższy budynek opuszczonego zakładu.Odbiłem w bok po czym obszedłem szerokim łukiem ogrodzenie spółki.Dlaczego? Ilekroć pytałem o nią znajomi opuszczali głowy i zmieniali temat rozmowy jakby nie słyszeli pytania.Nigdy nie naciskałem uznając to miejsce za objęte jakimś tabu.Tak więc wolałem nie kusić LOSU który dał o sobię zapomnieć.
I co teraz? Zszedłem ze znanej mi trasy przez tą fabrykę i chyba się zgubiłem.Drzewa za mną, drzewa przede mną stoję na środku lasu kompletnie zagubiony.Niech pomyślę: mogę zawrócić i przełamać tabu albo iść w stronę słońca.Szybka decyzja i... idę.Ohhh ta cisza doprowadza mnie do szału! Jakby za chwilę miało się coś stać.Wyobraźnia ponownie tworzyła sceny ukazujące tragiczną, bliską przyszłość.Gdyby teraz zaatakował mnie dzik bądź równie groźny zwierzak było by po mnie.Powodów mógł mieć mnóstwo.No chociażby obrona terytorium a pomocy szukać z nikąd.Poczułem się jak ofiara będąca skazana na litość drapieżnika.Żadnego stukania dzięcioła, żadnego kuku kuku kukułki, żadnego trzepotania skrzydeł walczących ptaków o ukochaną, gdzie ja jestem? Na szczęście las staję się coraz rzadszy i rzadszy więc przyśpieszyłem ku światłu.Ostatnia linia roślin i kolejna polna dróżka.
Rozglądam się we wszystkie możliwe strony i nagle coś odbiło się od promieni słońca na skraju wydeptanej, piaskowej drogi.Zrobiłem daszek z dłoni aby lepiej się przyjrzeć co to takiego.Moment czy to nie... To ona! Haha to ta tabliczka! Udało się doszedłem! Zrobiłem to.Podbiegłem do zielonego prostokąta z euforią na twarzy.Dotarłem na szczyt własnego Mount Everest.Wykrzyczałem w niebo jiii-haaaaa po czym runołem na ziemię.Niesamowite uczucie spełnienia wygnało wszystkie inne myśli prócz euforii.Całkowicie nieistotne były komentarze oraz znaczące wyrazy twarzy ludzi spędzających czas na ławce przed chałupą.Leżałem mając zamknięte oczy od tak szerokiego uśmiechu.Odcinam się od zewnętrznego świata i skupiam uwagę na błogim konsumowaniu tej niepowtarzalnej chwili.W głowie kompletna pustka natomiast serce zalane radością.Odpłynołem...
Czy to już koniec wyprawy? Dalej już tylko ludzki świat z szarością i nudą w rolach głównych.Przygoda skończona? To koniec? Oczywiście, że nie. Z każdej góry trzeba jeszcze zejść prawda? Cała droga powrotna jeszcze przed nami.Cel ponownie jest daleko ale tym razem to dom.Droga powrotna wcale nie oznacza bezpieczna.Już, już idziemy tylko pozwólcie mi jeszcze przez moment nacieszyć się tą chwilą...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania