Dwa światy

Rozdział IX

Chwila wytchnienia. Naprawdę?

Co ze mną? Co to wszystko miało znaczyć? Co dalej? A i jeszcze pytania z poprzedniego rozdziału - Co TO było?!!! Odpowiedz natychmiast!

Na tylko jedno pytanie jestem wstanie odpowiedzieć natychmiast.Pytacie co ze mną? Aktualnie człapię pod górkę.Widzę na jej szczycie światło z przydrożnej latarni.Spróbuję tam dojść jak najszybciej i trochę odsapnąć.Może wtedy pozbieram myśli ale na tą chwile proszę Was pozwólcie mi się otrząsnąć.

Mimo iż widzę budkę która za pewne co rano zbiera dzieciaki jadące do szkoły i pomimo, że teraz już z górki powinno być łatwiej nie mam jednak siły by zejść z niej i wejść do wiaty w której napewo jest ławka na której mógłbym rozciągnąć okropnie obolałe kończyny.Tak więc siadam pod latarnią w (nie)bezpiecznym rowie.Przynajmniej widzę co się dzieje wokół mnie.Muszę zdjąć tego buta którego dźwigam od rana.Stopa nosząca go przez tyle godzin już na samą próbę włożenia go spowrotem zrobiła się czerwona i napuchnięta - jak ta w którą pogryzły mnie mrówki.Ściągam skarpety i od tej chwili będę kontynuwał podróż boso.Tak to dobry pomysł choć wiem jak to brzmi.O jaka ulga dla moich stóp.Nie uniosły by dłużej choćby kawałka materiału a dom wciąż nie wiem jak jest daleko ode mnie.Muszę się napić.Sięgam po termos.Niestety to już resztka płynu.Dopijam do końca i wrzucam ze złością z powrotem do środka.Chciałbym rzucić go daleko byle gdzie jak aktorzy w filmach z hollywood wyrzucają puste bukłaki gdzieś na pustyni ze złością i zrezygnowaniem.Jestem wykończony.Totalnie wykończony.Napięcie powoli opadło niczym żółty liść z drzewa w parku na zimę i dopiero teraz czuję potworne zmęczenie i ból w nogach.He ciekawe, że telefon na który patrzę ponownie łapie zasięg a bateria utrzyma go przy życiu jeszcze przez kilka godzin.Tak jakby wrócił skąd przyszedł.Okej chyba jestem w stanie pomyśleć nieco trzeźwiej i udzielić kilku odpowiedzi.Ale zaraz, słyszę jakieś śpiewy i krzyki.Blask świateł auta oślepił mnie gdy samochód po wejściu w zakręt z wielkim trudem, wyszedł na prostą i ruszył pod górkę.Ujrzałem w jasnym świetle latarni parę dłoni wymachującą na boki a tuż pod nią rozśpiewaną twarz jakiegoś małolata który wychylił się z otwartego szyberdachu stojąc na zapewne ubrudzonej wymiocinami wycieraczce.Disco polo dudniło z głośników na całą okolicę ale oprócz mnie nikt tego nie słyszał gdyż jestem tu sam wśród ukrytych głęboko w trawie pocierającymi skrzydłami świerszczy.Do rozśpiewanego małolata dołączyły dwa kolejne barytony również dziecinne w odgłosie.Na mój widok zwalniają coraz szybciej i szybciej.Przez otwartą szybę wyłania się twarz kierowcy.Nie odbiegał od swoich kolegów wiekiem ku pełnoletności.Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że cała paczka jest w tym samym wieku.Popatrzyli na mnie przez krótką chwilę i byłem święcie przekonany - jak dzieciaki myślący iż właściwy komputer to monitor na który patrzymy a nie to obudowane pudło - , że przestraszą się poprostu mojego widoku - bosy, leżący w rowie, gość z brodą i podartą nogawką od spodni w środku nocy - a oni co? Wyciągają komórki z kieszeni i cykają mi zdjęcia jak ludzie robiący sobie żenujące selfie w toalecie które potem publikują na facebook'u.Wciskają gaz do dechy i dają dyla.Kiedy odjeżdżali usłyszałem tylko: zmontujemy i wrzucimy go na You... hahahaha będzie beka.Będzie beka? Z kogo? Ze mnie? A co w tym śmiesznego? - pomyślałem.Inna sprawa, że byli dosyć mocno walnięci pewnie po jednym piwie ale i z tak banalnego zdarzenia można wywnioskować następującą rzecz.Ludzie zrobią wszystko w tych czasach które nastały ażeby zdobyć choć garstkę sławy i być rozpoznawalnym na szerszą skalę.Niestety często pragną osiągnąć swój cel nawet kosztem drugiego bliźniego.Dlaczego staliśmy się kompletnie puści w środku, obojętni na wszystko prócz czubka własnego nosa? Czemu Przykazanie miłości dane od Najwyższego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego, straciło całkowicie znaczenie? Sława, pieniądze, autografy... To wszystko jest ważniejsze od drugiej osoby.Być może dzięki temu wejdziesz w posiadanie domu, samochodu i ogródka ale ona przyjdzie do każdego, zapuka do każdych drzwi bo przecież to życie jest tylko chwilową stacją na długiej drodze.Nie zabierzesz tego ze sobą.To wszystko przeminie a osobe którą skrzywdziłeś dla własnych korzyści pewnie przyjdzie Ci jeszcze spotkać.Co wtedy? Ano tylko winny się tłumaczy prawda? Chyba warto o tym pomyśleć.Co zostawię po sobię na tym świecie? Czy znajdzie się ktoś kto będzie pamiętał, że byłem, żyłem, oddychałem? Odpocznę jeszcze kilka dłuższych chwil i zobaczę się jutro na You...

Pytania, pytania, pytania.Wiecie co? Nie będę się nad nimi główkował.Przynajmniej nie teraz.Przyjmijmy założenie proste jak drut: To poprostu się stało okej? Załóżmy, że to zdarzenie było tylko kolejnym doświadczeniem w czasie naszej wyprawy.Uwierzcie mi na słowo tak będzie lepiej.I dla mnie i dla Was.Poza ty mój mózg od kilku godzin pracuje na zwolnionych obrotach - jak pracownik w piątek w czasie ostatniej godziny swojej pracy więc nic konkretnego byście nie usłyszeli.Przepraszam Was za to lecz obiecuję, że do tego wrócimy.

A tym czasem chodźmy dalej.Ale zaraz znowu coś jedzie? Jedzie jedzie ale tuż za moimi plecami.I to strasznie.Z kąd ten smród? Odwracam wzrok i kolejny już wstrząs przeszedł me ciało.O Boże co za okropieństwo.Ktoś wrzucił w to miejsce zarżniętą chyba owce bo nic innego nie przypomina.Nie byłem świadom tego, że siedzę w kałuży krwi ponieważ światło odbijające się od księżyca pada prosto na strumień czerwonej cieczy która w świetle naszego satelity wydaje się być czarna.Wnętrzności wylały się pare centymetrów od wełnianego ciała.Lecz nie to przeraziło mnie tak bardzo jak łeb pokryty podwójną warstwą much które powoli zabierały się za oczy ów owcy.Wystraszyło mnie to przeogromnie bo powrócił mój koszmar z dzieciństwa z którym nie potrafiłem uporać się przez długie tygodnie.Jak to boisz się owiec? Nie zupełnie.Pamiętam to tak:

Jako dziecko bardzo lubiłem oglądać amerykański wrestling jak większość chłopców.I nie przestałbym go śledzić do tej chwili gdyby nie nowy zapaśnik.Erick Rowan który dołączył w pewnym odcinku do załogi ukochanych aktorów spowodował ciężki uraz w mej wyobraźni.Kiedy pierwszy raz ujrzałem go w masce imitującej właśnie owce o mało nie zleciałem ze schodów kiedy to z paczką chipsów pełen radości biegłem po pilot od TV.Do tego specjalistyczne ruchy kamerą które przybliżały i oddalały twarz Rowana.Widok rudo-brodatego wrestlera wywołał w mej pamięci wstrząs tak silny, że bałem się zacisnąć powieki gdyż jak na zawołanie pojawiał się przerażający obraz.Koszary dręczyły mnie długo.Co noc miałem obawy co do tego czy uda mi się zasnąć.Nawet towarzystwo rodziców podczas próby zaśnięcia było na tyle przydatne co wywiadówka na koniec semestru.Jednak którejś nocy ,,Pan owca" po prostu zapomniał przyjść i nigdy więcej go nie ujrzałem.Do dziś tłumacze to sobię tym, że chyba każdy kiedyś w dzieciństwie musiał przeżyć coś podobnego.Po prostu wyrasta się z podobnych rzeczy.Lecz blizny zostają na całe życie a ta wydaje się ponownie krwawić.

Patrzę na okropnie okaleczone zwierze i obraz powrócił jak bumerang.Ponowne ruchy kamerą, powolne kręcenie głową na boki jak za dawnych lat w ekranie telewizora.Ogólny klimat miejsca dodaje dramatyczności a światło księżyca tylko dopełnia zniszczenia w mej głowie. Nogi sypią się jak domek z kart, ogarnia je ospałość i niechęć do działania.Powoli trace władzę nad nimi, nie czuję przepływu krwi, zostały wypchane od środka watą.Znowu to uczucie jak z przed lat.Koszmar powrócił.Próbuje złapać mnie w swe ramiona, nie chce wypuścić już nigdy więcej.

Łapę za plecak, uciekam bosy i sparaliżowany strachem.Zjeżdżam z górki jak narciarz z dużą prędkością myśląc o ciepłej kolderce którą zamieniłem na to piekło.

Mam tego dosyć...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania