Dwa światy

Rozdział X

Wyjście awaryjne

Minąłem budkę w której miałem odpocząć, minąłem jakichś pijaczków krzyczących i grożących palcem w moim kierunku, minąłem piękny widok bociana siedzącego w gnieździe w świetle księżyca nie uwieczniając go zdjęciem, mam to wszystko gdzieś.Idę przed siebie, byle gdzie.Chcę już zakończyć tę podróż i wrócić do domu.Człowiek o niczym nie myśli w takich chwilach.No chyba, że o tym co jeszcze gorszego go spotka, kiedy upadnie z taką siłą, że już nie wstanie.Tak człowiek myśli w taki właśnie sposób.Zastanawia się - kiedy wpadnie do tak głębokiej dziury, że sam się nie wydostanie a i pomocy znikąd.Co wtedy? No co?

Nie mam pojęcia czy idę w dobrym kierunku czy nie.Nie wiem też czy kolejny raz nie zboczyłem ze ścieżki prowadzącej do rodzinnego ciepła.Kompletny brak orientacji w terenie.Jestem wykończony.Nie mam już wody, potwornie bolą mnie stopy i idę nocą po opustoszałej piaskowej ścieżce.Chce do domu.Jeszcze ta dobijająca samotność.Czemu prawie nikt tędy nie jeździ? Aa no tak kogo ja pytam? Zaczynam gadać sam do siebie w tym szaleństwie które przecież sam sobie zgotowałem.Ale zaraz czyjeś światła przebijają wszechobecny mrok.

Policja! Czemu wrzeszczę? No bo spójrzcie tylko na mnie.Nie mam butów, nie wiem gdzie jestem i włóczę się tu w środku nocy.Za to mam rozerwane spodnie umoczone krwią.No nie jest to dziwne? Jak bym się wytłumaczył? Na pewno zabraliby mnie i odwieźli do najbliższego komisariatu.A tego nie chciałem mimo tych wszystkich rzeczy które mnie spotkały do tej pory.Szlag by trafił całą wyprawę przez dwójkę ziewających ,,stróży prawa".

Nie dziwiło Was nigdy poczucie lekkiego strachu i napięcia które odczuwamy kiedy w okolicy kręcą się funkcjonariusze? Przecież policja jest dla naszego bezpieczeństwa i to w jej obecności powinniśmy czuć się pewniej, bezpieczniej.Dlaczego jest na odwrót? Dlaczego nasi ,,ochroniarze" wyzwalają w nas poczucie zaniepokojenia i bojaźni? Kiedy tylko pojawiają się umundurowani goście natychmiast spuszczamy głowy, nasze serce przyśpiesza a rozum karze nam chować się w tłumie.Robimy wszystko aby tylko przejechali dalej nie zwracając na nas uwagi.Dlaczego?

Moje pierwsze odczucie gdy ujrzałem policyjny radiowóz było dokładnie takie samo jak wyżej opisane.Przez sekundę stałem w bezruchu nie wiedząc co robić, jak się ratować.Nic mądrego nie wpadało mi do głowy a służbowy wóz był coraz bliżej więc od tak wskoczyłem do rzadkiego na pozór bezpiecznego lasku który mieścił się o dwa skoki w bok.Fikołki miałem zamiar wykonać jak najmniej boleśnie lecz opanowała mnie chęć poczucia się jak Sylvester Stallone w znanych filmach ,,Rambo" kiedy to rzucając się w nieznane strzelał do wrogów.Co prawda broni w ręku nie miałem ani żadnych celów do oddania salwy ale ból przy upadku był z pewnością większy niż upadek na miękki materac podczas kręcenia sceny.Staję na nogach lecz nie na długo gdyż muszę skutecznie schować się za czymś przed światłami policyjnej ,,suki". Przejeżdżają bardzo blisko mnie, widzę ich zaspane twarze.Serce uderza w pierś tak mocno jak sędzia Judy młotkiem sądowym podczas rozprawy.

Chyba niczego nie dostrzegli bo pojechali dalej nie zatrzymując ani nie rozglądając się nawet na sekundę.Ruszyli prosto ku fabryce.Ciekawe czy jeszcze tam stoi czy ,,zawędrowała" gdzieś indziej.Zastanawiam się czy wrócić na polną drogę czy zobaczyć dokąd zaprowadzi mnie ten chudy las.

Maszeruję.Mam już za sobą jakąś część zagajnika.Co krok przystaję i wyciągam ze stóp kilka zeschniętych igieł, co kilka metrów ściągam pajęczynę z twarzy i jest trochę ciemno, mroczno.Mimo to czuję się dobrze, bezpiecznie i jakoś tak rześko.Przyjemne odgłosy lasu: jakaś gałązka która upadła na ziemię, świst przelatującego ptaka nad głową, szelest krzaków w których skrywa się jeż, to wszystko dodaje otuchy.Brakuje tylko wycia wilka na tle księżyca chociaż zapewne nie chciałby tego usłyszeć akurat teraz.Takie chwile naprawdę rozpalają ciepło w sercu i dają ponowną nadzieję na happy end.

Lasek wydaje się powoli kończyć.Za kilka, no może kilkanaście ruchów stopami pojawią się pojedyncze drzewa i przekonamy się na jaki brzeg wyrzuciła mnie fala.Troszkę szkoda, że się kończy z chęcią bym się tu zatrzymał na dłużej.Jednak to zbyt niebezpieczne gdyż jeśli tylko zamknął bym oczy natychmiast mógłbym zasnąć.Jestem tak padnięty, że nawet bym nie poczuł jak komary oskubałyby mnie do kości.Tak miałem rację.Chude iglaste drzewka wieńczą skraj zagajnika.Opuszczam las i wychodzę na znaną - tak mi się zdaję - drogę z zakrętem ale przedtem słyszę policyjne koguty.

Cofam się w głąb puszczy tak żeby nie było mnie widać.To ten sam radiowóz pamiętam! Ponownie odległość między mną a autem była nie wielka.Oddzielała nas gęsta, rozłożysta paproć zza której spoglądam.Próbuję dojrzeć kogo zawinęli na tyły samochodu ale jednocześnie uważam aby nie wychylić się za bardzo.OOO kur.. to ten świr z fabryki! A tuż za radiowozem wlecze się na lince autko tych pijanych małolatów.O ja pie.... ale jaja! Nie mam pojęcia czemu ale miałem niezły ubaw na początku.Lecz po chwili nie było mi do śmiechu.Wariat siedzący z tyłu najwyraźniej zobaczył mnie i przez całe kilka sekund patrzył mi prosto w oczy kiedy policjant dodał gazu.Nie miał już tego wielkiego kapelusza więc ujrzałem jego twarz.W niczym nie odbiegała od twarzy normalnego, zdrowego człowieka.Serce ponownie zaczęło dudnić jak dzwony alarmujące o ataku w średniowiecznych warowniach.

Co im zrobił? Co tam się wydarzyło? Może miało to coś wspólnego z owcą która mnie przeraziła? Kolejne pytania, kolejne zagadki i kolejne braki odpowiedzi.

Tymczasem wychodzę z ukrycia i teraz mam stuprocentową pewność, że dzisiaj tędy już szedłem.A i ten zakręt na którym powinien być... tak jest stoi i ma się dobrze! Uśmiecham się i wiem, że do domu już niedaleko.To charakterystyczne oznakowanie skrętu na drodze było mi tak potrzebne jak druga ręka do przechylenia talerza aby dokończyć resztki zupy na dnie głębokiego półmiska.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania