Dwa światy
Rozdział XI
W stronę słońca
Zastanawiam się jak to się stało, że wpadłem na tę cudowną, skracającą moje męki dróżkę, Kto maczał w tym palce? Czy jestem w stanie na to odpowiedzieć? Oczywiście, że nie.Mogę się tylko domyślać a Wy razem ze mną.(Roz. IV)
Chciałem podziękować Mu za to, w środku siebie w ciszy ale pomyślałem, że lepszym pomysłem będzie najpierw dotarcie do domu a dopiero potem podziękowania.Kroczę powoli.Jestem pewny siebie i tego, że wkrótce zakończę tę wyprawę sukcesem.Już nic złego nie może mi się stać.Ehh chyba sam nie wierzę w to co mówię.
Słońce budzi się, wstaje z kolan i daje znać iż następny dzień właśnie rodzi się na moich oczach.Wróciłem do cywilizacji.Już dochodzi do mych uszu obrzydliwy warkot pędzących samochodów.Ludzie powstawali z ciepłych łóżek i pędzą do pracy natychmiast po śniadaniu i ucałowaniu żon, dzieci.Emeryci rozpoczeli już swoje codzienne przejażdżki składakami.Oni równierz nie lubią tłoku i smrodu spalin dlatego wyruszają tak wcześnie.Jakieś dzieciaki wracają ze sklepu z dwiema torbami chipsów.Zajadają się nimi potąd, lecz tylko pozornie.Nie delektują się każdym osobnym listkiem ziemniaka, nie próbują zapamiętać tego smaku na dłużej.Kiedy jeszcze dobrze nie przegryzą garści przekąsek w ustach już myślą o kolejnym kęsie smażonych warzyw.Polega to na tym ażeby jak najszybciej skonsumować dany produkt i nic z tego nie mieć bo przecież jutro znowu kupią sobie podobny zestaw.Ale czy czynią tak tylko dzieci?
Oczywiście przy samym ukazaniu się na drodze prowadzącej do centrum miasta zostałem natychmiastowo zlinczowany wzrokiem - jak wtedy gdy pytamy się kto ostatni w kolejce do lekarza - i śmiechem ludzi których napotkałem.Ale nie miałem prawa oczekiwać innej reakcji choć nie spodziewałem się tego, że babcie na mój widok będą czyniły znak krzyża na swoim ciele.
Na pewno nastał już poranek gdyż wszystkie sklepy zostały pootwierane a słońce na dobre ulokowało się na nieboskłonie.Nieznani mi homo sapiens w dalszym ciągu szydzą i znieważają ale nie zwracam na to większej uwagi.Myślami jestem już na podwórku, wchodzę po schodkach i witam się kotem który przez noc zdążył tak wygłodnieć, że jeśli byłby większych rozmiarów bez wahania wsunąby psa sąsiadów.Jeszcze kilkadziesiąt metrów...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania